wtorek, 29 maja 2018

Powrót legendy.


1993 rok. Norwegia eksploduje. Dosłownie i w przenośni. Muzycznie i poza sceną. Giną ludzie, płoną kościoły, ukazują się epokowe albumy. To był rok, który składał się na złotą erę norweskiego black metalu i black metalu w ogóle. Jedni szli do więzień, drudzy nagrywali dema, płyty, wszystko było w ciągłym ruchu, scena żyła. I gdy fiordy wypełnione były pentagramami, odwróconymi krzyżami i wymalowanymi twarzami, pojawił się Enslaved. Inny, choć wciąż wojowniczy, wciąż będący anty, ale nie krzyczący o szatanie. A w 1993 roku Enslaved wypuścił jeden z ważniejszych norweskich materiałów tamtego czasu – EP „Hordanes Land”. Właśnie wyszło bardzo udane wznowienie tego legendarnego wydawnictwa.

piątek, 25 maja 2018

Zmęczenie materiału.


Starość nie radość, powiadają. Młodość, nie wieczność. Nie do końca mogę to potwierdzić, bo jestem jeszcze młody (tak mi się przynajmniej wydaje), ale faktycznie coś w tym być musi, jeśli nawet muzyka potrafi to udowodnić. Nie twierdzę, że muzycy At The Gates to starzy ludzie, jednak sam zespół jak na standardy sceny, wiekowo jest zaawansowany. I jak wszyscy wiemy, dla tejże sceny bardzo zasłużony. Jedni tak długi staż znoszą lepiej, inni gorzej, są też tacy, którzy dali sobie spokój i w jakimś sensie wyszli na tym najlepiej. Szwedzi grają i niestety należą do tych, którym z wiekiem przybywa zmarszczek w dyskografii, nie powodów do uśmiechu. A szkoda, bo darzę ich ogromnym sentymentem.

środa, 23 maja 2018

Jednoosobowe umiłowanie nocy.


Jakiś czas temu dotarły do mnie dwie płyty jednoosobowego projektu Nyctophilia. I choć koperta opatrzona była znaczkami z Wysp Brytyjskich, twórcą tegoż black metalowego przedsięwzięcia jest nasz rodak. Takich jednoosobowych projektów mamy na scenie sporo i niektóre stały się już nudne jak flaki z olejem – co gorsza, właśnie te, które tak jak Nyctophilia określane są mianem atmospheric/depressive black metal. Pewnie więc nie pochyliłbym się nad tymi dwoma płytami, gdyby nie fakt, że ich twórca zaimponował mi robiąc samemu dosłownie wszystko. No, poza logiem, bo to stworzył Christophe Szpajdel. 

piątek, 18 maja 2018

Trzeci celny cios, czyli stuprocentowa skuteczność.


Bydgoski Dagorath, to zespół, któremu bardzo mocno kibicuję, od samego początku ich działalności. Kiedy wydali debiutanckie demo (o nim tutaj), zrobiło ono na mnie bardzo duże wrażenie. Potem przyszła kolej na bardzo dobry długograj - "Glare Of The Morning Star", którym też się zachwyciłem (tutaj). Nadszedł maj 2018 roku i w moich rękach wylądował kolejny krążek Dagorath. I to wszystko w przeciągu trzech lat! „Evil Is The Spirit” to materiał, który ze zwykłego kibica zespołu uczynił wiernego szalikowca, chuligana i ultrasa w jednym.