środa, 17 stycznia 2018

Niestrudzona Finlandia.

Nie wiem ile razy już to mówiłem, ale powtórzę – Finlandia to niekończąca się kopalnia zespołów. To tak jakby wziąć perpetuum mobile, wstawić w środek tego pięknego kraju, przyczepić tabliczkę z napisem „METAL” i włączyć przycisk start. A potem tylko te wypluwane zespoły porozmieszczać w kraju, upchnąć pomiędzy jeziorami i dać im instrumenty. I zostawić w spokoju, bo sobie na pewno poradzą. W końcu to Finowie, najbardziej metalowa nacja na Świecie. Właśnie słucham kolejnego odkrycia z krainy tysiąca jezior i po raz kolejny jestem zadowolony. 






Sawhill Sacrifice (ciekawa nazwa i chętnie poznam jej pochodzenie) to zespół złożony z ludzi doświadczonych, który wydał już trzy pełne albumy. Co z tego, skoro nie miałem o ich istnieniu pojęcia. Jednak, co się odwlecze to nie uciecze. Nieoceniony Wolfspell Records po raz kolejny przedstawił mi ciekawy zespół z Finlandii. Przyznaję, że kompletnie nie mam pojęcia co panowie grali wcześniej, ale moją ciekawość wzmaga fakt, iż Metal Archives podaje, że był to black/thrash. Będę musiał poznać ich poprzednie dzieła, teraz jednak skupię się na ostatnim, pochodzącym z tego roku „Pimeyteen ja kuolemaan”. Jest to bez żadnych wątpliwości album czysto black metalowy. Nie do końca jednak fiński w swej black metalowości, powiedziałbym, że bardziej środkowo kontynentalny, bo po prostu cieplejszy. Większość materiałów z północy tchnie chłodem (i nie mam na myśli zmrożonej płyty po odbyciu podróży kurierem), na co zapewne wpływ ma tamtejszy klimat i jego wpływ na zmysły twórcze. W przypadku Sawhill Sacrifice sprawa ma się trochę inaczej – chłód pokryty jest warstwą narzuconego futra i tylko momentami przebija. To futro to spora ilość klawiszy i brzmienie, troszkę bardziej cywilizowane i wygenerowane z użyciem kaloryfera. Nie twierdzę w żadnym wypadku, że to źle, bo przecież pozwala tej płycie się wyróżnić. Poza tym, jest to album pełną gębą, bo trwa pięćdziesiąt dwie minuty! Jak na black metalowe dzieło, to bardzo dużo. Nie powoduje jednak ta długość większej nudy. Może obciąłbym jeden czy dwa utwory, ale to tylko dlatego, że jestem zwolennikiem krótszych albumów. Bardziej skondensowanych i niszczących jak szybki kontratak a nie dłuższy atak pozycyjny. Finowie z Sawhill Sacrifice mają jednak tak dużo do powiedzenia, że utwory są ciekawe, rozbudowane, różnorodne wobec siebie jak i wewnątrz siebie. Sporo tu zmian tempa, zmienne wokale, momentami słychać wcześniejsze przyzwyczajenia do black/thrashu (o ile wierzyć Metal Archives), dużo ciekawego dokładają klawisze. Generalnie jednak, co najważniejsze, jest mocno i bezlitośnie, choć nie zawsze da się uchwycić ten trudny do określenia czar black metalu, momentami wydaje się to troszkę wszystko powierzchowne. I to kolejny argument, by skrócić ten album, wyciągnąć z niego esencję. Nie zmienia to faktu, że „Pimeyteen ja kuolemaan” to płyta ciekawa i jak najbardziej godna poznania. No i zawiera polski akcent, bo intro o tytule „Kutsu” (bardzo dobre!) skomponował świetnie wszystkim znany Darken z Graveland. 

Ocena: 7,5/10

Sawhill Sacrifice - „Pimeyteen ja kuolemaan”. Wolfspell Records, 2017 rok, numer katalogowy Spell 063. 








"Pimeyteen ja kuolemaan" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz