niedziela, 3 czerwca 2018

Quorthon.


3 czerwca 2004 roku, w swoim sztokholmskim mieszkaniu, zmarł Tomas Forsberg. Niektóre źródła podają, że znaleziono go siódmego dnia tego samego miesiąca, inne, że już trzeciego. Nawet sama data jego śmierci nie jest pewna w 100%. Ale taki właśnie był Quorthon, bo pod tym pseudonimem zna go cały metalowy świat. Niewiele było o nim wiadomo, w zasadzie więcej w tym wszystkim domysłów i plotek niż faktów. Tych ostatnich jest na pewno piętnaście. Czternaście w postaci płyt, które po sobie zostawił. Piętnasty jest prosty – Tomas Borje Forsberg to prawdziwa legenda.





Quorthon stworzył Bathory, jeden z najbardziej ikonicznych metalowych zespołów, w wieku siedemnastu lat. Ja poznałem jego twórczość na początku lat dziewięćdziesiątych, mając lat około piętnastu czy może nawet czternastu. Kolega Dominik przytargał z targu piracką kasetę z logiem napisanym gotycką czcionką, które najpierw odczytywaliśmy jako BATHORD. Wiem, że wielu było takich mistrzów, cóż, dopiero po jakimś czasie gotyckie czcionki stały się dla nas chlebem powszednim. Ta kaseta to chyba był „Under The Sign Of The Black Mark”, ale za to sobie głowy nie dam uciąć. W każdym razie było to jedno z wcześniejszych wydawnictw Bathory. Kolega Dominik szybko wsiąkł w twórczość Szweda (choć wtedy nie mieliśmy bladego pojęcia, że to jeden facet). Mnie zajęło to trochę więcej czasu, ale gdy usłyszałem „The Return”, zostałem porwany obłędem. Szczególnie przy numerze „Born For Burning”. To było istne wariactwo! Potem był debiut, aż wreszcie dotarłem do wikińskiego rozdziału twórczości Tomasa. I tu pierwszy był nieśmiertelny, wielki, epokowy „Hammerheart” (o nim tu). Do dziś jest to mój faworyt w dyskografii Bathory i jeden z najlepszych albumów w historii metalu. To też przecież płyta, która rozsławiła viking metal, choć wiadomo – wcześniej był jeszcze „Blood Fire Death” (o nim tutaj), jednak to inny styl, choć ideologicznie na pewno metal wikingów. „Blood On Ice” (tu), który wciąga swą historią i niesamowicie epicki i podniosły „Twilight Of The Gods”. To był złoty okres w historii zespołu, choć znaczenie pierwszych trzech albumów jest na pewno większe dla samego metalu. Potem przyszedł okres troszkę bardziej mechaniczny i surowy. Trzy albumy: „Requiem”, „Octagon” i „Destroyer Of Worlds”, z których tylko pierwszy lubię naprawdę bardzo. Pozostałe są poprawne ale nic więcej. Za to końcówka twórczości to powrót do epickich sag i północnych krain, czyli dwie części „Nordland”. Obie bardzo udane, choć ze wskazaniem na jedynkę. Nie możemy też zapomnieć o dwóch solowych albumach, choć to zupełnie inna bajka. 




Sporo tego. To wszystko dał nam jeden człowiek. Ale w końcu to tylko albumy, prawda? Można nagrać czternaście przeciętnych płyt i nikt nie będzie o nich ani o ich twórcach pamiętał po dwóch latach. Można. Ale nie w przypadku Tomasa Forsberga. Nie popełnię dużego błędu, gdy stwierdzę, że był wizjonerem. Pierwszy album, wydany w 1984 roku, z ikonicznym kozłem (wyciętym z komiksu!), który na stałe wszedł w metalową estetykę. Muzycznie to bardziej punk i rock’n’roll niż metal, ale jakże zainspirował drugą falę black metalu! „The Return” z 1985 roku można już śmiało stawiać wśród największych dzieł tejże drugiej fali, bo to album jakby żywcem wyjęty z wczesnych lat dziewięćdziesiątych. No i to co zrobił z Wikingami, nordycką mitologią i wierzeniami! Przyjął ich do swego muzycznego świata i zadomowili się już na dobre, nie tylko u niego. To jemu Odyn i Thor, Valhalla, Bifrost i Walkirie zawdzięczają rzesze ludzi, pamiętających o dawnych wierzeniach. To on je wskrzesił w świecie muzyki, nadał im epicką i majestatyczną formę, przetoczył się z nią po niebie niczym Dziki Gon i zaraził tysiące młodych serc. Wśród nich i moje serce, bo płyty Bathory były dla mnie jednymi z pierwszych o tematyce pogańskiej. To w dużej mierze dzięki temu tajemniczemu Szwedowi, zwróciłem swe zainteresowanie ku przeszłości i jej wierzeniom. Co prawda słowiańskim, bo w końcu żaden ze mnie wiking (i zawsze trochę dziwili mnie Polacy noszący Młoty Thora), ale kierunek ideologiczne ten sam. 

Za to i za wspaniałą muzykę, która będzie ze mną do końca, dziękuję Tomasie. Byłeś prawdziwym Mistrzem.


Northern wind take my song up high
To the Hall of glory in the sky
So its gates shall greet me open wide
When my time has come to die


Tomas Borje Forsberg
Quorthon
17.02.1966 - 03.06.2004



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz