niedziela, 28 października 2018

Na nieludzkim odludziu.


Ludzie dzielą się na tych, co wierzą w przypadki i zbiegi okoliczności oraz na tych co nie wierzą. Ja nie mam jakiegoś wyrobionego zdania, powiedzmy, że jestem gdzieś w połowie. Bo niby na wiele rzeczy mamy wpływ ale nie na wszystkie przecież. Nie mam zamiaru filozofować, bo byście zasnęli, po prostu ostatnio trafiło mi się coś, co mogę uznać za szczęśliwy zbieg okoliczności. Skończyłem właśnie oglądać dwa sezony australijskiego serialu „Wolf Creek” i zaraz potem, w ramach nadrabiania zaległości, poznałem się bliżej z albumem pochodzącym z tego samego kraju. Teoretycznie nic wielkiego, bo cóż to niby miałoby mieć wspólnego? Może i nic, ale ta muzyka w niejednej scenie „Wolf Creek” sprawdziłaby się wyśmienicie.




Nie od dziś wiadomo, że Australia death metal grać potrafi. Dopiero od niedawna wiem, że potrafi też w fajne seriale. Szczególnie drugi sezon zrobił na mnie wrażenie, choć pierwszy też nie mógł być zły, skoro zdecydowałem się na kontynuację. W skrócie – na pustkowiach australijskich szaleje maniakalny morderca, zabijający hurtowo. Głównie turystów. Dużo tu przemocy, krwi i dreszczyku emocji, czasami tylko nieporadność ofiar irytuje. No i ta rozległa, pusta, spieczona słońcem Australia. Dramat sam w sobie a tu jeszcze facet ze snajperką i wielkim nożem. Idealna reklama dla przemysłu turystycznego. No i potem odpalam sobie Golgothan Remains - „Perverse Offering To The Void” i kurde blade zgrywa mi się to. Nawet tytuł tego albumu bardzo dobrze oddaje to, co wyczyniał główny bohater. Widzę to nieprzyjazne pustkowie w muzyce, ten piach brudzący brzmienie, czuję na skórze jadowitość riffów jak ukąszenie jakiegoś paskudztwa, których tam pełno. Gęstość dźwięków to ten oblepiający żar, wdzierający się wszędzie, chłód nocy zapewnia przestrzeń wpuszczona tu raz na jakiś czas, chyba tylko po to by nas zwieść, bo po chwili kanonada powraca, jak poranne prażące promienie. No bo nie oszukujmy się – to nie jest najbardziej przyjazne miejsce do życia, tak jak muzyka na „Perverse Offerings To The Void” nie należy do sielankowych i błogich. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że australijskie zespoły nie nagrywają swoich albumów na odludziu i w pełnym skwarze, wśród jaszczurek, pająków i węży, ale gdzieś na ich muzykę te wszystkie uwarunkowania muszą mieć wpływ. Można grać gęsto i lepko, ale nikt nie robi tego tak jak mieszkańcy tego dalekiego kontynentu. Co prawda Golgothan Remains nie ściga się w zawodach o tytuł złotego gruzownika, bo im jednak jest troszkę bliżej do klasycznego śmierć metalu, to jednak wie jak zabarwić dźwięki piachem i żwirem by to wszystko było odpowiednio brudne. Kiedy chce potrafi przekonująco połamać rytm, wprowadzić chaos, uderzyć znienacka totalnym szaleństwem ale umie też świetnie odnaleźć się w klasycznej sieczce oraz we wspaniale ciężkich zwolnieniach. Jest jak dobrze pracująca maszyna, tyle że nie ma w tym ani trochę sztuczności. Momentami mam wrażenie, że po prostu zebrało się kilku kumpli, którzy lubią taką muzykę i najzwyczajniej w świecie zaczęli grać idąc na żywioł przy okazji wciskając klawisz „record”. I wyszło. I to jak wyszło! Pół godziny doskonałego, szczerego, brutalnego death metalu. Jeśli miałbym tu kogoś z wielkich przywoływać, to nasuwają się dwie nazwy – Incantation i Immolation. Ale to tylko drogowskaz, który pokazuje ogólny kierunek, bo na końcu tej drogi jest tylko i wyłącznie Golgothan Remains. I warto dotrzeć do końca drogi. Dla mnie to jeden z najlepszych death metalowych albumów roku. 

Dziwi mnie fakt, że nie znalazł się na to wydawca i zespół musiał CD wypuścić na swój koszt. Dobrze, że znaleźli się chętni na wydanie kasety i winyla, bo ten album na to zasługuje. Mam nadzieję, że kwestia wydawcy szybko się wyklaruje, bo Golgothan Remains to jak światowej klasy napastnik bez klubu, za to z wielkimi możliwościami. 

Ocena: 9/10


Golgothan Remains - „Perversed Offerings To The Void”. Wydanie własne, 2018 rok.





"Perverse Offerings To The Void" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz