poniedziałek, 10 września 2018

Krakowska piwnica.


Czasem dobrze jest zejść do piwnicy. Sprawdzić, czy ziemniaki już zakwitły, czy sąsiad spod piątki znowu podprowadził słoik ogórków, bo mu do gorzały smakują. Pooglądać pająki, ich misterne pajęczyny, natknąć się na szczura, poczuć orzeźwiający smród stęchlizny i łapać nozdrzami świdrującą wilgoć każdego zakamarka. Piwnice bywają różne, mniejsze i większe, czystsze i mniej czyste, wszystkie jednak mają ten sam, mroczny urok, aurę tajemnicy i nieznanego zła, które może czaić się w ciemności. Ja właśnie odwiedziłem jedną z krakowskich piwnic i jest to jedna z najbardziej zatęchłych nor, jakie dane mi było zobaczyć. 





Bo też nie była to piwnica jakich wiele. Ta konkretna opatrzona jest napisem „Sanctity Collapsed” i należy do Cadaveric Possession. Powinni jeszcze dopisać coś z Dantego, najlepiej o porzuceniu wszelkiej nadziei, ale najwyraźniej nie mają na tyle empatii. Z drugiej strony jak oczekiwać empatii od gości, którzy w piwnicy trzymają dobrze zgniłe zwłoki, łańcuchy, piły i inne wymyślne narzędzia tortur? Kiedy już raz otworzysz drzwi tego przybytku, nie ma powrotu. Pochłania Cię atmosfera rozkładu, śmierci, grozy i strachu. Drętwiejesz, czekając na nieunikniony koniec, jedyne pytanie, które krzyczy w głowie to jak szybko i jak boleśnie on nadejdzie. Niestety, nie nadchodzi tak szybko, bo trzeba na niego czekać dwadzieścia minut. Dla laika, to będzie bardzo bolesne dwadzieścia minut. Dla kogoś, kto zwiedza cmentarze, lubi chodzić po piwnicach i podziemiach, eksplorować krypty i wąchać smród zgnilizny, wręcz odwrotnie. Krakowski duet Cadaveric Possession zabiera nas na taką wycieczkę, nie omijając żadnego z najohydniejszych miejsc. Pokażą nam każdy zakamarek, każdy śmierdzący grób, który ktoś świeżo rozkopał, nie uszanują żadnej świętości, nie okażą litości w czynie i mowie, nie dadzą spokoju i tymi dwudziestoma minutami zniszczą nasze biedne, niewinne dusze. „Sanctity Collapsed” to debiutanckie demo, wydane w 2017 roku. Podpisał się pod nim Slav, znany z wielu projektów, z których żaden nie należał do poezji śpiewanej. Czyli doświadczenie w obskurnym wizerunku ma. I korzysta z niego jak tylko może, bo to demo nie jest najlepszym przykładem muzyki do niedzielnego obiadu z rodziną. Siedem numerów (w tym intro, outro i jeden kawałek w dwóch wersjach), w duchu dokonań mistrzów gatunku z lat osiemdziesiątych. Brud, smród, tchnienie trupa. Prochu nikt tu nie wymyślił, ale klimat tego wydawnictwa jest naprawdę wspaniały, to kolejny przykład na to, jak powinien wyglądać ekstremalny black/death metal. Niby wszystko tu jest znane, niby słyszałem już takich materiałów w życiu sporo, ale za każdym razem gdy ktoś nagra coś w tym stylu, gęba mi się cieszy. Ma być brudno, piwnicznie, obskurnie i diabelsko, bo to metal, nie popowa ballada o wilkach w syberyjskim lesie (nie mogłem się powstrzymać, wybaczcie). Cadaveric Possession pokazuje, że potrafi. Utwory nie są długie, nie są przekombinowane co nie zmienia faktu, że nie są też tworzone siekierą, bo mamy tu i zmiany tempa i różne natężenie brudu i grozy, ciekawe riffy i (w szczególności) interesujące wokale. Dobrze wypadło nałożenie na nie pogłosu, wzmacnia to głębię i klimat zła. Materiał kończy się szybko, ci co nie przetrwali, gniją już u stóp swych oprawców, ci co dali radę, słuchają go raz jeszcze, bo wciąga. Brawo panowie, liczę na więcej takich wyziewów w przyszłości. 

Jest to proszę państwa, pierwsza w historii bloga recenzja kasety. Będzie ich więcej. Samo demo, poza kasetowym wydaniem, wyszło też na CD, dzięki Putrid Cult.

Ocena: 8/10

Cadaveric Possession - „Sanctity Collapsed”. Demented Omen of Masochism, 2017 rok, numer katalogowy Doom Tape 014.








"Sanctity Collapsed" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz