niedziela, 4 marca 2018

Bomba atomowa.

„Mówią, że to wspaniały Świat, by żyć. Ale ja nigdy nie wierzyłem, że żyję we wspaniałym Świecie. Im bardziej przyglądam się ludziom, tym bardziej ich nienawidzę. Bo wiem, że nie ma dla nas wspólnego miejsca.” Tak zaczyna się utwór „Warfare”, ostatni z trzech znajdujących się na EP „Blood Must Be Shed”, autorstwa Zyklon-B. Jestem pewien, że panowie, którzy wtedy, w 1995 roku, pisali te słowa mają w tej chwili inne poglądy, bo ich kariery potoczyły się bardzo owocnie. Nie zmienia to faktu, że udało im się nagrać jedną z najbardziej brutalnych płyt w historii black metalu. I co z tego, że trwa tylko dziesięć minut?




W 1995 roku Norwegia była na wysokiej fali wznoszącej i chyba jeszcze nie do końca przeczuwała, że ta fala niedługo się załamie. Nie uprzedzajmy jednak faktów, bo w tamtych dniach poszczególni muzycy norweskich zespołów w pełni korzystali z rozgłosu i zainteresowania, w wielu przypadkach oczywiście jak najbardziej zasłużonego. Tworzyli różne projekty, wspomagali się w swoich macierzystych zespołach i przede wszystkim tworzyli całe kilometry muzyki. Pewnego pięknego dnia dwóch muzyków Emperor (Samoth i Ihsahn), jeden Satyricon (Frost) i jeden Thorns (Aldrahn) postanowili spuścić na ziemię bombę atomową. Wybrali bardzo przyjazną nazwę, napisali piękne wiersze, które można by recytować na szkolnej akademii z okazji dnia nauczyciela oraz skomponowali muzykę, będącą wypadkową kolęd i romantycznych ballad, idealną na rodzinne spotkania bądź romantyczne wieczory. Niby niewiele, bo tylko trzy pastorałki, trwające ledwo ponad dziesięć minut, ale za to zawierające bardzo skondensowany ładunek uczuciowy. W tamtych dniach norweskie zespoły ludowe wypuszczały naprawdę sporo materiału muzycznego, który rozpływał się po Europie (i nie tylko) jak niegdyś załogi drakkarów łupiące bogate nadbrzeżne osady i przyznać trzeba, że różnorodność muzyczna była spora i było w czym wybierać. Nikt jednak, nikt powtarzam, nie nagrał w tamtych dniach tak brutalnego, szalonego i niszczącego materiału. Jasne, były zespoły, które grały szybko. Co z tego, skoro Zyklon-B był szybszy? Były też i takie, które miały podobne teksty. Co z tego, skoro tak dosadnie nikt wcześniej nie wyraził nienawiści i ideologicznego przesłania black metalu? I tu dochodzimy do sedna. „Blood Must Be Shed” to na pewno nie jest, nie była i nie będzie najlepsza płyta black metalowa. Tyle, że nigdy do takiego miana nie aspirowała. Ta EP to po prostu czysta esencja black metalu, trzy utwory pozbawione absolutnie wszystkich zbytecznych dodatków, upiększaczy, pierdół, świecidełek i nastrojowych głupot. To taki wzór, przykład, coś co powinno być wyznacznikiem dla wszystkich oraz jasnym komunikatem – black metal to nie rurki z kremem, to nie zabawa w bieganiu po lesie z wymalowanym ryjem, to nie krzyczenie o szatanie i noszenie pentagramu. Black metal to totalny bunt, negacja, nienawiść do Świata i życia, black metal to wojna ze wszystkim co stoi na drodze, black metal to brak akceptacji dzisiejszej rzeczywistości. I wreszcie – black metal to ideologia zapisana w muzykę, nie odwrotnie. Bo to ideologia decyduje, czy coś jest black metalem, nie muzyka. I pomimo że twórcy tego dzieła już dawno stali się konformistami i korzystają z tego wszystkiego czego wcześniej nienawidzili, to ten manifest udał im się nadspodziewanie szczerze i dobrze. Czyste zło. Czysty black metal. Skondensowana nienawiść. Zyklon-B.




Wojna jest dobra. Aids jest dobry. Masowe morderstwa są dobre. Wojny gangów są dobre. Kokaina jest dobra. Wszystko co prowadzi do zmniejszenia populacji jest dobre.”

Zyklon-B - „Blood Must Be Shed”. Malicious Records, 1995 rok, numer katalogowy MR 005.





"Blood Must Be Shed" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz