piątek, 28 września 2018

Zatańczysz ze mną w piekle?


Koncerty. Sól, serce i płuca metalu. Dla każdego z nas bywanie na nich jest tak naturalne jak zjedzenie śniadania, nie ma chyba drugiej takiej oddanej gigom publiki jak ta metalowa. Sam też oczywiście zaliczam się do tego grona, jednak z racji podeszłego wieku, teraz już tylko stoję sobie kawałek od sceny, sączę piwko i rozmawiam z kolegami. Szaleństwo pozostawiam młodszym, choć niestety, szaleństwa na koncertach coraz mniej, przybywa za to telefonów i amatorskich filmowców. Nie wiem jak było 29 kwietnia 2017 roku w Wolfsburgu, gdy to miasto odwiedził Moloch Letalis, ale z tego co słyszę, mogło być gorąco.




Muszę zaznaczyć, że nie jestem wielkim fanem tego zespołu, bo jego twórczość wyróżnia się dla mnie tylko i wyłącznie dość prostymi i raczej mało poważnymi i niewyszukanymi tytułami i tekstami. To trochę za mało, w czasach gdy nie brakuje zespołów grających po prostu lepiej. Nie jestem też fanem wydawnictw „live”, bo dla mnie koncert to doznanie na żywo, w klubie a nie na kanapie w mieszkaniu. Na palcach jednej ręki mogę policzyć wydawnictwa koncertowe, które naprawdę lubię i do których wracam. Po takim wstępie powinienem pewnie przestać pisać, ale nie zrobię tego, bo po pierwsze – nie muszę kochać Molocha za ich muzykę, wiem jednak, że na żywo sprawdzają się bardzo dobrze, po drugie – bo „Live in Wolfsburg” jest zaskakująco dobrze zrealizowany i słucha się go naprawdę przyjemnie. Nie wskoczy do moich ulubionych koncertówek, pewnie szybko o nim zapomnę, ale już sam fakt, że potrafił mnie zainteresować, jest wystarczającym powodem by skreślić kilka słów więcej. Koncert odbył się w 2017 roku, pomimo tego, połowę setu stanowi materiał premierowy, bo wydany dopiero w 2018 roku na ostatnim pełniaku zespołu („Krwawy Sztorm”). Pozostałe numery pochodzą z drugiego albumu (choć „Necronomicon” i „Skrzydła Śmierci” ukazały się już w 2013 roku na splicie z Hate Them All) i EP „Czeluść”. To dość zaskakujące posunięcie, bo przecież dyskografia zespołu nie jest wcale uboga a całkowicie pominięty został debiut, poza tym, mało kto gra aż tyle premierowych, niewydanych jeszcze kawałków. Nie jest to oczywiście żaden wielki problem, bo ostatni album jest najlepszym, w moim odczuciu, wydawnictwem zespołu. I bardzo dobrze sprawdza się na koncertach. Nie wiem jak było wtedy w Wolfsburgu, bo niestety nie słychać tu wielce żywiołowych reakcji publiczności, ale sam zestaw numerów zaprasza głośno do bardzo dobrej zabawy. Moloch Letalis to dla mnie jeden z tych zespołow, które chętniej podziwiam i odbieram na żywo, niż w domowym zaciszu i ta koncertówka poniekąd to potwierdza. Poniekąd, bo przecież słucham jej w domu, ale gdy tylko słyszę pierwsze dźwięki „Zatańczysz Kurwa Ze Mną w Piekle” to mam ochotę znaleźć się pod sceną. Bo przecież nie oszukujmy się – panowie łoją prosty, chamski, piekielny metal, taki, który na lekko podchmieloną publikę działa najlepiej i trudno ustać w miejscu. Jakby na to nie patrzeć, w koncertach metalowych najważniejsza jest rozpierducha i dobra zabawa a do tego Moloch Letalis i ich muzyka nadają się jak najbardziej. Sam koncert zrealizowany jest naprawdę fajnie, wręcz zaskakująco dobrze, jak na podziemie. Brzmi jak regularna demówka czy nawet jakiś poważniejszy materiał, nie ma problemów z odbiorem poszczególnych instrumentów jak i całości. Trochę brakuje mi większej interakcji z publicznością, ale to jak wiadomo jest często uzależnione od samej publiczności. To musiał być całkiem fajny gig i mam tylko nadzieję, że ludzie zebrani pod sceną potrafili to docenić. 

Oceny nie będzie, bo ciężko oceniać koncertówkę, ale jak najbardziej polecam, szczególnie fanom zespołu. 

Moloch Letalis - „Live in Wolfsburg”. Werewolf Promotion / Demented Omen of Masochism, 2017 rok, numer katalogowy WP450 / Doom Tape 013.







"Live in Wolfsburg" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz