niedziela, 7 października 2018

Mamoń to był gość.


„Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No, reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę”.     Co prawda umysłem ścisłym nie jestem, ale w przypadku nowej płyty Immortal, słowa inżyniera Mamonia, z kultowego już Rejsu, sprawdzają się doskonale. Można nimi otworzyć i zamknąć recenzję „Northern Chaos Gods”, szczególnie, że reminiscencja jest tu bardzo mocna. Tak mocna, że momentami zastanawiam się, czy nie mam znowu kilkunastu lat i z wypiekami na twarzy odpalam właśnie po raz pierwszy „At the Heart of Winter” lub „Battles in the North”. Ale nie, przecież nie, bo jak mogą się podobać piosenki, które słyszy się pierwszy raz?





Okazuje się, że mogą, szczególnie gdy brzmią jak te, które kiedyś już się słyszało. No bo wiadomo – reminiscencje. Trafiamy do błędnego koła, bo niby słyszę je po raz pierwszy, ale tak naprawdę słuchałem ich już w latach dziewięćdziesiątych. Miały inne tytuły i kto inny krzyczał do mikrofonu, ale co to zmienia? Wychodzi na to, że inżynier Mamoń troszkę jednak się pomylił, bo piosenki słyszane pierwszy raz jak najbardziej mogą się podobać. I to nie tylko te z „Northern Chaos Gods”, bo one to wiadomo, przez te, no, reminiscencje. Zostawmy już Mamonia i jego wywody, wróćmy do Norwegii i Immortala porzuconego przez Abbatha, który postanowił zrobić solową karierę komedianta i świetnie się w tej roli realizuje. Immortal dzisiejszych czasów to Demonaz i Horgh, czyli świetny kompozytor i tekściarz oraz facet z najzabawniejszym makijażem na scenie. Ilekroć widzę jakieś jego foto, mimowolnie się uśmiecham. Dzięki Horgh. Uśmiecham się też od pierwszych sekund tego albumu, bo naprawdę czuję się jakbym cofnął się w czasie. A gdy w trzecim numerze pojawiają się te charakterystyczne akustyczne partie, to mój niewielki uśmiech przekształca się w szeroko otwartą z radości gębę. Bo co by nie mówić – to po prostu jest fajne. Fajne teraz, fajne dwadzieścia lat temu i pewnie za kolejnych dziesięć też mi się będzie podobało. Pisanie o „Northern Chaos Gods” jest jak pisanie o „Battles...” zmieszanym z „At the Heart...” a są to przecież albumy, które każdy szanujący się fan black metalu zna. Ci nie szanujący się, pewnie też . Nie ma w takim razie większego sensu przybliżanie tego, jak brzmi i co gra Immortal w 2018 roku, bo sprawa jest oczywista. W moim mniemaniu jest to jak najbardziej celowy zabieg ze strony Demonaza, on doskonale wie w czym Immortal sprawdzał się najlepiej, w czym on sam sprawdzał się najlepiej. I nie ukrywa tego. Tytuły, bezczelnie nawiązujące do dawnych płyt, fragment tekstu skopiowany z jednego z numerów z Bitew… Nic tu nie jest przypadkowe i nic tu nie jest efektem spontanicznej pracy twórczej. I to jest jedyna rzecz, która trochę mnie uwiera, bo mając świadomość z jaką premedytacją ta płyta została wygenerowana, nie potrafię w pełni się nią cieszyć. Co nie znaczy, że mi się ona nie podoba. Ależ skąd, wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba, tylko jeśli mam do wyboru posłuchanie oryginału lub wiernej, aczkolwiek jednak kopii, to wybiorę oryginał. „Northern Chaos Gods” to osiem utworów dających nieco ponad czterdzieści minut muzyki. Te czterdzieści minut można spędzić lepiej, ale jeśli wybierzecie nowy Immortal, nie zmarnujecie czasu, nie będziecie się nudzili, możecie sobie zadać jedynie pytanie – po co, skoro na półce obok stoi o kilometry lodowych gór lepsza „At the Heart...”? Ja zadowoliłem się kilkunastoma przesłuchaniami, znam, wyrobiłem sobie opinię, nie czuję, że zmarnowałem czas, bo to było fajne doznanie – taki spacer ścieżką wspomnień, tu uśmiech, tam łezka. Ale jeśli już mam wspominać, to naprawdę wolę przy dźwiękach Bitew w Sercu Zimy ;)

Ostatnia kwestia – powrót Immortal kasuje oczywiście to co solowo robi Abbath. Faktycznie, trochę brakuje tu jego wokalu, ale Demonaz daje radę i nie zaniża poziomu płyty. Tak to już jest, gdy wokalista komponować nie bardzo potrafi a kompozytor całkiem nieźle daje radę za mikrofonem. Zawsze wygra ten drugi. Szkoda jednak, że panowie się rozeszli, bo duet tworzyli wyborny. 

Ocena: 8/10 

Immortal - „Northern Chaos Gods”. Nuclear Blast, 2018.





"Northern Chaos Gods" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz