poniedziałek, 16 lipca 2018

Kraina relaksu.


Czy potraficie wyobrazić sobie dzień bez wiatru, słońca, chmur na niebie? Dzień bez zapachu, dotyku, smaku czy choćby minutowej komunikacji z drugim człowiekiem? Ja nie potrafię. Wiem jednak, że takim dniem będzie ten, w którym okaże się, że w Finlandii nie ma już żadnych ciekawych zespołów do poznania. To będzie ten rodzaj uczucia. Pustka. Bo w tej chwili świadomość nieprzebranych zapasów metalowych tego kraju jest właśnie chmurą na niebie, promieniem słońca czy podmuchem wiatru. Codziennością. Normą. 




Kraj, który ma ledwo pięć i pół miliona mieszkańców, jest jak kraina rodem z książki fantasy. Wędrujemy pomiędzy zagubionymi wśród lasów i jezior miasteczkami i wsiami a w praktycznie w każdej z nich skarby. Oczywiście metalowe ale dla nas bezcenne. Tym razem, dzięki uprzejmości Aleksa z Satanath Records, los rzucił mnie do miejscowości Laitila, położonej na południowym zachodzie kraju. Niewiele ponad osiem tysięcy mieszkańców, lodowisko i browar. No i Wrathrone. Zespół powstał w 2008 roku, czyli posiada pewien staż. Cóż z tego, skoro ja poznaję go dopiero teraz i podejrzewam a wręcz mam pewność, że wielu z Was również. Wydali do tej pory EPkę i dwa pełniaki. Ostatni w kwietniu tego roku ukazał się nakładem rosyjskiej Satanath Records. I pewnie leżałby sobie tam pomiędzy lasami i jeziorami jeszcze kilka lat gdybym sam musiał go szukać. Na szczęście, jeśli chodzi o Finlandię, dobrze mieć znajomych. Samemu nigdy nie odkryjecie wszystkiego. Aleksey przysłał sporo płyt, lecz poprosił by ta była jedną z pierwszych o której napiszę. I jestem mu za to wdzięczny bo to bardzo fajny materiał. Tak, fajny, nie ma tu pomyłki, bo nie jest to żaden modny ostatnio gruz, żadna ponura dawka zniszczenia wypełzająca z piwnicy. To po prostu jest death metal zabarwiony sporą ilością melodii. Jest w tym trochę Szwecji, trochę Holandii, trochę Anglii nawet. „Reflections Of Torment” trwa czterdzieści siedem minut i zawiera dziesięć utworów. Nie nudzi się jednak ani trochę tylko fajnie buja do przodu. Czas płynie szybko i ani się obejrzałem a album się skończył. Bez namysłu odpaliłem go jeszcze raz. Bo najzwyczajniej w Świecie jest to relaks dla uszu. Wiele razy miałem ochotę skakać jak wariat i coś zdemolować, ale są tu też zwolnienia, przynoszące dawkę ciężaru, dobrze równoważące tę lekkość galopady. W takich momentach Wrathrone brzmi bardzo klasycznie, powiedziałbym, że amerykańsko. Ale jak najbardziej w pozytywnym znaczeniu. No i te melodie, o których już pisałem. Słychać, że gitarzyści odrobili lekcje, wiedzą jak trzymać instrumenty i jak zbudować tym co grają ciekawy klimat. Zespół w tekstach porusza między innymi tematykę Wikingów i melodyka albumu z nią współgra. Panowie decydują się również na solówki, momentami dość niekonwencjonalne, ale ciekawe. Nie chcę jednak, byście pomyśleli, że „Reflections Of Torment” to płyta na romantyczną kolację czy spotkanie z babcią. Nie. Jest tu sporo agresji i mocy, brutalności i siły, wszystko to jednak jest dalekie od zasypywania piwnicy gruzem i stąd posiada w sobie pewną dawkę lekkości. Jest tu dużo przestrzeni i nastroju co dla mnie jest miłą odskocznią od dzisiejszych trendów. 

Nie jest to, podsumowując, żadne epokowe czy wielkie dzieło. Nie będą o nim pisali potomkowie naszych potomków, bo płyt na tym poziomie mieliśmy setki. Jest to jednak dobra pozycja, by po powrocie z pracy wyciągnąć się na kanapie i po prostu zrelaksować. Dzięki Aleks za możliwość poznania Wrathrone. Teraz muszę zapoznać się z pozostałymi ich wydawnictwami. 

Warto wspomnieć o estetyce wydania płyty, która jest na bardzo wysokim poziomie. Cieszy oko, cieszy ucho, czego chcieć więcej?

Ocena: 7/10


Wrathrone - „Reflections Of Torment”. Satanath Records/The Void Records, 2018 rok, numer katalogowy SAT197/VOIDR01.







"Reflections Of Torment" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz