wtorek, 13 lutego 2018

Zapach dawnego black metalu.

Kiedy pojawia się nowy twór na scenie black metalowej, automatycznie kieruję swoje oczy ku Finlandii, krainie tysiąca jezior i milionów metalowych zespołów, bo wiemy wszyscy jak płodna jest to scena. Kiedyś byłaby to Norwegia, ale czasy się zmieniły. Często po sprawdzeniu skąd pochodzi zespół, okazuje się, że celowałem dobrze. Czasami bywa z tym gorzej, bo nie tak dawno celowałem w Grecję a okazało się, że była to Rosja. W przypadku Iku-Turso nie pomyliłem się jednak. A koneksje ze wspomnianą Norwegią są, bo album „reklamowany” jest opinią samego Satyra, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. I w zasadzie ta opinia wystarczy za recenzję, więc nie do końca wiem po cholerę to wszystko, co poniżej, piszę.



Cóż więc takiego powiedział o tym albumie Satyr? Stwierdził, że to black metal w klimacie lat 1990-1995. I trudno nie przyznać mu racji. Chłop wie co mówi, w końcu w tamtych latach stworzył swoje najlepsze dzieła, szkoda tylko, że teraz o swoich nowych płytach nie może tak powiedzieć. Ale zostawiamy Satyra, wracamy do Finów. I jednego Holendra, bo w Iku-Turso gardło zdziera człowiek z kraju tulipanów. Nie wiem czy to dlatego, że wszyscy w Oulu mają już tak przepite gardła i trzeba było aż za morze sięgnąć, czy może po prostu dlatego, że Holender robi to całkiem dobrze. Pewnie to drugie, bo faktycznie daje radę. Iku-Turso pod koniec poprzedniego roku wydali swój debiut będący zarazem pierwszym długograjem w ich dyskografii. Fajnie, że płytę wydała (bardzo ładnie dodajmy) nasza rodzima Wolfspell Records. Michał ma czasami nosa do zespołów. Dla mnie, maniaka black metalu z lat dziewięćdziesiątych, odsłuch „The Great Tower” to czysta przyjemność. Faktycznie zespół raczy nas wszystkim tym, co było wtedy najlepsze. I mam tu jak najbardziej na myśli scenę norweską. Dostajemy mroźne brzmienie, zimne, zawodzące gitary, oszczędne tnące riffy i melodie, wściekłe wokale a wszystko doprawione odpowiednią dawką klawiszy, klimatycznymi zwolnieniami i melodeklamacjami. Płyta choć jak na gatunek długa, bo trwa prawie czterdzieści minut, nie nuży. Panowie umiejętnie zmieniają aranżacje i odpowiednio dawkują emocje. Album kończy się zaskakująco szybko, biorąc pod uwagę jego długość, nie pozostawiając innego wyboru jak ponowne wciśnięcie klawisza „play”. Nie jest to oczywiście dzieło w żadnym stopniu przełomowe czy odkrywcze, ale wszyscy ci, którzy lubują się w black metalu starszej szkoły, będą usatysfakcjonowani. „The Great Tower” to pozycja bardzo solidna. Na tyle mnie do siebie przekonała, że czekam na kolejne ich wydawnictwa i mam nadzieję, że wiele nie zmienią w swoim stylu, bo kompletnie nie widzę takiej potrzeby. 

Ocena: 8/10


Iku-Turso - „The Great Tower”. Wolspell Records, 2017 rok, numer katalogowy Spell 062.







"The Great Tower" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz