poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Ścieżka do trąb.


Kiedy w maju 2016 roku enigmatyczny duet Above Aurora zrodził swoje pierwsze dziecko w postaci pełnowymiarowego „Onwards Desolation”, zajęty byłem jeszcze pisaniem o moich metalowych początkach oraz zachwycałem się debiutem Ragehammer. Poznaniacy gdzieś mi uciekli w natłoku płyt i zajęć. Musiało minąć trochę czasu bym na spokojnie zasiadł do wspomnianego wyżej debiutu i w pełni go docenił. Bo przecież nie jest to muzyka porywająca i przebojowa. Urzekli mnie jednak swoją hipnotyczną grą i wciągającym jak bagno – powoli aczkolwiek stanowczo – klimatem. Podobnie rzecz się ma z „Path to ruin”, EP którego premiera przewidziana jest na szóstego kwietnia.





Pisząc te słowa słucham tych trzech utworów siedząc w miękkim fotelu. Zastanawiałem się, czy nie przenieść się na twardą podłogę, by bardziej docenić ascetyczność dźwięków „Path to ruin” i na własnej skórze odczuć niewygody ścieżki, którą prezentują nam Poznaniacy. Zostałem jednak na miękkim siedzisku, bo po pierwsze kości już nie te a po drugie założyłem sobie, że jeśli przekaz Above Aurora będzie wystarczająco mocny, żaden miękki fotel mi nie pomoże. To, co wiedziałem już po pierwszym przesłuchaniu tych siedemnastu minut muzyki, to to, że o ascetyczności jaką znamy z pierwszego albumu, nie ma tu mowy. Na pierwszy rzut ucha EP wydaje się być w bardzo prostej linii kontynuacją „Onwards Desolation”. Fakt, jest nią ale nie w tak prosty sposób. Muzyka znowu hipnotyzuje, zaprasza do transu ale zarazem wyrywa nas z niego co pewien czas za pomocą ciekawych wstawek i aranżacji. Wszystko zaczyna się instrumentalnym (tu mam pewien problem, bo coś tam jest mówione, ale nie wiem, czy można to podciągnąć pod tekst) „Delusional Disorder”. Ponad pięć minut typowej Above Aurora, czyli średnie tempa, pięknie pracujące stopy, oszczędne melodie i riffy. A jednak w pewnym momencie robi się naprawdę ciekawie, bo panowie przyspieszają i mocno wzbogacają utwór. Trochę ten moment kojarzy mi się z Mgłą, ale ponieważ nie lubię porównań, więcej ich nie będzie. Kiedy już zatapiam się w tym swoim miękkim fotelu, zaczyna się drugi numer i wnosi dużo zmian. „Abyssal Hades” to chyba najbardziej zróżnicowany i pogmatwany kawałek jaki zespół stworzył. Nie myślcie, że usłyszycie kompozycję a’la Cynic czy Death – pogmatwany jak na standardy Poznaniaków. Bardzo ciekawy numer, który utwierdza mnie w przekonaniu, że panowie mają głowę pełną pomysłów i umiejętności, tylko po prostu z rozmysłem grają, tak jak grają. Materiał zamyka tytułowy „Path to Ruin” i to jest najlepszy utwór na tym wydawnictwie. Najdłuższy, najbardziej wciągający i z największą dawką braku nadziei i rozpaczą wciągającą bez żadnych oporów. Ale jest zarazem piękny. Piękny tą dawką smutku poprzetykaną co pewien czas dźwiękami nadziei, jakby ironicznymi, jakby rzuconymi by nas zdenerwować, ale jednak spełniającymi swą rolę. A jego końcówka jest jak zwieńczenie trasy konduktu żałobnego, gdzie dla zmarłego grają trąby a wszyscy zebrani płaczą. A ja, coraz bardziej zatopiony w tym cholernym fotelu i w swoich myślach, odpalam „Path to ruin” jeszcze raz, bo wiem, że już mnie chwyciło, że dotarło, że moje pojmowanie tego materiału jest z każdą chwilą głębsze i coraz bardziej świadome. Tak samo miałem z „Onwards Desolation” a to znaczy, że panowie trzymają poziom. Szkoda tylko, że to EP a nie pełniak. Mam nadzieję, że na niego nie będzie trzeba czekać kolejnych dwóch lat, bo nie wiem czy mój fotel do tego czasu dotrwa. A chciałbym. 

Ocena: 8/10

Above Aurora - „Path to ruin”. Pagan Records, 2018 rok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz