środa, 26 września 2018

"Cobra Speed Venom", czyli powrót króla na właściwe miejsce.


Nie wspominam swojego pierwszego kontaktu z The Crown pozytywnie. Miał on miejsce ponad dwa lata temu, gdy w czterech ścianach swojego pokoju za pośrednictwem serwisu Chomikuj. pl pobierałem album “Death Is Not Dead” opisany przez znajomego jako “konkretny łomot”. Niestety, ale żadnego łomotu, a już tym bardziej konkretów, tam nie było. Co najwyżej dosyć niskich lotów thrash/death metal. Wprawdzie jakiś czas później uzupełniłem swoją wiedzę o lekturę klasycznych nagrań zespołu z lat 90., ale w głowie wciąż miałem ten przestrzelony koszmarek, którego przy układaniu koncertowych setlist unikają sami muzycy The Crown.





Kiedy w maju tego roku dowiedziałem się, że Szwedzi wydali nowy album, nie miałem ochoty go sprawdzać. Całe szczęście, że jednak sprawdziłem. “Cobra Speed Venom” to bowiem jeden z najlepszych materiałów nagranych pod szyldem The Crown, a w dodatku - póki co - najkonkretniejszy metalowy album z roku 2018. Maglowanie zestawu pokracznych riffów zniknęło bezpowrotnie, jałowe partie wokalne również, brzmienie przyciąga surowym, acz przejrzystym charakterem. Zupełnie, jakby inny zespół wziął się za przygotowanie tej płyty. No, ale przejdźmy do konkretów: co ma w sobie ta “Cobra Speed Venom”, czego nie posiadał “Death Is Not Dead”? Tutaj wskazałbym trzy cechy, bez których ciężko o dobry death metal: gniew, żar i potencjometr agresji podkręcony do maksimum. Nawet jeśli te wszystkie elementy są dokładnie wykalkulowane, a całość to po prostu dobrze obmyślona poza, z chęcią dam się nabić w butelkę. Mowa o zbyt dobrym materiale, by rozpatrywać go w skali prawdziwości bądź jej braku. Najnowszy The Crown kumuluje w sobie wszystkie pierwiastki, za które cenię szwedzki death metal i chyba tutaj leży przyczyna jego wysokiego poziomu. Kiedy trzeba, zespół uruchamia tryb sztokholmskiej mielonki, a w wielu momentach równoważy go nośną melodią, przywołującą czasy, w których gotebörska szkoła death metalu nie stanowiła obiektu niezbyt wyrafinowanych dowcipów. Jeśli dodamy do tego thrashowe zrywy, szczyptę rock'n'rolla i eksponowane w kilku miejscach elementy punk-rocka, to mamy komplet. Włączcie wytypowany na singla “Iron Crown”, który brzmi jak nieślubne dziecko Disfear i Entombed. Albo “In The Name of Death” prowadzony szybkimi riffami przeciętymi patentami godnymi “Wolverine Blues”. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, ten album kupi was w jednej chwili, a króciutką solówkę z “Necrohammer” będziecie nucili nawet przy goleniu. Podsumowując: “Cobra Speed Venom” to materiał godny sprawdzenia i jednocześnie bardzo pozytywnie zaskakujący w kontekście kilku ostatnich płyt The Crown, których ciężko wysłuchać od deski do deski. Słuchajcie,a w rytm przebojowych dźwięków tupcie nogami i machajcie rękami. A zresztą, nie muszę udzielać wam takich porad. Sami w porę zrozumiecie, że nie ma innej opcji. 

Ocena: 9/10

Łukasz Brzozowski


The Crown - "Cobra Speed Venom". Metal Blade Records 2018.





"Cobra Speed Venom" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz