czwartek, 8 marca 2018

Zimno i nowocześnie.

Pamiętacie zespół Kriegsmaschine? Bo o to, czy znacie, nie pytam, bo znacie. Pytanie czy pamiętacie jest jednak zasadne, bo ten, bardzo dobry skąd innąd zespół, dawno niczego nie wypuścił. W Krakowie ostatnio na szczęście black metal pustki nie znosi, więc muzyk koncertowy wspomnianego Kriegsmaschine, Destroyer, postanowił powołać do życia nowy twór. Do współpracy zaprosił pana o pseudonimie A. i tak oto narodził się Untervoid. To co ostatnio opuszcza Kraków z szyldem „black metal”, jest najczęściej najwyższej jakości. Nie inaczej jest tym razem, co potwierdza fakt debiutu Untervoid w legendarnej Osmose Productions. 





Tak, legendarnej. Teraz oczywiście wytwórnia ta nie ma już takiego wpływu na to co jest popularne i powszechnie lubiane, ale kiedyś dawno temu kształtowała gusta. Na początku lat dziewięćdziesiątych nagrywali dla niej Samael, Immortal, Impaled Nazarene i wielu innych tuzów sceny. Ja w tamtych czasach łykałem wszystko co francuska wytwórnia wypuszczała i miałem ją za mityczną kuźnię bogów. I pomimo pewnych przetasowań na scenie, Osmose to nadal duża nazwa, tym bardziej cieszy fakt, że debiut Untervoid wyszedł właśnie pod tym szyldem. Nie ma się jednak co dziwić, bo jest to świetny materiał. Tak na marginesie – szkoda, że więcej bardzo udanych albumów nie jest dostrzegana na zachodzie na tyle, by większe wytwórnie (nie mam tu na myśli komercyjnych gigantów) po nie sięgnęły. Przecież Untervoid to nie jedyna polska perełka. No ale dość już o tym, przejdźmy do samego debiutu Krakowian, zatytułowanego po prostu „Untervoid”. Nie jest to pełny album a tylko EP. Teoretycznie zespół istnieje od 2015 roku, co oznacza, że nie spieszy się z tworzeniem materiału. Może to i lepiej, bo dzięki temu otrzymujemy cztery naprawdę wspaniałe numery. Całość trwa prawie dwadzieścia pięć minut, więc jak na EP jest bardzo dobrze. Wszystko zaczyna się bardzo dynamicznym i szybkim utworem „Messer”, który był dostępny już przed premierą. To ten kawałek zdecydował o moim wzmożonym zainteresowaniu „Untervoid” a jak się później okazało, są tu lepsze! Niczego oczywiście nie chcę ujmować pierwszemu utworowi, bo jako otwieracz sprawdza się znakomicie i sam w sobie jest kawałem dobrego ognia. Szybkość, dzikość w wokalach, ale też świetne wolniejsze partie w dalszej części, wzbogacone pięknymi melodiami i czystymi wokalami. Drugi i trzeci numer to bardzo podobny styl, choć kawałki są bardziej zróżnicowane a trójka zaczyna się tak, że mam ochotę tańczyć i niszczyć zarazem (to mój faworyt na płycie). Wyróżnia się ostatni utwór, bo jest najbardziej melancholijny i w pewnym stopniu nastrojowy. Teksty generalnie nie są tu wesołe, ale nie dość, że treść „Inner Shrine” jest najbardziej przygnębiająca, to jego muzyka najlepiej oddaje ten klimat. Pozostajemy oczywiście nadal w konwencji black metalowej, nie obawiajcie się, że usłyszycie płaczliwą Anathemę, bliżej tu momentami do Arcturus. To smutek i groza, przygnębienie i żal, ale nade wszystko złość i odrobina szaleństwa. Cały materiał wyróżnia się świetnymi riffami, bogatą aranżacją, częstymi zmianami klimatu i bardzo ciekawym brzmieniem. Słychać w tym wszystkim trochę Kriegsmaschine, ale to jednak jest w dużej mierze rozwinięcie tego stylu, tego brzmienia. Jest zimno, jest ciemno ale zarazem nowocześnie. I mi, zwolennikowi leśnego pitolenia, odpowiada to jak najbardziej. To taki album do którego bardziej pasuje pistolet niż miecz. Ale nade wszystko, jest to album bardzo spójny, mocny swoją całością na którą składają się bardzo mocne fragmenty. Ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że czegoś tu za dużo, bądź za mało. To płyta świetnie skrojona i wyważona. I słychać, że skomponowana, nagrana i zrealizowana przez profesjonalistów. A pomimo tego dzika, bo black metal powinien być dziki. Świetny debiut, ale zarazem bardzo wysoko postawiona poprzeczka na przyszłość. Brawo panowie i powodzenia! 

Ocena: 9/10

Untervoid - „Untervoid”. Osmose Productions, 2018 rok, numer katalogowy OPCD344.






"Untervoid" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz