piątek, 18 maja 2018

Trzeci celny cios, czyli stuprocentowa skuteczność.


Bydgoski Dagorath, to zespół, któremu bardzo mocno kibicuję, od samego początku ich działalności. Kiedy wydali debiutanckie demo (o nim tutaj), zrobiło ono na mnie bardzo duże wrażenie. Potem przyszła kolej na bardzo dobry długograj - "Glare Of The Morning Star", którym też się zachwyciłem (tutaj). Nadszedł maj 2018 roku i w moich rękach wylądował kolejny krążek Dagorath. I to wszystko w przeciągu trzech lat! „Evil Is The Spirit” to materiał, który ze zwykłego kibica zespołu uczynił wiernego szalikowca, chuligana i ultrasa w jednym.




Panowie nie grają długo, ale muzykę wypuszczają często. Ważne, że jeszcze niczego nie schrzanili, wręcz przeciwnie – oni z wydawnictwa na wydawnictwo są lepsi a trzeba pamiętać, że debiutem zawiesili sobie poprzeczkę bardzo wysoko. „Evil Is The Spirit” doskonale wpisuje się w ten trend (tfu!) wznoszący, jest jego integralną częścią i dobitnie utwierdza w przekonaniu, że potencjał zespołu jest naprawdę wysoki. To teoretycznie MCD, ale trwa aż czterdzieści minut, czyli mógłby to być bez problemu długograj (Glare Of The Morning Star trwa 49 minut). Problem (serio, jaki problem?) w tym, że tylko cztery z pięciu kompozycji są autorstwa zespołu, co skraca czas autorskiego materiału do trzydziestu minut. Jasne, niejeden wielki black metalowy album tyle trwa, no ale widocznie panowie z Dagorath postawili sobie za cel dłuższe pełniaki, więc dostaliśmy MCD. Kompletnie to zresztą nie ważne, bo to tylko nazewnictwo. Najważniejsze, że broni się sama muzyka. W zasadzie, to ona nie tylko się broni, ona atakuje. I to frontalnie. Tu nie ma półśrodków. Już początek otwierającego materiał „Tak przemija chwała tego świata” daje jasno do zrozumienia, że jeńców nie będzie. I mówi nam jeszcze coś, co w moim odczuciu jest najważniejsze jeśli chodzi o „Evil Is The Spirit”. Zespołowi znowu bliżej do czystego, surowego black metalu wykutego pośród fiordów w latach dziewięćdziesiątych. Czyli bliżej do debiutanckiej demówki, niż do debiutanckiego pełniaka. I to jest bardzo ciekawe. Nie wiem, czy zespół uznał, że w tej stylistyce czuje się najlepiej, czy po prostu to im w duszach gra a pełniak był jednorazową wycieczką w troszkę inne rejony? Pytanie zawiśnie w powietrzu, bo odpowiedź kompletnie mnie nie interesuje. Jestem szczęśliwy, że tak się stało, bo uświadomiłem sobie jakiś czas temu, że częściej sięgam po demo niż album, że bliżej mi do niego i takiego grania. To pewnie kwestia sentymentu do czasów młodości, gdy moje serce nabierało czarnej barwy za sprawą ukazujących się wtedy norweskich wyziewów. Czyli dla mnie wszystko jest jak najbardziej na miejscu. Siarka i kotły w najczystszej postaci. Wszystko to ubrane w cudowne dla czarcich uszu brzmienie, wypełnione tnącymi riffami, oszczędnymi melodiami zimnymi jak lód, doprawione opętanymi wokalami i sporą ilością zmian nastroju i tempa. A nad tym wszystkim unosi się duch tak piekielny, jak tylko chcielibyśmy by był w black metalu. Taki, jak kiedyś serwowali nam Fenriz, Varg czy Euronymous. Jest w tym wszystkim jakiś powrót do przeszłości ale zarazem nikt tu się w niej nie zamyka, bo „Evil Is The Spirit” nie brzmi jak kiepska kopia „A Blaze...”, tylko jak materiał, który wie, że taki „Under a Funeral Moon” to jego dziadek, który dał mu w pewnym sensie życie, jednak teraz jego rozwój przebiega już samodzielnie. Zna swoje podstawy, korzenie, nie porzuci ich, ale idzie swoją drogą. I rozsiewa zło i siarkę co najmniej tak samo dobrze jak jego protoplaści. Cztery utwory autorskie i cover. Nie zdradzę żadnej tajemnicy pisząc, że jest to cover legendarnego Von. Instrumentalny i wspaniale dopełniający materiał. Całość to po prostu dzieło wspaniałe i aż trochę szkoda, że panowie nie dorzucili jednego swojego numeru więcej, by zrobić z tego długograj. Bo byłby to wspaniały drugi album w ich dyskografii. Na uwagę zasługuje też oprawa graficzna oraz warstwa tekstowa. Wszystko tu dostajemy w ojczystym języku, napisane dość ambitnie, trochę w stylu romantycznych poetów. Doceniam wysiłek i próbę i przyznaję, że pomimo kilku momentów dość infantylnych czy też kiepskich składniowo, jest naprawdę dobrze. Kolejny element, który wyróżnia ten doskonały materiał. Z „Evil Is The Spirit” będzie tak jak z każdym innym wydawnictwem Dagorath – będzie w czołówce podsumowań rocznych w kategorii black metal. To pewne. Jak śmierć. 

Ocena: 9/10.

Dagorath – „Evil Is The Spirit”. Under The Sign Of Garazel/Nigredo Records, 2018 rok. Numer katalogowy UTSOG 2018/NP 005.







"Evil Is The Spirit" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz