środa, 17 października 2018

Metal czarny, hałas biały, a wszystko to w zgodzie z tradycją.


Cóż, nie zamierzam się krygować, kłamać ani ukrywać - fanem black metalu zwyczajnie nie jestem. Owszem, doceniam ogromny wkład zespołów z tej szufladki w rozwój muzyki ekstremalnej, doceniam też to, że po rzeczoną odmianę rocka sięga mnóstwo osób, które wcześniej w ogóle się nim nie interesowały, ale to na tyle. Samo brzmienie, schemat utworów i kilka innych czynników powoduje, że za black metalem nie przepadam. 





Zdarza mi się wrócić do Mayhem, do reprezentantów najbardziej hałaśliwej gałęzi nurtu (np. Marduk) czy starej, dobrej siarki spod znaku pierwszej fali black metalu. Nie mogę z kolei przekonać się do gitarowego tremolo nagrywanego na radiu tranzystorowym, do borów zwierza pełnych i kilkunastominutowych kolubryn opartych na eksponowaniu jednego riffu. A dlaczego właściwie wspominam o tym w kontekście najnowszej propozycji Craft? Ano z prostej przyczyny: “White Noise and Black Metal” wydaje się być płytą skrojoną w stu procentach pod moje oczekiwania i pod moje fascynacje w ramach black metalu. Nikt tutaj nie biega w obcisłym golfie i z pochodnią w ręku po lesie, nikt nie wystawia prawicy w geście pozdrawiającym pewnego austriackiego akwarelistę i w końcu nikt nie popada w pretensjonalność. Tegoroczne wydawnictwo Craft to zwarte, dobrze pomyślane i dookreślone piosenki, które spokojnie utrzymują się w ramach gatunku, ale jednocześnie nie sprawiają wrażenia wykalkulowanych. Świetnym tego dowodem sama produkcja płyty, która definitywnie odstaje od standardów black metalu. Pan za konsoletą i zespół nie próbują wmówić słuchaczom, że mamy rok 1994, a studio nagraniowe można było zarezerwować tylko na jeden dzień, bo na więcej nie pozwalało skromne kieszonkowe. Brzmienie “White Noise and Black Metal” - czyste, bardzo wyraziste i mięsiste - tylko uwypukla najlepsze elementy materiału, czyli siłę świetnych riffów i zwartej pracy sekcji rytmicznej. A smaczków generowanych przez wyżej wspomniane atrybuty jest tutaj mnóstwo. Bo Craft to nie tylko fascynaci muzyki metalowej, ale przede wszystkim bardzo sprawni kompozytorzy, którzy wiedzą, jak łączyć wpływy, by całość miała ręce i nogi. Wyraźnie melodyjne fragmenty albumu budzą skojarzenia z tym, co Immortal zaprezentował na “At the Heart of Winter”. Mechaniczny rytm i wszechobecny chłód z kolei przypominają o pierwszym i jednocześnie ostatnim krążku Thorns, a najbardziej agresywne cięcia mogą być utożsamiane z “Grand Declaration of War” Mayhem. W dodatku nie ma tutaj miejsca na nudę. Wszystkie patenty na “White Noise and Black Metal” są wyeksploatowane do tego stopnia, aby nie zanudzić, ale jednocześnie werżnąć się w świadomość. I wrzynają się. Tak właśnie trzeba. Podsumowując: najnowsze wydawnictwo Craft to prawdopodobnie najlepsza płyta blackmetalowa, jaką usłyszałem w tym roku. Szwedzi biorą z gatunku wszystko, co najlepsze i podają w bardzo rozsądnych proporcjach, a jednocześnie robią to w swoim stylu. Tak, jak powinien to robić dojrzały i w pełni rozwinięty zespół, a oni takim zespołem są. 

Łukasz Brzozowski 

Craft - "White Noise and Black Metal", Season Of Mist, 2018.





"White Noise and Black Metal" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz