niedziela, 30 września 2018

Stara, dobra Grecja.


Dawno temu, gdy nie było Internetu, na targowiskach szalały pirackie kasety a płyty CD były mokrym snem każdego fana muzyki, na światowej scenie, w kategorii black metal, liczyły się trzy greckie zespoły. To one tworzyły w tamtym czasie tę osławioną grecką scenę, z jej charakterystycznym brzmieniem, klimatem i sposobem na black metal. Był wspaniały Rotting Christ, w moich oczach absolutny numer jeden, była Necromantia, ze swoim wolnym i rytualnym black metalem i był ten trzeci, mniej popularny, ale również kultowy Varathron. „Thy Mighty Contract”, „Crossing the Fiery Path” i „His Majesty at the Swamp”. Twórcy tego trzeciego właśnie powrócili i to z przytupem. 

piątek, 28 września 2018

Zatańczysz ze mną w piekle?


Koncerty. Sól, serce i płuca metalu. Dla każdego z nas bywanie na nich jest tak naturalne jak zjedzenie śniadania, nie ma chyba drugiej takiej oddanej gigom publiki jak ta metalowa. Sam też oczywiście zaliczam się do tego grona, jednak z racji podeszłego wieku, teraz już tylko stoję sobie kawałek od sceny, sączę piwko i rozmawiam z kolegami. Szaleństwo pozostawiam młodszym, choć niestety, szaleństwa na koncertach coraz mniej, przybywa za to telefonów i amatorskich filmowców. Nie wiem jak było 29 kwietnia 2017 roku w Wolfsburgu, gdy to miasto odwiedził Moloch Letalis, ale z tego co słyszę, mogło być gorąco.

środa, 26 września 2018

"Cobra Speed Venom", czyli powrót króla na właściwe miejsce.


Nie wspominam swojego pierwszego kontaktu z The Crown pozytywnie. Miał on miejsce ponad dwa lata temu, gdy w czterech ścianach swojego pokoju za pośrednictwem serwisu Chomikuj. pl pobierałem album “Death Is Not Dead” opisany przez znajomego jako “konkretny łomot”. Niestety, ale żadnego łomotu, a już tym bardziej konkretów, tam nie było. Co najwyżej dosyć niskich lotów thrash/death metal. Wprawdzie jakiś czas później uzupełniłem swoją wiedzę o lekturę klasycznych nagrań zespołu z lat 90., ale w głowie wciąż miałem ten przestrzelony koszmarek, którego przy układaniu koncertowych setlist unikają sami muzycy The Crown.

poniedziałek, 24 września 2018

Album roku.


Nie wiem. Naprawdę nie wiem, co napisać. Ale coś trzeba sklecić, bo o wybitnych płytach należy pisać, krzyczeć, że istnieją, ogłaszać to Światu z dumą i zapałem, szczególnie gdy to album z naszego podwórka i pewnie nie doczeka się należytej uwagi, promocji (z całym szacunkiem dla Arachnophobii) i dystrybucji na skalę światową. A powinien, wręcz mu się to, cholera jasna należy, bo to jest płyta z kręgu tych naprawdę wielkich, która na lata powinna wejść do świadomości słuchaczy, fanów, fanatyków, sklepikarek, hydraulików, kierowców i lekarzy. Niestety, nadal nie wiem co napisać, bo co można napisać o płycie, która zawładnęła mną i od kilku tygodni jest panią mego życia? Co napisać, gdy człowiek siedzi i słucha w zachwycie i nie ma nawet ochoty na jedno słowo, ma być tylko rozkosz płynąca z samej muzyki? Do chrzanu, proszę państwa, do chrzanu całe to pisanie o muzyce w kontekście takich płyt.

piątek, 21 września 2018

Podziemie podziemia.


Coraz częściej siedzę ostatnio w piwnicy. Nie ma w tym nic złego, bo dni nadal bardzo ciepłe a w piwnicy przyjemny chłodzik. Jestem z tych (a także z Tychów), którzy za upałami nie przepadają, co za tym idzie w letnie czy wczesne jesienne dni najchętniej zakopałbym się pod ziemię, z obszernym zapasem zimnego piwka bądź chłodnej herbaty. W piwnicy można odetchnąć lekko zatęchłym, ale chłodnym powietrzem, poczuć orzeźwiającą woń trutki na szczury, wypić sąsiadowi kompot, najlepiej śliwkowy czy choćby dopilnować ziemniaków, które się wcześniej przesypało do starego kosza. Niestety, tym razem chyba zszedłem do piwnicy zbyt głębokiej, bo nawet ja mam swoje granice stęchlizny i chyba jednak wolałbym ten upalny letni dzień.

środa, 19 września 2018

Prosto i konkretnie.


Przyszedł czas na drugą w historii bloga recenzję kasety. Przy okazji pierwszej nie wspomniałem, ile sentymentu przywołało we mnie wsadzenie kasety do kieszeni magnetofonu, czyli wykonanie czynności, która kiedyś była na porządku dziennym. Dla samej zabawy pozwoliłem sobie nawet na przewinięcie, no a pod ręką miałem oczywiście ołówek (jeśli nie wiecie po co, zapytajcie starszego brata). Wiele czasu upłynęło od okresu kasetowego i w tej chwili nie jestem największym fanem tego nośnika, jednak fajnie jest od czasu do czasu przywołać wspomnienia. Tym razem, zespołem który zafundował mi spacer ścieżką wspomnień jest Rot. 

poniedziałek, 17 września 2018

W moją noc.


Są takie chwile w życiu człowieka, że po prostu musi. Nieważne co, po prostu musi. Mnie też ten moment dopadł i musiałem. Efekt tego musu właśnie czytacie i jest to coś, czego do tej pory nie robiłem (ale chyba zacznę częściej), mianowicie pierwszy tekst poświęcony jednemu utworowi. Pewnie znalazłbym ważniejsze dla mnie kawałki, którym mógłbym poświęcić nawet kilka stron tekstu, ale ten od dłuższego czasu jest stałym towarzyszem każdego dnia, co najmniej kilkukrotnie. Opętał mnie, sprawił, że zaczynam lubić język francuski, z którym do tej pory nie było mi po drodze. Jest jednak tak uroczy (wiem, brzmi podejrzanie), że naprawdę mam ochotę zapisać się na kurs. 

czwartek, 13 września 2018

Ostatni wielki.


Dawno, dawno temu, bo był to rok 1996, miałem siedemnaście lat, długie włosy, masę zapału i wiary w metal. W metal naturalny, szczery, niosący z sobą pewne wartości co także wyrażało się w muzyce – żadnych udziwnień, wymysłów i pierdół. Miało być mocno, brutalnie i najlepiej klasycznie. To był bardzo dobry rok dla gatunku, bo ukazały się choćby takie płyty jak „Triarchy of the Lost Lovers” (o niej tutaj) czy „Nemesis Divina” (tu), żeby wspomnieć tylko te dwie. Po trzech wspaniałych albumach, swój czwarty wydał szwajcarski Samael. „Passage” mocno nadszarpnął moja wiarę w szczery i bezkompromisowy metal i nie od razu do mnie trafił.

poniedziałek, 10 września 2018

Krakowska piwnica.


Czasem dobrze jest zejść do piwnicy. Sprawdzić, czy ziemniaki już zakwitły, czy sąsiad spod piątki znowu podprowadził słoik ogórków, bo mu do gorzały smakują. Pooglądać pająki, ich misterne pajęczyny, natknąć się na szczura, poczuć orzeźwiający smród stęchlizny i łapać nozdrzami świdrującą wilgoć każdego zakamarka. Piwnice bywają różne, mniejsze i większe, czystsze i mniej czyste, wszystkie jednak mają ten sam, mroczny urok, aurę tajemnicy i nieznanego zła, które może czaić się w ciemności. Ja właśnie odwiedziłem jedną z krakowskich piwnic i jest to jedna z najbardziej zatęchłych nor, jakie dane mi było zobaczyć. 

czwartek, 6 września 2018

Rosyjski horror.


Rosja to wielki kraj. Pomimo tego, nigdy nie kojarzył się z wielka ilością zespołów metalowych. Taka Finlandia choćby, kasuje swego sąsiada w przedbiegach. Od jakiegoś czasu jednak, dzięki znajomości z Aleksem z Satanath Records, jest mi dane poznawać rosyjskie podziemie, co czasami owocuje wyłowieniem ciekawych projektów. Ten o którym dzisiaj przeczytacie, pochodzi z rejonów Murmańska, czyli terenów bliskich Finlandii, co pewnie przypadkiem nie jest, bo znajdziemy w tamtych stronach jeszcze kilka innych, ciekawych zespołów. Widocznie tak silna jest moc oddziaływania fińskiej potęgi.

poniedziałek, 3 września 2018

Pomarańczowy agent.


Błoto, deszcz, węże, robactwo, dżungla. Upał, duchota, potworna wilgotność, dżungla. Dżungla w ogniu. Napalm. Napalm o poranku, w południe i wieczorem. Bo wiadomo, napalm to zwycięstwo. To ten nie dający się pomylić z niczym innym zapach triumfu. Śmigłowce, zacinające się M-16 i terkot kałasznikowów. Tunele, podziemne szpitale, szczury i zasadzki. Vietcong wszędzie wokół, granaty i ryż. Wietnam. Wietnam toczony wojną bardzo bezwzględną, z obu stron oczywiście, bo Amerykanie nie przebierali w środkach. Z nieba na dżunglę i Wietnamczyków leciały nie tylko bomby i napalm. Był też „Agent Orange”. A jak Wietnam i Agent Orange to musi być Sodom.