piątek, 20 lipca 2018

Śmierć w Nikozji.


Czwarty dzień pada. Lipiec w Polsce. Szlag człowieka trafia. Generalnie fanem upałów nie jestem, no ale lato, to do cholery jasnej, powinno być lato. A tu klops. Postanowiłem coś zmienić i udałem się do biura podróży, bo tak przecież dłużej się nie da. Pieron wie kiedy przestanie padać, bo prognozy jak zwykle są zawodne. Przeglądam foldery. Grecja? Nie, za bardzo oklepana. Włochy? Nie, za drogo. Na dnie stosiku leży zniszczony, pogięty, dawno nie oglądany folder. Cypr! Jasny gwint, czemu nie? Morze Śródziemne, jakaś plaża, trochę zwiedzania. Dobra, niech będzie, czarter do Nikozji i jazda byle dalej od deszczu i wakacji przesiedzianych pod dachem.


Lot trochę się dłużył, nad Włochami trochę trzęsło, ale wreszcie bezpiecznie wylądowaliśmy w Nikozji, stolicy tej niewielkiej wyspy. Urlopowi janusze z cebulą w kieszeniach bili brawo, jakby pilot dokonał cudu na miarę zamiany wody w wino. Ja pragnąłem tylko wyjść i zanurzyć się w miasto, zwiedzać i odkrywać. Słuchawki do uszu i odpalam miejscowy death metal – Vomitile - „Pure Eternal Hate”. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że trzeba uważać, czego sobie życzymy. Otrzeźwienie przyszło szybko i niespodziewanie. Hala lotniska płonęła, wszędzie w panice biegali ludzie, ktoś do nich strzelał. Nad lotniskiem krążyły myśliwce a po pasach startowych czołgi. Czemu do cholery ten samolot tu wylądował? Ślepy służbista pilot nie widział co się dzieje? W ostatniej chwili opuściłem tę blaszaną puszkę bo sekundy później ktoś rozwalił ją pociskiem rakietowym. Wiecie, scena jak z filmu sensacyjnego. Biegnę, pochylając głowę, byle dalej od tego piekła. Udaje mi się dostać przed terminal przylotów. Przede mną miasto i upragniona wolność! A gdzie tam. Nad miastem dymy, na każdej ulicy morderczy szał. Noże, kije, broń palna. Każdy każdego. Bez jeńców i litości. Totalny chaos, rzeź i szaleństwo. Zadźgani, zastrzeleni, obdarci ze skóry leżą dosłownie wszędzie. Rzeki krwi płynie przez miasto. Wychodzi na to, że ze zwiedzania nici. Trzeba ratować życie. Przede wszystkim koniec ze słuchaniem muzyki, trzeba być czujnym. Wciskam stop w odtwarzaczu i nagle… cisza, spokój, piękne jasne niebo, uśmiechnięci turyści na ulicach targujący się z miejscowymi. Żadnej krwi, żadnych morderstw, żadnych czołgów, dymów czy pocisków. Sielanka. Popatrzyłem na odtwarzacz, jeszcze raz przed siebie i postanowiłem, że tej płyty na razie słuchał nie będę. Przynajmniej do końca urlopu. 




Dobra, wstęp przydługi ale tak mnie jakoś wzięło po lekturze tekstów z płyty „Pure Eternal Hate”. Cypryjczycy z Vomitile wielkimi poetami nie są, ale bardzo sugestywnie potrafią opisać zniszczenie, śmierć, zagładę, mordy i wszelkie inne okropieństwa. W zasadzie piszą tylko o tym, więc tytuł płyty jest bardzo trafiony. Okładka też nie pozostawia złudzeń. Nie znam ich poprzednich dzieł, bo ten krążek jest ich trzecim, ale podejrzewam, że tematyka się nie zmieniła. Cypryjski death metal jest dla mnie enigmą, mniej więcej taką jak fizyka na poziomie liceum (nie chcielibyście widzieć moich ocen), tym bardziej jestem mile zaskoczony. Vomitile brzmi potężnie a zarazem czysto. Może nawet trochę za bardzo, czuć w tym nutkę nowoczesnych trendów, które nie do końca mi wchodzą, bo jednak wolę starą szkołę. Ale ale! Nic to po prawdzie, bo ta dawka nie jest duża a poza nią wszystko się zgadza. Wokal, potężne gitary (trochę tu Szwecji) będące zdecydowanie na przedzie. Trochę za bardzo schowana jest perkusja jak na mój gust a mogłaby dodać jeszcze trochę mocy. Vomitile stara się nie nudzić słuchacza i często zmienia tempo oraz zarzuca nas co chwilę nowymi riffami jak wiązką granatów. Płyta trwa trzydzieści sześć minut i nie powoduje chęci na drzemkę. Słychać doświadczenie muzyków, bo czerpią z przeróżnych źródeł, wplatając amerykańską technikę, brytyjski ogień i szwedzki chłód. Nie jest to co prawda mój ulubiony sposób grania death metalu, ale „Pure Eternal Hate” mnie przekonuje. Warto posłuchać, choćby dla szóstego utworu. I dla siódmego. Trzeci też jest dobry. Chrzanić to – warto dla całej płyty. 

Ocena: 7/10

Vomitile - „Pure Eternal Hate”. Satanath Records / Hecatombe Records, 2018 rok. Numer katalogowy SAT193 / HEC134






"Pure Eternal Hate" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz