środa, 21 marca 2018

Krew, słoneczniki i pancerne zagony.

Nigdy nie byłem wielkim fanem Marduk. Kiedy zaczynali swoją drogę muzyczną, kupiłem ze dwie kasety, ale jakoś nie trafiły na stałe do mego serca. Poznawałem kolejne dzieła, ale z nimi było podobnie. Wreszcie odpuściłem i pozwoliłem płynąć karierze Szwedów z daleka ode mnie. Po latach postanowiłem w przypływie jakiegoś sentymentu choć pobieżnie poznać wszystko to, co mnie ominęło. Stwierdzam, że wiele nie straciłem, poza dwoma wydawnictwami – pełniakiem „Rom 5:12” i EP „Iron Dawn”. I to właśnie o tym drugim wydawnictwie postanowiłem napisać kilka słów, bo jest to dzieło wybitne na gruncie black metalu. I to pod wieloma względami. Urzekło mnie i nie chce przestać zachwycać.


Uwielbiam historyczne tematy przenikające do metalu. Bo po prostu interesuję się historią. Ponieważ historia naszego wspaniałego Świata obfituje w krew, wojny, mordy i najróżniejsze straszliwe rzeczy, które człowiek robił człowiekowi, metalowi twórcy mają spore pole do wyboru tematów. Nikt chyba nie oczekuje od black metalowej kapeli, że sięgnie po – nie przymierzając – historię przyznania pokojowej nagrody nobla? No właśnie. I dlatego na metalowych płytach jeżdżą czołgi, padają strzały i zabici. Nie inaczej jest na „Iron Dawn”. Już sama okładka informuje nas, że będzie ciężko, bojowo i krwawo. Lufa niemieckiej Pantery nie pozostawia złudzeń. Samo wydanie płyty urzeka. Archiwalne zdjęcia, utrzymane w kolorystyce żółto-czarnej, przedstawiające niemieckie czołgi i żołnierzy. Na samym krążku niemiecki krzyż, którym znakowane były pojazdy Trzeciej Rzeszy. To wszystko nie powinno dziwić, gdy spojrzymy na tytuły utworów. Szczególnie na tytuł trzeciego i ostatniego zarazem kawałka - „Prochorovka: Blood and Sunflowers”. Dwunastego lipca 1943 roku, w pobliżu wsi Prochorowka, miała miejsce największa pancerna bitwa w dziejach, w której radziecka Piąta Armia Gwardyjska starła się z II Korpusem Pancernym SS. Wszystko to było częścią Bitwy na Łuku Kurskim, operacji która pozbawiła Niemców inicjatywy i rozpoczęła zwycięski marsz Armii Czerwonej. Sam utwór różni się mocno od dwóch poprzednich. Nie jest to szalona kanonada a raczej wolny marsz zagłady, będący jakby przeciwieństwem samych wydarzeń i ich dynamiki, jednak dobrze oddający klimat pancernego piekła i losu niemieckiej armii.

Płytę otwiera numer „Warschau 2: Headhunter Halfmoon”, będący zapewne kontynuacją „Warschau” z płyty „Plague Angel”. Część pierwsza opowiadała o zagładzie miasta i jego ludności, o ciemności nad Warszawą i wszystkich nieludzkich rzeczach, które działy się podczas Powstania Warszawskiego. Zakładam, że „Warschau 2” to jego kontynuacja, niestety nigdzie nie udało mi się znaleźć tekstu do tego utworu. Jest to jednak tak niesamowicie brutalny i energiczny utwór, tak przepełniony nienawiścią, złością, złem, że o niczym innym niż o ludzkiej zagładzie mówić nie może. Drugi na płycie jest „Wacht am Rhein: Drumbeats of Death”. Tu także nie dotarłem do tekstu ale określeniem „Wacht am Rhein” Niemcy nazwali Ofensywę w Ardenach, czyli swój ostatni wielki kontratak na froncie zachodnim. Muzycznie to także eksplozja agresji i szaleństwa. Dzikość w czystej postaci. Niesamowite, momentami chore wokale i perkusja, niszcząca jak kanonada dział. A wszystko to w oparach wojennego chaosu i szaleństwa. „Iron Dawn” trwa zaledwie trzynaście minut ale jest tak skomasowanym atakiem black metalowej mocy, że po odsłuchu czujemy się, jak po półgodzinnej płycie. A i tak jedyne co chcemy zrobić, to odtworzyć ją jeszcze raz. Ładunek złości tego wydawnictwa kojarzy mi się z kultowym materiałem norweskiego Zyklon-B - „Blood Must Be Shed”. Oba wydawnictwa są wybitne na polu black metalu, dzieło Marduk ma jeszcze jeden dodatkowy atut – historyczne inklinacje, które pchają nas do zapoznania się z powyższymi wydarzeniami a to zawsze duży plus. Oczywiście dla tych, którzy rozumieją, że black metal to nie tylko warstwa muzyczna. Czapki z głów, panowie Szwedzi. 

Marduk - „Iron Dawn”. Blooddawn Productions, 2011 rok, numer katalogowy Blood 051.









"Iron Dawn" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz