środa, 18 kwietnia 2018

Idąc samotnie.


Pochodzący z Bergen Hades, to jeden z tych zespołów, które nigdy do ekstraklasy norweskiego bluźnierstwa nie wkroczyły, choć powinny, bo miały wszystko co może być ku temu potrzebne. I to nie tylko muzycznie, bo przecież jeden z członków odsiedział swoje w więzieniu za podpalenie kościoła, co w tamtym czasie raczej nobilitowało. Hades jednak pozostał na uboczu, konsekwentnie wskrzeszając ducha epickiego Bathory pośród fiordów. Ja poznałem ich za sprawą pierwszego albumu „...Again Shall Be”, gdzieś w okolicach 1995 roku. Wcześniej jednak wydali jedną z najlepszych demówek w historii gatunku i to na jej temat postanowiłem napisać kilka słów. 



„Alone Walkyng” światło dnia ujrzało w 1993 roku, czyli w początkowej fazie rozkwitu norweskiej sceny. I może właśnie to zadecydowało, że pośród mroźniejszych, szybszych i bardziej złowrogich dzieł tamtego czasu, nie zostało należycie docenione. Bo przecież Hades grał inaczej. Nie był to kolejny klon Darkthrone czy Mayhem. Janto i spółka postanowili wskrzesić ducha „Hammerheart”, dodając mu black metalowego posmaku i powiewu piwnicznych oparów. Grali dużo wolniej od swoich kolegów, dużo ciężej i oferowali dużo bardziej majestatyczny klimat. Zauważymy to nie tylko na „Alone Walkyng” ale także na dwóch pierwszych albumach. Różnica była na tyle spora, że gdy pierwszy raz odpaliłem „...Again Shall Be”, nie do końca przypadła mi do gustu. Byłem wtedy przeżarty muzyką Darkthrone, Immortal, Mayhem i im podobnych i ciężar Hades nie do końca był mi na rękę. Oczywiście, dojrzałem do niego po jakimś czasie, ale to właśnie uświadamia mi, że czas powstania pierwszych dzieł zespołu, nie był dla nich najlepszy. Samego dema „Alone Walkyng” wtedy nie znałem, bo jako osobne wydawnictwo się u nas nie ukazało, na szczęście utwory z niego pochodzące znajdują się na kolejnych albumach. W tym oczywiście i ikoniczny, tytułowy, dziesięciominutowy „Alone Walkyng”. A to jest jeden z tych utworów, gdzie wszystko, ale to dosłownie wszystko się zgadza. Prawdziwy majstersztyk, ponadczasowy klimat i moc, ponadczasowa potęga i majestat. Ponadczasowy smutek i złość. Wieczna mizantropia, podlana rozgoryczeniem. Samotna ścieżka na przekór Światu, na przekór konformistom i głupocie duchowej pokoleń. Coś jest takiego w tym utworze, że człowiek ma po prostu świadomość, że rozumiejąc go, jest ponad resztą. Ta podniosłość a zarazem rozpacz, zderzając się, budują uczucie bycia ponad wszystkim a zarazem dają odczuć beznadzieję sytuacji. Oczywiście większość roboty robi tu niesamowity tekst. Wiersz napisany przez Richarda Chaucera w 1572 roku. 





Niestety, pomimo usilnych poszukiwań, nic na temat samego autora nie znalazłem. Zabawne, że kiedyś dawno temu myślałem, że w tytule jest błąd, bo przecież powinno być „walking”, jednak data powstania tego dzieła tłumaczy wszystko. Język angielski wyglądał wtedy inaczej. Muzycznie sam utwór też się wyróżnia i to nie tylko na tle dwóch pozostałych ale i całej wczesnej twórczości Hades. Jest po prostu szybszy, choć kilka zwolnień znajdziemy i tu. To pierwsze demo, te dwadzieścia minut muzyki, które powinny dać Hades przepustkę na salony, to jedno z najlepszych dem w historii gatunku. I to nie tylko dlatego, że się wyróżnia, że muzycznie jest naprawdę ciekawe i że dobrze się tego słucha. Ono po prostu jest ponadczasowe, broni się dziś i będzie się broniło za dziesięć czy dwadzieścia lat. A przecież nie o każdym demie możemy to powiedzieć. 

Sam Hades był dla mnie i będzie przykładem konsekwencji i trwania w swoich przekonaniach, co najlepiej obrazuje wypowiedź Jorna, gdy został zapytany o podpalenie i więzienie: „Najważniejsze w tym wszystkim było to, że kościół spłonął. Takie było moje zdanie wtedy, takie jest teraz i takie będzie w przyszłości, aż do śmierci”. 


Posiadam takie oto piękne wznowienie:


Hades - „Alone Walkyng”. Hammerheart Records, 2017 rok, numer katalogowy HHR2017-02.








"Alone Walkyng" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz