środa, 29 sierpnia 2018

Gitarowa zima w Niemczech.


Jakiś czas temu, przy okazji którejś z recenzji, pisałem, że mam już po dziurki w nosie tego całego atmosferycznego black metalu. Mierzi mnie już słuchanie po raz kolejny nużącej muzyki z jednym riffem w utworze i samobójczymi krzykami jakiegoś zmęczonego życiem nastolatka, który właśnie walczy z trądzikiem i jest to dla niego powód do przyzwania pana ciemności. Na domiar złego takich zespołów, czy też jednoosobowych projektów, powstaje ostatnio bardzo dużo. Nie wiem skąd taki trend, na szczęście nikt nie każe mi ich wszystkich słuchać. Bo i tak bym nie słuchał. Czasami jednak pojawiają się twory godne uwagi, choćby przez kilka czy kilkanaście minut. Jednym z nich jest niemiecki Tyakrah. 




Pod tą enigmatyczną nazwą kryje się duet muzyków, którzy do tej pory nagrali tylko jeden album, debiut Tyakrah - „Wintergedanken”. Płyta miała premierę w październiku 2017 roku, co oznacza, że mam lekkie opóźnienie, ale dopiero niedawno przywędrowała do mnie od Aleksa z Rosji. Nie mam zamiaru nikogo oszukiwać, że jest to dzieło wybitne w swoim gatunku, bo nie jest. Dostajemy tu wszystko co niesie ze sobą łatka „atmosferycznego black metalu”. Średnie tempa, smutne melodie, zimne riffy i dużą dawkę monotonii, tak bardzo wyróżniającej ten gatunek. W tym wszystkim Niemcy się sprawdzają, na szczęście potrafią zrobić jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze przyspieszyć, co powoduje, że nie zasypiam w fotelu. Nie robią tego często ale chwała im za to, że w ogóle porwali się na takie szaleństwo. Po drugie, mają dobrego gitarzystę z zacięciem do solówek i patentów heavy metalowych. Tak sobie teraz myślę, że gdyby nie ta gitara, która wyskakuje w każdym utworze i tnie bardzo fajne solówki, to pewnie bym o tym materiale nie pisał, bo nie widziałbym sensu w promowaniu płyty jakich setki. A pan I.XII (taka ksywa) naprawdę potrafi trzymać instrument i zrobić z nim ciekawe rzeczy. Do tego te jego wygibasy są fajnie wyciągnięte przed wszystko inne a co za tym idzie bardzo wyraźnie słyszalne i tworzące zaskakująco ciekawy efekt i atmosferę. Na plus można zaliczyć także klawisze (odpowiada za nie ten sam muzyk), których nie ma tu bardzo dużo, ale jeśli już są to w odpowiednich momentach i w odpowiedniej tonacji. Niestety, kiepski jest wokalista, którego krzyk jest monotonny jak pustynia i często sprawia wrażenie jakby bełkotał ewentualnie seplenił. To teoretycznie powinno wspomóc jeszcze efekt krzyku, ale jednak tego nie czyni i momentami brzmi żenująco bądź komicznie. Na miejscu obu panów mocno pomyślałbym nad zmianą wokalisty. „Wintergedanken” trwa trzydzieści siedem minut, co na szczęście jest długością do przeżycia, bo czasami twórcy parający się tym gatunkiem potrafią nas katować przez co najmniej godzinę. Znajdziemy tu siedem utworów, z czego cztery trwają około siedmiu minut. Pozostałe trzy są instrumentalne. Niestety, wszystkie teksty są w języku niemieckim, więc nie podejmuję się analizy zawartości lirycznej albumu, bo po prostu nie znam języka naszych zachodnich sąsiadów. Jest tu jednak na pewno sporo o zimie, na co wskazuje okładka i tytuł albumu. 

Jak już pisałem, nie jest to dzieło wybitne, nawet w swoim gatunku. W moim mniemaniu pan I.XII marnuje swój potencjał grając w takim projekcie, bo najwyraźniej ma papiery na konkretniejsze rzeczy. Jeśli jednak już musi, to niech czym prędzej pomyśli o zmianie wokalisty, bo to duża bolączka Tyakrah. Słychać, że są tu perspektywy na ciekawszy, bardziej złożony kompozytorsko materiał, bo naprawdę potencjał w gitarze jest. Mam nadzieję, że niemiecki duet kolejnym albumem pokaże, że się rozwija i ma świadomość swoich błędów z debiutu. Tego panom życzę. 

Ocena: 6/10

Tyakrah - „Wintergedanken”. Satanath Records / Slaughterhouse Records, 2017 rok, numer katalogowy SAT181 / SHR 27. 






"Wintergedanken" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz