niedziela, 29 lipca 2018

Pora żyć.


„Te moje głupie waleczne serce. Jakby miało dla kogo bić. Strzępki wspomnień zabieram ze sobą wciskając się w totalnie inny świat. Tęsknota to złudzenie, ulotny stan. Lecz czciciel głupim jest. Zawsze tęskni i pamięta.” 

Brzmi jak fragment jakiegoś romantycznego, pościelowego hicioru z trzeciej ligi kanapowego grania? Może i tak, ale to tylko fragment wyrwany z kontekstu. Pochodzi z jednego z najlepszych numerów płyty „Pora Umierać” i jest jednym z wielu powodów, dla których wciąż zastanawiam się, czy ta płyta to tak na poważnie czy też jest to jeden wielki żart. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo to po prostu świetny materiał. 







Panowie odpowiedzialni za stworzenie „Pora Umierać” to iście groteskowa trupa o pięknej nazwie Truchło Strzygi. Jeden rzut oka na zdjęcie i już wiadomo, że mamy do czynienia z estetyką mocno przerysowaną, co potwierdzają i teksty i oprawa graficzna albumu. Prowadzi mnie to wszystko do lat osiemdziesiątych i podejrzewam, że dla członków zespołu inna dekada w metalu mogłaby nie istnieć. Teksty, bardzo dosłowne i w większości proste, nie aspirujące do bycia mroczną poezją przy której nastolatki sikają w majtki, biją po pysku jak pięść pijaka, dopominającego się o kolejkę. Grafiki w książeczce uderzają prostotą i chcąc nie chcąc zahaczają o estetykę i formę komiksu. Prostota wyznacza ten album także muzycznie. Nikt tu nie sili się na podniosłość (poza jednym fragmentem czwartego utworu, swoją drogą wspaniałym fragmentem), nikt nie wprowadza uduchowionego mroku. To wszystko bardziej przypomina dobrą pijacką imprezę w knajpie pełnej nihilistów i ludzi, który o jutrze myślą w kategorii „o której znowu pijemy?”. Wszystko to jednak w żaden sposób nie ujmuje albumowi, bo „Pora Umierać” to płyta naprawdę bardzo dobra. Prosta, bezpośrednia i wbrew pozorom wesoła. I stąd właśnie te moje ciągłe rozważania, czy to wszystko nie jest jednym wielkim żartem. Pewnie nie, pewnie panowie tak właśnie chcieli, tym większe brawa. Ja wiem, że metal do rozrywkowej muzyki nie należy, ale ten album jest jak najbardziej rozrywkowy. Trudno jednoznacznie stwierdzić co gra Truchło Strzygi. Jest tu thrash, punk (dużo punka!), black, rock’n’roll. Masa świetnych riffów, które właśnie tej rozrywki dają najwięcej. Gitary to bez wątpienia siła tej płyty ale dla mnie to wokal robi najlepszą robotę. Nie wiem czy podczas sesji Gambit był pod wpływem, nie moja sprawa, ale czasami mam wrażenie jakby kilka piwek sobie strzelił przed sesją nagraniową. Pewnie się mylę, bo przecież chłopaki sprawiają wrażenie totalnych profesjonalistów, prawda? Nie śmiem w to wątpić! W każdym razie, wokalista robi wszystko by wskrzesić ducha lat osiemdziesiątych a kiedy pojawiają się chórki, to skojarzenia są jednoznaczne. Nie będę podawał nazw, bo nie lubię tego robić ale na pewno poznacie o kogo mi chodzi. Brawa dla pana za mikrofonem, bo jest czynnikiem, który z solidnego black/thrash/punkowego łojenia robi album na wysokim poziomie. 

„Pora Umierać” to osiem utworów dających łącznie czterdzieści minut muzyki. I zero nudów. Pierwsze trzydzieści sekund może Was zaskoczyć i to jest jedyny okres na płycie, który potwierdza jej tytuł. Cała reszta woła, że pora żyć. Pora żyć i słuchać takich płyt! Bo to jest właśnie metal. 

P.S. Brawa dla Godz Ov War za bardzo staranne i miłe dla oka wydanie płyty. 

Ocena: 8/10


Truchło Strzygi - „Pora Umierać”. Godz Ov War Productions, 2018 rok, numer katalogowy GOWP DCCCXXXIII.









"Pora Umierać" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz