czwartek, 23 sierpnia 2018

Sałatka grecka, wurst i schabowy.


Wchodzi Grek, Polak i Niemiec do baru… Tak mógłby zaczynać się dowcip, choć oczywiście Greka pewnie zastąpiłby Rosjanin. Jednak nie w tym przypadku, szczególnie, że nie jest to żaden dowcip. Grek jest więc bezpieczny, zresztą musi być, z oczywistych względów o których przeczytacie poniżej. Co ciekawe, mamy tu jednak Rosjanina, bo płytę o której dziś przeczytacie wydała rosyjska wytwórnia. Natomiast rzeczony Grek pewnie kilka razy wszedł z Niemcem i Polakiem do baru, bo w końcu grają w jednym zespole. Żeby było jeszcze ciekawiej panowie mieszkają na Wyspach, mamy więc iście międzynarodową grupę pod nazwą Demonic Obedience.





Historia zespołu zaczyna się w Grecji, w 2013 roku, pod nazwą The Deepest. Już jako Demonic Obedience panowie wydali trzy pełne albumy, ostatni - „Fatalistic Uprisal of Abhorrent Creation” - w kwietniu 2018 roku. Przeprowadzka głównego kompozytora na Wyspy a konkretnie do Szkocji, spowodowana była zapewne sytuacją ekonomiczną jego ojczyzny, na szczęście nie wpłynęła na istnienie zespołu. George Ntavelas (to on skomponował cały materiał) dokoptował w 2017 roku Polaka (bas) i Niemca (wokal) i wspólnie stworzyli ostatnią płytę. Przyznaję się bez bicia, że nie znam poprzednich albumów Demonic Obedience, nie będę więc się do nich odnosił. „Fatalistic Uprisal of Abhorrent Creation” to moje pierwsze zetknięcie z tym zespołem. Album trwa nieco ponad pół godziny i zawiera osiem kompozycji. Bardzo poprawnych kompozycji w stylu death/black. Z naciskiem na death. Black czuję tu głównie w lekkiej piekielnej posypce, która pokrywa każdy kawałek. Napisałem, że utwory są bardzo poprawne, niestety to dla mnie nie do końca jest plus. Tu po prostu wszystko jest jak od metra, jakby ktoś wziął podręcznik takiego grania, czy w ogóle grania i postępował krok po kroku wg niego. Poczynając od riffów, które w większości brzmią jak „ja to już gdzieś słyszałem”, poprzez aranżacje, które nie zaskakują niczym, kończąc na produkcji, która jest aż nazbyt czysta i sterylna. Wszystko to brzmi niestety zbyt mechanicznie i zbyt nowocześnie jak dla mnie. Brakuje mi w tej płycie serca, ducha, gęstszej atmosfery, czegoś ulotnego ale zarazem odczuwalnego, co cechuje te najciekawsze albumy gatunku. Brak tu po prostu urzekającej atmosfery. Z drugiej strony, paradoksalnie (bo przecież ponarzekałem sobie), technicznie nie ma się do czego przyczepić, bo ten album jest naprawdę profesjonalny. Tylko czy rzeczywiście o to chodzi w ekstremalnym metalu? Ja jednak szukam w nim czegoś innego. I niestety tu tego nie znajduję. Oczywiście nie zrażajcie się moją opinią – nie każdy lubi gruz, piwnicę i uduchowione granie. Jeśli ktoś lubi rzeczy zrealizowane naprawdę profesjonalnie, świetnie brzmiące i idące z duchem nowoczesnych studiów nagraniowych, powinien Demonic Obedience poznać. Słucham „Fatalistic Uprisal...” już któryś raz i w pamięci zostaje mi tylko jeden utwór – trzeci na płycie „Awakening”. Naprawdę dobra rzecz, z fajnym riffem. Pozostałe kawałki zlewają mi się w jedno i nie jestem w stanie wiele zwracających uwagę momentów wyłapać. Pod żadnym pozorem jednak nie jest to zła płyta, ona jest po prostu przeciętna, do tego nie w moim klimacie, bo tego ostatniego tu po prostu brak. A jest to dla mnie jeden z najważniejszych czynników w metalu. Demonic Obedience obrał inną drogę i dlatego zapewne już się nie spotkamy, nie znaczy to, że innym z nim nie po drodze. 

Sałatka grecka, wurst i schabowy? Teoretycznie brzmi nieźle, w praktyce trochę gorzej. 

Ocena: 6/10

Demonic Obedience - „Fatalistic Uprisal of Abhorrent Creation”. Satanath Records / Sevared Records, 2018 rok, numer katalogowy SAT192 / SR-358.






"Fatalistic Uprisal..." na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz