poniedziałek, 1 października 2018

Odkrycie wędrowca.


Czasami wszystko zaczyna się od okładki. Jedno spojrzenie i już wiesz, że musisz posłuchać zawartości. Bo przecież skoro opakowanie takie piękne, to zawartość musi też być na poziomie. Jasne, to nie zawsze się sprawdza, w przeszłości, gdy kupowało się wszystko co na okładce krzyczało szatanem czy wymalowaną gębą, trafiały się pudła, czasami bardzo srogie. Teraz jednak, gdy człowiek starszy, może sobie od czasu do czasu pozwolić na odrobinę szaleństwa i ryzyka – szczególnie, że wszystko można w kilka minut sprawdzić w Internecie. I tak pewnego dnia, przeglądając Instagram, u jednego z obserwowanych przeze mnie osobników, zauważyłem TĘ okładkę. Zaintrygowała mnie momentalnie, koniecznie musiałem tego posłuchać. No i wsiąkłem.





Tak, to ten obraz który widnieje na końcu recenzji. Jakiś ktoś, o bliżej nieokreślonej fizjonomii, na koniu. Niby nic, żadnego logo, zero tytułu, po prostu ktoś siedzący na koniu, a za nim i pod nim zimowa sceneria. Niewiele trzeba, by przyciągnąć uwagę, ale to właśnie ta prostota i tajemniczość są najbardziej magnetyczne. Co to za jeździec? Kim jest? Dokąd zmierza lub skąd przybywa i jakie ma zamiary? Gdzie ta scena ma miejsce? Takie pytania zawsze budzą ciekawość i chęć poznania. We mnie wzbudziły na tyle, że rzuciłem się w cyfrową przestrzeń i poznałem Wayfarer. Zespół ze Stanów, dla którego „World’s Blood” to już trzeci album. Zespół istnieje od 2011 roku a ja spotykam go po raz pierwszy w 2018. Ciężkie i niesprawiedliwe to życie, ale nikt nie mówił, że będzie lekko. Premiera płyty odbyła się pod koniec maja, czyli pisząc te słowa mam pewne opóźnienie, ale w tym roku mam tak z wieloma płytami, więc sam sobie wybaczam. „World’s Blood” to czterdzieści cztery minuty zamknięte w pięciu utworach. Trzech długich i dwóch o powiedzmy długości standardowej. To, że trzy numery są długie, bo każdy trwa ponad dziesięć minut, nie dziwi mnie ani trochę, bo Wayfarer ma zapędy do grania epickiego, podniosłego a zarazem jest w nim coś z rytuału, coś z dalekiej przeszłości, umiejętnie wplecione i budujące wspaniały klimat. Ta podniosłość, ta dumna powaga kojarzy mi się z Primordialem i Bathory, choć najwięcej porównań zauważyłem do Cobalt (którego sam akurat za bardzo nie lubię), dotyczyły one jednak bardziej samego stylu niż klimatu i atmosfery – jak w przypadku dwóch pierwszych wymienionych przeze mnie. Wayfarer prowadzi nas w przeszłość, ale z wysoko podniesioną głową. Jest w tej muzyce coś magicznego, coś co powoduje, że dajemy się urzec, może to przeświadczenie, że dla samych muzyków te dźwięki to coś więcej – ja w każdym razie tak to odbieram, bo tak odbieram ich muzykę. Nie jest to zwykła jazda do przodu plus kupa krzyku o tym co zwykle, tu mam wrażenie, że „World’s Blood” bardzo chce być ponad takimi płytami. I to się udaje. Od pierwszej do ostatniej minuty jesteśmy uczestnikami bardzo intrygującej, pochłaniającej i ciekawej wyprawy, której celu możemy się tylko domyślać, ewentualnie interpretować go na własny sposób. Wayfarer gra podniośle, ale potrafi też przyspieszyć, momentami robi się brutalnie, co jednak jest jego największą siłą to niebywale klimatyczne zwolnienia, oparte na gitarach (także akustycznych) i perkusji, która brzmi bardzo głęboko. To wręcz momenty pradawnego rytuału, chwile pełne wspomnień i sentymentalnej podróży umysłu. Amerykanie wspaniale potrafią budować klimat a także stopniować napięcie. Są jednak przede wszystkim zespołem metalowym i na szczęście o tym nie zapominają, bo czterdzieści cztery minuty „World’s Blood” dają wiele momentów do tupnięcia nóżką. Naprawdę, jest to świetny album, polecam go z czystym sumieniem wszystkim, którzy cenią sobie klimat i atmosferę, ale nie chcą ugrzęznąć w płaczliwym pitoleniu atmosferycznych jedoosobowych projektów. „World’s Blood” to atmosfera wojny, przeszłości i zwycięstwa, nie porażki i zwątpienia. Długo się wahałem czy wejść z blogiem na Instagram. Teraz już wiem, że choćby dla odkrycia tego jednego albumu było warto. 

Ocena: 8/10

Wayfarer - „World’s Blood”. Profound Lore Records, 2018 rok. 




"World's Blood" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz