poniedziałek, 5 marca 2018

Nad jeziorem Onega.

W dalekiej Karelii, będącej dzisiaj częścią Federacji Rosyjskiej, leży miasto Petrozavodsk. Nie jest ani ogromne, ani małe, za to bardzo zbite i przyklejone do brzegu jeziora Onega. To ogromny akwen, drugie co do wielkości jezioro w Europie. A dookoła same lasy… i jeszcze więcej jezior, bo generalnie rejon ten leży przy granicy z Finlandią a wszyscy wiemy, jak wygląda Finlandia. Musi być tam pięknie. Czy to długą zimą, czy krótkim latem. Wszystkie te okoliczności przyrody mają na pewno duży wpływ na muzykę jednoosobowego projektu IS, pochodzącego z Petrozavodska. We wrześniu zeszłego roku rodzima Wolfspell Records wydała drugi album IS o tytule „Into My Own”.




Nokken
Nie da się ukryć, że w tej chwili wrocławska wytwórnia jest chyba największą przystanią wszelkich zespołów parających się tak zwanym „atmosferycznym black metalem”. Bardzo często Michał wynajduje naprawdę ciekawe projekty, którym warto poświęcić dłuższą chwilę. IS bez wątpienia do nich należy, rzekłbym nawet, że jest jednym z najciekawszych jakie Wolfspell wypuścił. Za twórczością tego rosyjskiego przedsięwzięcia stoi jeden człowiek – Nokken. Działalność rozpoczął w 2014 roku i już zdołał wypuścić kilka EP, sporo splitów i singli. Oraz dwa długograje. Tytuły poszczególnych wydawnictw nie pozostawiają złudzeń co do ideologicznych czy też po prostu tematycznych inklinacji – krainy północy, lasy, jeziora, mróz, śnieg, dawne wierzenia. Ale co najlepsze w tym wszystkim, słuchając „Into My Own”, ma się wrażenie dosłownego przeniesienia tego wszystkiego do muzyki. Tak jakby dźwięki zostały nafaszerowane lirycznym ładunkiem i oddawały jego zawartość bez najmniejszego uchybienia. To album bardzo klimatyczny, bardzo refleksyjny i dający sporo wytchnienia ale też prowadzący w rejony zadumy. Nokken, jak mniemam, spędza sporo czasu na łonie przyrody i jest człowiekiem raczej stroniącym od tłumów. I taka jest właśnie ta płyta – jak samotny spacer gęstym lasem, jak odpoczynek nad brzegiem jeziora z wiatrem targającym trzcinami, jak samotna kontemplacja w cieniu wielkiego drzewa, gdy wokoło letnie słońce. Bardzo ta muzyka jest szczera, prawdziwa i przekonująca. A co dodatkowo działa na jej korzyść, to fakt, że nie mamy tu do czynienia z black metalem sensu stricto. Owszem, riffy, melodie, brzmienie w większości możemy zaliczyć do black metalu, ale jest tu sporo fragmentów wręcz rockowych. Do tego bardzo dużo klimatycznych wstawek, tempa mocno średnie i czyste wokale. Te główne natomiast nie są black metalowe ani trochę, bo to bardziej death metalowy growl. W pierwszej chwili mocno mnie to zdziwiło, ale bardzo szybko się przyzwyczaiłem. Na koniec tej dość długiej płyty (sześć utworów, czterdzieści dwie minuty) dostajemy cover Woods Of Ypres, którzy akurat do moich faworytów nie należą, ale tutaj ich numer się sprawdza i nie psuje mi odbioru „Into My Own”. Największym skarbem tego albumu jest jednak jego klimat, smaczki muzyczne, których jest tu wiele, odkrywałem dużo później. Początkowo po prostu dałem się ponieść, zatopić w atmosferze, czego i wam życzę, bo to doświadczenie bardzo przyjemne. 

Ocena: 8/10

IS - „Into My Own”. Wolfspell Records, 2017 rok, numer katalogowy Spell 064.







"Into My Own" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz