poniedziałek, 19 lutego 2018

Królewski debiut.

Wycieczki za ocean, te krótsze i te dłuższe, są wśród naszych rodaków dość popularne. Ta mityczna Ameryka przyciągała i przyciąga. Turystycznie, krajoznawczo ale jednak najczęściej zarobkowo. W kwestii metalu i naszych rodzimych wydawców, nie jest to już jednak tak oczywisty kierunek. Przyjęło się, że rodzimi wydawcy eksplorują raczej scenę krajową, rzadko przekraczając granice i wydając coś spoza nich. Jednym z chlubnych wyjątków jest Greg, prowadzący Godz Ov War Productions, który coraz częściej i coraz śmielej wychyla nos poza granice a nawet poza ocean. I coraz częściej są to wycieczki udane, czego kolejnym dowodem jest debiut Rotting Kingdom. 





Zespół pochodzi z Lexington w stanie Kentucky i na początku 2018 roku wydał w barwach wspomnianej Godz Ov War swój debiut, zatytułowany po prostu „Rotting Kingdom”. Jest to EPka zawierająca trzy utwory i trwająca prawie dwadzieścia pięć minut. Długość utworów nie dziwi, gdy weźmiemy pod uwagę, że zespół gra doom/death metal – tak w każdym razie określa ich Metal Archives. Ja mam z tym pewien problem, bo doom metalu tu niewiele i to określenie padło tu chyba głównie z powodu długości utworów oraz wielu zwolnień. Jednak wystarczy pierwszy numer - „Adrift in a Sea of Souls” - by przekonać się, że Rotting Kingdom lubi grać skocznie i nie ma zamiaru nas nudzić. Od pierwszych dźwięków pojawia się przed nami atmosfera smutku i zamyślenia, ale dość szybko uderza nas moc, ciężar i najzwyczajniej w świecie fajna metalowa jazda. Amerykanie może i mają pewne inklinacje doom metalowe, ale są one bardzo skutecznie przysłonięte death metalowym mięsem oraz pewnymi akcentami black i thrashowymi, które przejawiają się głównie w riffach. Melodie przywodzą na myśl trochę bardziej melodyjne granie z kontynentu, na usta ciśnie mi się tu jedna nazwa ale jej nie wymienię, bo nie przepadam za tym zespołem a Rotting Kingdom robi to dużo, dużo lepiej. Jak już wspomniałem, mamy tu sporo zwolnień, czasami wypełnionych ciężarem, czasami lekkością gitarowej melodii, wręcz romantycznej. Bardzo to wszystko jest zróżnicowane i to, że pierwszy utwór trwa aż osiem minut, kompletnie nie przeszkadza. Drugi na płycie „Castle of Decay” to już trochę inna bajka, bo tu wszystko zaczyna się dużą dawką melodii pomieszanej z ciężarem i utrzymanym (przez praktycznie cały utwór) średnim tempem. Dzięki wpleceniu wielu ciekawych akcentów i melodii gitarowych oraz gęstej pracy perkusji i zróżnicowanym wokalom brzmi to naprawdę bardzo dobrze. Zamykający materiał „Demons in Stained Glass” jest najdłuższy, bo trwa prawie dziesięć minut. I jest wspaniałym zwieńczeniem debiutu Amerykanów. Zaczyna się ciekawą melodią, którą po chwili oplata świetny riff i ruszamy ze sporą szybkością by po chwili przejść w blasty, co na tej płycie jeszcze nas nie spotkało. Pojawia się ciekawa solówka, która przechodzi w dłuższą melodię wiodącą prym i znowu lecimy do przodu niesieni ciężarem i głębią wokalu oraz chwytliwością riffu. I tak ten utwór nas prowadzi do nieuchronnego końca, zwalniając jeszcze po drodze, dozując nam trochę głębszych momentów i smutniejszych riffów oraz chórów, dochodzących jakby z oddali. Bardzo udana kompozycja, zresztą jak i dwie poprzednie. Gdy dorzucimy do tego wszystkiego świetną okładkę, ciekawe teksty i działające na wyobraźnię tytuły utworów, otrzymamy debiut niesamowicie interesujący. Ta wycieczka Grega za ocean była lepsza od wszystkich poprzednich i liczę, że Rotting Kingdom utrzyma poziom i uraczy nas jeszcze co najmniej tak dobrym materiałem. Polecam!

Ocena: 8,5/10

Rotting Kingdom - „Rotting Kingdom”. Godz Ov War Productions, 2018 rok, numer katalogowy GOWP CMXCIX






"Rotting Kingdom" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz