niedziela, 30 grudnia 2018

"Chcę żywić Piekło" - rozmowa z Hekte Zaren, wokalistką Adaestuo.


Najnowszy, wydany w grudniu album Adaestuo, poruszył mnie mocno. Pisałem o nim, że to bardziej rytuał niż muzyka sensu stricto. Za ten stan rzeczy w dużej mierze odpowiada wokalistka zespołu, Hekte Zaren. Jej niesamowity głos oraz wokalne szaleństwa potrafią przyprawić o gęsią skórkę. Postanowiłem więc dowiedzieć się czegoś więcej o niej samej, zespole i ich ostatnim dziele. Przed Wami zapis tej próby.

piątek, 28 grudnia 2018

Zwycięstwo odkurzacza, czyli podsumowanie 2018 roku.


To nie był prosty rok. Tak muzycznie jak i życiowo działo się dużo. Sporo udanych debiutów, kilku starych wyjadaczy potwierdziło klasę, kilku innych trochę mniej. Odkryłem za to sporo ciekawych zespołów, w dużej mierze dzięki Wam drodzy czytelnicy, za co dziękuję. Tegoroczne podsumowanie postanowiłem rozbudować. Co się zmienia? Dodałem dwie kategorie top 3 (demo i EP) a do standardowych list top 10 Polska i top 10 Świat dorzucam top 10 wymieszany, co powoduje że te dwie klasyczne już listy są jakby rozwinięciem tej nowej. Nie zmienia się to, że jak zwykle jest to podsumowanie subiektywne. Do pozycji na listach nie przywiązujcie większej wagi: poza albumem, demo, EP i debiutem roku, wszystko może być płynne. Tak jak w latach poprzednich każda pozycja to zarazem link do recenzji. Zapraszam.

czwartek, 27 grudnia 2018

Dar bogactwa.


Nieubłaganie nadchodzi koniec roku, co wiąże się z podsumowaniem tych dwunastu mijających miesięcy. Niektórzy swoje listy ulubionych albumów opublikowali już w listopadzie czy na początku grudnia. Ja czekałem, bo ostatni miesiąc roku zapowiadał się ciekawie i miał przynieść kilka albumów, które mogły w takich listach zamieszać. Dobrze zrobiłem, bo najnowszy krążek Sulphur Aeon definitywnie zburzyłby porządek zawarty w przedwczesnym podsumowaniu.

wtorek, 25 grudnia 2018

Horror klasy B z soundtrackiem klasy A.


Pamiętacie w ogóle takie zjawisko jak death'n'roll? Otóż ja nie pamiętam i wcale tego nie żałuję. Oczywiście, wyszły pod tym szyldem wspaniale wydawnictwa, jak chociażby “Wolverine Blues”, ale odnoszę wrażenie, że lwia część tego nurtu opiera się głównie na przaśno-śmiesznym death metalu robionym pod niemieckie festiwale. Przykładów nie trzeba szukać daleko, bo zgodnie z powyższym opisem od lat gra chociażby Six Feet Under, którego głównym zadaniem jest zamęczanie własnych fanów wydawaniem płyt z miernej jakości coverami hardrockowych/heavymetalowych szlagierów. Całe szczęście, że można jeszcze natknąć się w tym gatunku na zespoły, które nie dość, że nie wzbudzają skrajnego zażenowania, to jeszcze dostarczają świetne piosenki. I takim zespołem jest właśnie Mentor.

niedziela, 23 grudnia 2018

Niech mówi muzyka.


W dobie wszechobecnych kapturów, twarzy zasłoniętych kominiarkami bądź, jak to niektórzy określają, skarpetami, są tacy, którzy idą dalej. Nie dość, że nie pokazują swoich oblicz, to w ogóle nie robią sobie zdjęć, nie ujawniają żadnych informacji o sobie, twierdząc, że ma za nich przemawiać tylko i wyłącznie muzyka. Przykładem takiego wizerunkowego braku wizerunku (ale czy aby na pewno?) jest norweski Misotheist, który niedawno zadebiutował materiałem o tym samym tytule.

sobota, 22 grudnia 2018

Album roku.*


Nie zdarza mi się często pisać o czymś innym niż metal, jednak jeśli już to robię musi to być coś co mnie naprawdę poruszy. W 2017 roku był to Ulver i jego „The Assassination of Julius Caesar”, w tym jest to Manes i ich ostatni krążek „Slow Motion Death Sequence”. Czyli po raz kolejny zespół z korzeniami metalowymi, pochodzący z Norwegii i grający szeroko rozumianą muzykę elektroniczną (a jeśli ma to jakąś konkretną nazwę, to proszę o info, bom laik).

piątek, 21 grudnia 2018

Siła głosu, potęga szaleństwa.


Są takie płyty, których zawartość to coś więcej niż tylko muzyka. Ktoś powie, że w odniesieniu do metalu a w szczególności do black metalu, to banał, bo praktycznie każdy album w tym nurcie nasączony jest głębszym przesłaniem. Oczywiście będzie miał rację, bo black metal to przede wszystkim ideologiczny przekaz. Jest to jednak także forma życia, postawa i określona estetyka i w tych kryteriach nie wszystkie zespoły czy też albumy zdają egzamin. Są takie płyty, które w tej podróży do głębin ciemności, otchłani mroku i rytualnej atmosfery wyprzedzają inne o krok lub dwa a czasami, jak w przypadku nowego albumu Adaestuo, o całe kilometry.

środa, 19 grudnia 2018

Tam gdzie diabeł.


O tempora, o mores! - chciałoby się zakrzyknąć patrząc na dzisiejszą scenę black metalową nad Wisłą. Jak grzyby po deszczu wyskakują z podziemia coraz to dziwniejsze twory i choć niektóre z nich są naprawdę godne uwagi, to powoli ten „artystyczny na siłę” trend zaczyna nużyć a momentami wręcz wzbudzać politowanie. Podobno od przybytku głowa nie boli, ale jeśli już zacznie boleć, dobrze jest spojrzeć w przepastne czeluście podziemi jeszcze głębszych, by odkryć odtrutkę na tymczasowe trendy czy błądzące kierunki ewolucji black metalu. Na nasze szczęście krajowe podziemie posiada takie specyfiki.

wtorek, 18 grudnia 2018

Duch przeszłości.


Końcówka roku przyniosła kilka ciekawych premier. Dwie z nich stały się faktem za sprawą Terratur Possessions. Ta norweska wytwórnia przyzwyczaiła do wysokiego poziomu swoich wydawnictw i dwie ostatnie premiery potwierdzają ten stan rzeczy. Tajemniczych debiutantów z Misotheist zostawimy na inny dzień, dziś skupimy się na drugim albumie Whoredom Rife. „Nid – Hymner av Hat” przynosi pięćdziesiąt minut świetnego black metalu, zagranego tak jakbyśmy mieli nie 2018 a 1995 rok.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Dwie wizje jednego świata.


Pisanie o splitach to niewdzięczna robota, bo musisz normalną recenzję pomnożyć przez ilość zespołów figurujących na danym wydawnictwie no i jeszcze ocenić sam split jako całość. W tym konkretnym przypadku, z jednej recenzji robią nam się trzy. A kryteriów oceny takiego specyficznego wydawnictwa jest sporo, bo przecież w splicie nie chodzi tylko o to, by wrzucić dwie pierwsze lepsze kapele z łapanki i dać im się wyszumieć. Fajnie, gdy coś je łączy i jest to coś więcej niż słowo „metal”. Na szczęście w przypadku Stworz i Rivers Like Veins tak właśnie jest, choć na jednym krążku dostajemy dwie różne wizje tego samego świata.

niedziela, 16 grudnia 2018

Mroźnie i malowniczo.


Choć w kalendarzu wciąż jesień, coraz częściej za oknem czuć już tchnienie zimy. Nocne przymrozki, poranny szron, temperatury w okolicach zera. Czy tego chcemy, czy nie, idzie zima. Nie da się ukryć, że w ostatnich latach ta pora roku mocno złagodziła swe oblicze, są jednak takie regiony, gdzie zima to wciąż siarczysty mróz i masa śniegu. Należy do nich bez wątpienia Kanada, która jak wiadomo posiada też prężną i ciekawą scenę black metalową. Dziś znowu zaglądamy do Quebecu a pretekstem jest najnowszy album Cantique Lepreux.

piątek, 14 grudnia 2018

Prawidłowe wyważenie.


W kwietniu tego roku ze stolicy Katalonii, Barcelony, popłynął w Świat mocny komunikat. Nie była to co prawda wieść o ukończeniu wiecznej budowy Sagrada Familia ani informacja o transferze Messiego do innego klubu. Było to, dla nas metalowców, coś dużo ważniejszego. Byłem kiedyś w Barcelonie i spotkał mnie tam tłok, zaduch i upał. Gdyby nie popołudniowa bryza od morza, pewnie nigdy bym nie wrócił bo skwar zrobiłby ze mnie grzankę i zdechłbym jak wysuszona roślina. W kwietniu powiało w Katalonii innym wiatrem. Piwniczny zaduch wydostał się z podziemi i pod nazwą Necroracle ruszył w Świat.

środa, 12 grudnia 2018

Dynamiczna teatralność.


Posiadanie utalentowanych muzycznie kolegów nie zawsze jest dobrodziejstwem. Pół biedy, gdy tworzą dobrą muzykę bo wtedy można po prostu szczerze docenić, przybić piątkę i cieszyć się dźwiękami. Gorzej, gdy muzyka jest do chrzanu a oni chcą poznać twoje zdanie. Trzeba jakoś im tę prawdę przekazać a to nie zawsze jest proste i przyjemne. Najgorzej jednak, gdy tworzą dobrą muzykę, ty lubisz o tej ostatniej pisać ale kompletnie nie znasz się na tym co grają. No dobra, może nie kompletnie ale nie są to rejony twojej codzienności. Co wtedy? Rzucasz ręcznik? 

wtorek, 11 grudnia 2018

Dobre wzorce.


Późna jesień. Chłodne dni, zimne noce. Okres sprzyjający black metalowi jak chyba żaden, może poza samą zimą. Dobrze jest więc posłuchać płyty Andeis, która nosi tytuł „Servants of the Cold Night”. Nie wiem czy odnosi się on do twórców rzeczonego albumu, czy do jakichś innych sług zimnej nocy, tak czy inaczej do temperatur i aury za oknem pasuje wyśmienicie. Zimny, brudny i lekko transowy black metal o intensywności przywodzącej na myśl Głód z Transylwanii wiadomego zespołu, zawsze ma u mnie fory. Bo jest zimny, brudny i lekko transowy. A „Servants of the Cold Night” to album ciekawy nie tylko z wyżej wymienionych powodów.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Posępne pieśni z północy.


Nawet na Alasce grają metal! I to po angielsku! Dobrze, że w dziewiętnastym wieku Rosjanie sprzedali te ziemie Amerykanom, bo inaczej pewnie byłaby to tylko kolejna smutna północna kolonia Moskwy, z szarymi blokami, mrozem i jakimś obozem pracy. A dzięki galopującemu kapitalizmowi przyniesionemu z kraju hamburgerów, alaskańską młodzież stać na instrumenty. Tamtejsza scena nie jest duża, ale jak na swoje warunki (Alaska to największy stan USA posiadający zarazem najmniejszą gęstość zaludnienia) dość prężna. Nie zdziwiłbym się gdyby te kilkanaście (a może więcej?) zespołów tworzyło powiedzmy pięciu tych samych gości, ale jakie to ma znaczenie? Biuro podróży Godz Ov War postanowiło przybliżyć nam tamtejszą kulturę za sprawą pełnowymiarowego debiutu zespołu Druj.

niedziela, 9 grudnia 2018

Przyjacielski dialog.


Chapel Of Disease wcześniej nie znałem. Kilka miesięcy temu znajomy udostępnił kawałek zapowiadający ich najnowszy longplej i z czystej ciekawości posłuchałem, bo zachwalał a on najczęściej wie co mówi. Tym kawałkiem był „Song Of The Gods”, chwytliwy, hitowy wręcz numer. Nic więc dziwnego, że mnie kupił. Do tego doszła okładka, która przekonała mnie ostatecznie, że warto czekać na całość płyty. Dziś jesteśmy już po premierze trzeciego krążka Niemców. Nie mylił się kolega, nie zwiodła na manowce okładka. 


piątek, 7 grudnia 2018

Kanadyjska kawaleria szatana.


Wyobraźcie sobie taką sytuację. Poranek, facet w średnim wieku, po śniadaniu, staje przed lustrem i zaczyna szykować się do wyjścia. Wyciąga z szafy skórzane gacie, stary, przechodzony pas po krańce nabity ćwiekami i wbija w niego kilka nowych gwoździ. Zakłada wysłużone ale czyste wysokie buty, coś jak oficerki i przyczepia do nich błyszczące ostrogi. Zdejmując z wieszaka koszulkę Possessed lekko uśmiecha się pod nosem. Wreszcie sięga po starą ramoneskę, wierną towarzyszkę życia i przez chwilę ucieka do wspomnień. Jeszcze tylko nabita potężnymi kolcami maczuga i jest gotowy. Wychodzi przed dom, dosiada czarnego rumaka i rusza spotkać przeznaczenie.

czwartek, 6 grudnia 2018

"Bawimy się formułą" - rozmowa z Wojtkiem, wokalistą Mentor.


Mentor wydał drugi album i cios jest to zacny. Postanowiłem wykorzystać tę okazję i porozmawiać z bdb kolegą, wokalistą tegoż zespołu, Wojciechem. Sam Wojtek to człowiek wesoły, otwarty, z potężnym głosem i masą zajęć, od Amigi po problemy prysznicowe Pana Ryby. Na szczęście, jak za chwilę przeczytacie, daje radę i znalazł nawet chwilę by odpowiedzieć na kilka prostych, sztampowych pytań. Zapraszam.

środa, 5 grudnia 2018

Podróż ku szaleństwu.


Norwegia death metalem nie stoi. Fiordy zawsze przychylniej patrzyły na wymalowanych panów biegających z zapałkami. Nie przeszkodziło to jednak jednej z tamtejszych black metalowych legend w nagraniu ikonicznego death metalowego albumu, który był ich debiutem. I choć od wydania „Soulside Journey” minęło już dwadzieścia siedem lat, album ten nadal jest jednym z najważniejszych w gatunku, bo pokazał, że nie trzeba grać jak Amerykanie czy Szwedzi. Tradycję i ducha tamtego stylu z wielkim zapałem wskrzesza Obliteration, który swym ostatnim krążkiem „Cenotaph Obscure” mocno zbliża się do prekursorów z Darkthrone.

wtorek, 4 grudnia 2018

Piachem w uszy.


Życie to nie bajka. Banał, ale prawdziwy. Rodzisz się, jakiś stary dziad pokropi ci głowę wodą ewentualnie dokonają na tobie innego zabiegu inicjacyjnego, na który nie masz żadnego wpływu. Potem szkoła, socjalizacja, wrzucają cię w ramy społeczne, które wcale nie muszą ci się podobać. Masz być taki, robić to, zachowywać się tak a nie inaczej, słuchaj, nie dyskutuj, nie protestuj, żyj, oddychaj, bądź posłuszny, zdychaj. Rozczarowania, zawody, kłótnie, dramaty. Piękne momenty, chwile szczęścia, ale tylko chwile i momenty. Złamane serca, rozwody, obite mordy, zdrady, porzuceni ludzie, zerwane przyjaźnie, długi, bieda, wypadki. Życie to nie bajka. Piach w oczy zamiast wiatru w plecy. A w ustach zamiast słodyczy, gorycz.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Francuski duch bojowy.


W kontekście mojej oceny francuskich popisów na polach bitewnych dwudziestego wieku jest to trochę przewrotny tytuł. Bardzo lubię dowcipy o lusterkach wstecznych w czołgach, drzewach w Paryżu, białej fladze czy sławetnym ruchu oporu i jako człowiek znający trochę historię nie ze wszystkich śmieję się bez powodu. O państwie Vichy to już w ogóle lepiej nie wspominać, choć biorąc pod uwagę zespół o którym dziś będzie, to kto wie… Z drugiej strony mieliśmy też Wielką Wojnę (pierwsza wojna światowa), w której Francuzi stawali dzielnie i złożyli wielką daninę krwi. Kto wie czy w 1940 nie poszłoby im lepiej, gdyby do walki zagrzewał ich najnowszy album Baise Ma Hache.

niedziela, 2 grudnia 2018

Szwedzki death metal jak u mamy.


Mam pewien dystans względem tych wszystkich zespołów zakochanych w Entombed i Dismember, które zapragnęły odtworzyć dokonania swoich idoli w skali 1:1. Ot, zebrała się garstka młodych ludzi, którzy na próbach nawet nie próbują wymyślać czegoś nowego, a jedynie powielać standardy wyznaczone dawno temu przez legendy w danej niszy. Uważam, że znaczna część z nich zapomina, iż oprócz fascynacji czyjąś twórczością w death metalu chodzi przede wszystkim o żar i łupanie tego, co w duszy rzęzi. No, bo nie powiecie, że takie Autopsy, Immolation czy inny Grave grały w stylu “retro” czy na wzór jakiegoś trendu spopularyzowanego w metalowej niszy. I tak właśnie jest z LIK. Oni nikogo nie udają.


piątek, 30 listopada 2018

Potęga całości.


Uwaga, będzie banał rozpoczynający, prawie tak dobry jak suchar z Familiady. Otóż moi drodzy Finlandia metalem stoi. Wiem, pewnie powiedziałem coś na miarę E=coś tam kwadrat. Wiem, jesteście cholernie zaskoczeni i właśnie zaczynacie szukać Finlandii na mapach ewentualnie w lodówce, bo ten wyraz kojarzy Wam się jedynie z gorzałką. Niech od dziś, o ile nie czytaliście moich pierdół wcześniej (bo przecież nie pierwszy raz stwierdzam ten fakt autentyczny!), kojarzy Wam się przede wszystkim z muzyką, potem z wódką a na koniec z Muminkami. Muzyczna Buka właśnie wjechała na salony. Jest duża, brzydka i straszna. Imię jej Corpsessed.

czwartek, 29 listopada 2018

Pozory i tytuły mylą.


Kiedy zobaczyłem okładkę tej płyty, jej tytuł oraz tytuły utworów, lekko się wystraszyłem. Już gdzieś wspominałem, że mam dość tego „usilnie romantycznego poetyckiego młodopolskiego słowotwórstwa niespełnionych artystów” co to myślą, że są „romantycznymi młodopolskimi poetami” tworzącymi „prawdziwą sztukę” poprzez jak najdziwaczniejsze nazwy, tytuły i teksty. To niestety jest rak żrący nasz black metal i bardzo bym chciał, by już sobie poszedł. Potem jednak pomyślałem – hej, przecież wydaje to Greg a on jest rozsądnym człowiekiem! Z drugiej strony, mógł zapragnąć wpisać się w ten popularny nurt i wypuścić na szerokie wody swojego reprezentanta, zgarnąć gruby szmal i żyć do końca swych dni ze sprzedaży tego jednego krążka. Wiem, zagalopowałem się, zmierzam do tego, że pierwszy kontakt z tym albumem wzbudził we mnie wielce mieszane uczucia.

środa, 28 listopada 2018

Otchłań.


Ciemna, głęboka, nieskończona. Nie zmierzy jej oko, nie złowi ucho, nie dotknie ręka. Niesie z sobą gęsty podmuch, ale węch nie wykryje jego zapachu. Jest wszędzie wokół, obejmuje, oblepia, tuli się do stóp, kolan, brzucha. Dotyka głowy i ramion. Krępuje ruchy, jak maź powoli wypełnia każdą wolną przestrzeń. Zabiera powietrze, zatruwa je i wpycha na powrót do nozdrzy i ust. Osiada na powiekach jak rosa, choć czarna i ciężka. Wbija się w umysł, jak kropla drążąca skałę, po milimetrze i pcha na drogę szaleństwa. Jest wszystkim i niczym, jest mną i tobą, jest światem. Spojrzyj na nią, przyjmij i zaakceptuj, bo ona już dawno patrzy w głąb ciebie.

wtorek, 27 listopada 2018

Intensywność.


Debiut Outre jakimś cudem mnie ominął. Nie wiem co w tamtym czasie robiłem, może byłem na Grenlandii, może na Kamczatce, nie pamiętam. Fakt pozostaje faktem - „Ghost Chants” był wtedy dla mnie adekwatnie do swego tytułu pieśniami duchów. Po pewnym czasie nadrobiłem tę wstydliwą zaległość, muszę się jednak przyznać, że nie wpadłem w nurt powszechnej euforii i zachwytów, bo mnie ten album wydał się po prostu dobry. Nic ponadto. Kiedy więc gruchnęła wieść o następcy, zapisałem sobie w pięciu miejscach by go przypadkiem nie przeoczyć, bo głupio powtarzać te same zaniedbania. „Hollow Earth” przybył, przywalił mocno i kiedy się już podniosłem z ziemi, postanowiłem napisać o nim kilka słów.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Mikko na tronie.


Połowa listopada, końcówka roku. Black metalowa pierwsza liga siedzi rozparta w swoich fotelach, patrząc na wszystkich z góry, zadowolona, bo w tym roku wszystkie karty już rozdane i można ze spokojem patrzeć na maluczkich jak sobie w swoich piwnicach dłubią te czarne dźwięki. Relaks. Wino, kobiety i śpiew. I wtedy, na białym koniu (no dobra, raczej na czarnym), w błyszczącej… eee, czarnej ale błyszczącej zbroi, wjeżdża z kosą na ramieniu Mikko, wywołując w szeregach ekstraklasowych popłoch i panikę. Ze stoickim spokojem i doświadczeniem weterana zaczyna kosić. Równo i bezlitośnie. Wie co robi, przyzwyczaił się.

niedziela, 25 listopada 2018

Jesienne zamyślenie.


Możesz sobie mówić, że masz już dość tych wszystkich klimatycznych blacków, wypełnionych smutkiem, samotnością, melancholią i odrazą do wszystkiego co wesołe i żywe. Możesz sobie mówić, że nie i koniec, nawet jeśli przyślą taką płytę do recenzji, to nie będziesz słuchał. Nawet jeśli pojawi się taki materiał i będzie go zachwalał sam redaktor Sierocki, nawet papież i prezydent USA, to też nie zwrócisz uwagi, bo ile można tych smętów słuchać? Ale potem przychodzi jesień. Ta cudowna i przeklęta zarazem jesień. I nawet nie chodzi o to, że wprowadza cię w jakiś szczególnie depresyjny nastrój, bo przecież to twoja ulubiona pora roku, odżywasz po koszmarnym lecie. Chodzi o to, że podświadomie, wbrew swej woli, sięgasz po rzeczy muzycznie skąpane w klimacie opadających liści, wszechobecnej wilgoci i nadciągającego chłodu. To jest jak najnaturalniejszy z naturalnych wyborów. Na szczęście czasami jest on bardzo dobry.

piątek, 23 listopada 2018

Długa droga do celu.


Długo dojrzewałem do tej płyty. Gdy teraz, z perspektywy czasu, patrzę na ten proces, przypomina mi się sytuacja z ich poprzednim albumem. Było dokładnie tak samo. W obu przypadkach przeszedłem przez kilka etapów poznawczych, od początkowej obojętności, przez umiarkowane zainteresowanie po pełną aprobatę i docenienie. Niektórzy bardzo szybko pokochali ten album, bo pierwsze wyznania dozgonnej miłości pojawiły się już w dniu premiery, czyli dwudziestego pierwszego października. Ze mną jest inaczej. Muszę się chyba pogodzić z faktem, iż twórczość Kriegsmaschine dociera do mnie długo, jest to droga trudna i wyboista, męczy nas oboje, kosztuje sporo wysiłku, ale mam wrażenie, że dzięki temu ostatni jej etap jest jeszcze pełniejszy. Poza tym, nie wierzę, że taki album można umiłować po pierwszym odsłuchu.

czwartek, 22 listopada 2018

Zeszłoroczna nowość.


Kawał dobrego, soczystego surowego mięcha. Nic, tylko konsumować. Bez żadnych panierek, smażenia i innych pierdół. Wgryźć się w to krwiste mięso, żuć, smakować i pochłaniać. I taki właśnie jest najnowszy materiał Sentient Divide. Jak ten kawał soczystego mięsa. Z jednym małym wyjątkiem. To mięso nie do końca jest świeże, bo szczerze mówiąc zeszłoroczne. Fakt, doprawione w maju tego roku, podane konsumentom również, ale swoje na magazynie przeleżało. Pomimo mieszanych uczuć, jakie ten fakt we mnie wywołuje, nie mogę się od „Bloodgate” oderwać. 

środa, 21 listopada 2018

Pierniki pełne gniewu.


Macie czasem ochotę wyjść na ulicę i dać komuś w mordę? Tak po prostu, bez konkretnego powodu, albo i z powodem, byle tylko się wyładować? Albo jeszcze mocniej – chwycić za sztandar, za kamień brukowy i ruszyć do walki z otaczającym światem bo coś w Was pęka? Momenty kiedy wszystko Was wkurwia, macie już dość pojebanej rzeczywistości i kretynów wokół? Kiedy w żyłach burzy się krew, ciśnienie rośnie a pięści same zaciskają się do czerwoności? Pewnie tak, bo każdy ma takie chwile, to naturalne i nie do uniknięcia w syfie w którym egzystujemy. Zamiast jednak posuwać się do ekstremalnych reakcji można to wszystko wykrzyczeć. Wznieść ku niebu zaciśniętą pięść, pogrozić i wyrzucić cały swój gniew, żal i wkurwienie. W samotności, w towarzystwie albo na płycie. Tak zrobił toruński Angrrsth. 

wtorek, 20 listopada 2018

Rzeki jak chaos.


Pierwszy raz z Rivers Like Veins zetknąłem się kilka miesięcy temu. Zaintrygowała mnie nazwa, co zaowocowało bliższym poznaniem ich debiutanckiego EP „Jesienne Mgły Ostatnich Oddechów”. Pewnie niektórzy z Was w tym momencie przestaną czytać, bo tytuł wydaje się być poetycki na siłę i egzaltowany jak tylko się da, ale uspokajam – krakowski projekt sam liryk sobie nie pisze, wykorzystując dzieła które możecie znać ze szkoły. Zawartość materiału nie powaliła mnie i powędrował na bok, do przegródki „sprawdzić za jakiś czas”. Minęło kilka miesięcy i właśnie nadszedł ten czas. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że pozory mylą a czas zmienia perspektywę.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Rytualna śmierć powraca.


Kilka razy pisałem już, że jestem wielkim fanem epek. Nie trzeba wydawać długograja, by powalić słuchaczy. Czasami wręcz lepiej go nie wydawać, szczególnie gdy ma to być robione na siłę. Zespół nagrywa to co ma najlepszego ewentualnie to co stanowi w jego mniemaniu jakąś zamkniętą całość i zamiast dogrywać byle co, żeby tylko osiągnąć czas pełniaka, wydaje w formie EP. Dzięki takiemu podejściu oraz skondensowanej formie, są to często materiały dużo bardziej wartościowe i spójne w odbiorze. W tym roku też mieliśmy ich już sporo, wiele zasługujących na brawa i uwagę. Dla mnie jedną z najlepszych o ile nie najlepszą (za wcześnie na takie wyroki, bo konkurencja spora) jest „Ritual Death”.

niedziela, 18 listopada 2018

Skocznie i przebojowo.


Nie wszystko w życiu musi być skomplikowane. W każdym razie, nie wszystko to, co w jakimś stopniu zależy od nas. Black metal też nie musi być skomplikowany, wręcz lepiej gdy nie jest. Prostota służy temu gatunkowi jak żadnemu innemu. Umacnia jego przekaz, nadaje mu wiarygodności. Czasami z tą prostotą idzie w parze prymitywizm i wtedy jest już szczyt zadowolenia, bo nic nie brzmi lepiej niż obskurny, piwniczny, prosty warkot. W przypadku debiutu norweskiego (no, nie do końca) Ovate, możemy jednak mówić tylko i wyłącznie o prostocie, bo prymitywizmu tu za grosz. I też jest fajnie.

piątek, 16 listopada 2018

Melodia mogił.


In Twilight’s Embrace to zespół któremu kibicuję od drugiego albumu (pierwszy znam i dlatego pomijam milczeniem). Rok temu ukazała się czwarta płyta - „Vanitas” (o niej tu) i została przyjęta bardzo pozytywnie, choć (do czego już Poznaniacy zdążyli przyzwyczaić) przyniosła sporą zmianę stylu. W ogóle kibicowanie In Twilight’s Embrace jest dziwne, bo to trochę tak jakby co roku wspierać inną drużynę. Na szczęście co roku jest to zespół zwycięski. Tym razem Metal Śmierci zawitał do nas znienacka, podczas nocy łączącej ze sobą październik z listopadem. Nie był to przypadek, bo najnowsze wydawnictwo In Twilight’s Embrace to ścieżka dźwiękowa umierania, oddawania czci zmarłym i wszystkiego co z tym związane. Co uważniejsi mogli na groby udać się z „Lawą” w słuchawkach.

czwartek, 15 listopada 2018

Kredo black metalu.


Amerykanie lubią wyśmiewać Kanadyjczyków, jednak prawda jest taka, że na polu black metalu, to mogą co najwyżej swym północnym sąsiadom buty czyścić. Od jakiegoś czasu obserwuję z większą uwagą tamtejszą scenę i moja atencja rośnie. Chyba nie zaryzykuję wiele, jeśli stwierdzę, że w tej chwili to Kanada posiada najciekawszą scenę spoza Starego Kontynentu. A jeśli już Kanada, to oczywiście Quebec, w którym zespołów więcej, niż pedofilów w kościele katolickim. No i w końcu jeśli już Kanada, jeśli już Quebec, to musi być Akitsa. W przyszłym roku stuknie im dwadzieścia lat od debiutu, co postanowili uczcić już teraz, wydając doskonały album „Credo”.

środa, 14 listopada 2018

Diabelski kociołek.


Nie tak dawno temu, w nie tak bardzo odległej krainie, siedział sobie w swej ciemnej jamie diabeł. Był młody, pełen zapału i miał tylko jeden cel – zdeprawować cały Świat. Noc była ciemna, nawet księżyc bał się pokazać, huczał wiatr a powietrze cięło chłodem. Diabeł siedział w swej kryjówce a przed nim stał sporej wielkości kocioł z bulgoczącą zawartością. Za pomocą wielkiej metalowej łyżki mieszał w nim niestrudzenie, raz w prawo, raz w lewo, co pewien czas dorzucając nowych składników, co tylko wzniecało erupcje zawartości. Mieszał tak i mieszał, z tajemniczym uśmieszkiem na swej przebiegłej twarzy, aż wreszcie po wielu godzinach, był pewien. Mikstura gotowa, czas iść i częstować nią ludzkość.

wtorek, 13 listopada 2018

"Do Diabła z nami!" - rozmowa z Cyprianem, wokalistą In Twilight's Embrace.


Poznański Metal Śmierci zawitał do nas znienacka, nocą łączącą październik z listopadem. Nie było w tym przypadku, bo nowy materiał In Twilight’s Embrace to ścieżka dźwiękowa ceremonii umierania i wszystkiego co z tym związane. Jako, że jest to wydawnictwo z kilku powodów wyjątkowe a ja sam jestem oddanym fanem zespołu nie mogłem przejść obok tego faktu obojętnie i poza zagłębieniem się w muzykę postanowiłem zadać kilka pytań osobie odpowiedzialnej za głos „Lawy” i jej przesłanie. Przed Wami rozmowa z Cyprianem, charyzmatycznym piosenkarzem, który kocha rocka i mocniejsze granie. 


poniedziałek, 12 listopada 2018

Dejmos czyli trwoga.


Doświadczenie oraz historia uczy nas, że jest kilka rzeczy, które nigdy się nie zmienią. Piszę „nigdy”, choć przecież nigdy nic nie wiadomo, w każdym razie, w przypadku tych spraw jest ogromne prawdopodobieństwo, że pozostaną takimi, jakimi są. Na przykład wielka miłość Palestyńczyków do Izraela, czy natężenie kretynów w polskiej polityce. No i fakt, że kiedy szwedzka kapela bierze się za death metal, jest bardzo duża szansa, że tego nie spartoli. Nawet kiedy nie gra w typowy dla przedstawicieli tamtejszej sceny sposób. A jeśli ten zespół to Vanhelgd, szanse rosną bardzo mocno.

niedziela, 11 listopada 2018

Mariaż ciemności z czernią.


Dzisiaj black metal to pojęcie bardzo szerokie. Zaczynając od klasyków, poprzez pierwsze eksperymenty oraz falę skomercjalizowanego plastiku, po współczesnych eksperymentatorów, którzy bardzo lubią przed używać „post”. Są też oczywiście ci, którzy wiele nie zmieniają, co najwyżej ewoluują, nie wzbudzając kontrowersji idą swoją drogą i tych chyba wciąż jest najwięcej. Wszystkie wyżej wymienione okresy czy też trendy nie ominęły kolebki drugiej fali gatunku, czyli Norwegii. Kraju, który po latach posuchy i oddaniu palmy pierwszeństwa, wraca do łask rogatego co chwilę wypluwając ciekawe propozycje muzyczne. Jedną z nich jest tegoroczny album Mare, który pokazuje nowe oblicze tego zasłużonego kolektywu. 

piątek, 9 listopada 2018

"Kochamy pieski i kotki", czyli zwierzenia mizantropów z Mazowsza.

Misanthropic Rage. Enigmatyczny duet z Mazowsza, który w dorobku ma już dwa albumy. Oba wyszły pod sztandarem Godz Ov War Productions i oba wzbudziły spore zainteresowanie, bo panowie grają nieszablonowo, mieszając w swej twórczości różne style. "I.N.R.I.", druga płyta zespołu, ukazała się w marcu i w moim podsumowaniu roku będzie wysoko (jeśli ktoś jeszcze nie zna, polecam posłuchać - tu moja recenzja). Ponieważ panowie to nie tylko utalentowani muzycy ale także gawędziarze i świetni koledzy, postanowiłem zadać im kilka głupich pytań. Zapraszam do lektury. 

czwartek, 8 listopada 2018

Skacząc po wnętrznościach.


Rakowiak – nowotwór wywodzący się z jelitowych komórek neuroendokrynnych. Rakowiak jest nowotworem hormonalnie czynnym, co oznacza, iż wydziela aktywnie hormony. Wywodzi się z komórek wewnątrzwydzielniczych, znajdujących się w przewodzie pokarmowym oraz poza nim, w innych narządach wywodzących się z pierwotnej cewy jelitowej (prajelita): wyspach trzustki, płucach, rdzeniu nadnercza, tarczycy (komórki C), grasicy, podwzgórzu i przysadce. Obecnie coraz częstsze jest węższe ujęcie, według którego do rakowiaków zalicza się wyłącznie guzy wywodzące się ze środkowej części prajelita i wytwarzające serotoninę.

środa, 7 listopada 2018

To jest bardzo dobre.


Bałem się tej płyty. Powody ku temu były dwa. Po pierwsze, mierzi mnie już ten dzisiejszy trend i pęd do mocowania się na coraz dziwniejsze tytuły, teksty i nazwy. Całe to nachalne słowotwórstwo, które toczy rodzimy black metal już z kilometra zalatuje sileniem się na pseudo oryginalność, która niestety przeradza się w kiepski kabaret. A po publikacji premierowego numeru o co najmniej zastanawiającym tytule („Istne gówno duszą cuchnie”) miałem prawo się obawiać, że będzie to kolejny zespół podążający tą drogą. Po drugie, nie mam ufności do projektów złożonych z gwiazd (oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji), bo często nazwiska są dużo większe od zawartości albumu i niestety bazują tylko na tym pierwszym. Na szczęście Totenmesse okazało się być ponad oba te powody.

poniedziałek, 5 listopada 2018

Lwy szczurom na pożarcie.


Pogarda. Niektórzy twierdzą, że nie jest to uczucie godne pochwały. Znajdą się i tacy, co stwierdzą coś dokładnie odwrotnego, bo dla nich pogarda jest czymś codziennym. Wszystko w dużej mierze zależy od naszych przekonań, punktu widzenia i osobistych doświadczeń. I jest oczywiście bardzo relatywne w ocenie. Black metal nie powstał jednak po to, by sławić miłość do wszystkiego co żyje, nieść kaganek pokoju czy żywić afrykańskie sieroty, stąd pogardę odnajdziemy w nim często. Pogardę dla religii, jej wyznawców, fałszywych proroków, głupoty i wszystkiego, co może ograniczać wolność jednostki do samostanowienia. Bo black metal to też wyraz buntu. Amerykanie (teoretycznie, ale o tym później) z Prezir wiedzą o tym dobrze, w końcu tak nazwali swój zespół.

niedziela, 4 listopada 2018

Szaleństwo Józefa K.


Dobry death metal jest jak narkotyk. Czasami wchodzi za mocno i powoduje nieodwracalne zniszczenia. Niestety, często są to zniszczenia nie tylko w organizmie biorącego, bo to jeszcze pal licho – w końcu sam sobie na to zapracował. Gorzej, gdy cierpią z tego powodu niewinne istoty, które najczęściej po prostu znalazły się w złym miejscu, w złym czasie. Są to sytuacje, których nie da się przewidzieć, no bo kto by pomyślał, że statecznemu Józefowi spod szóstki nagle coś odbije i zacznie biegać po mieszkaniu z siekierą? A tak właśnie było w przypadku pana Józefa K. (teraz już tylko tak można o nim pisać). Niestety a może na szczęście, nie wszyscy wiedzą, że narkotyki nie miały z tym nic wspólnego.

piątek, 2 listopada 2018

Debiut roku.


Lubię takie niespodzianki. Bardzo lubię. Szczerze mówiąc, w tym roku powoli traciłem już nadzieję, że mnie takowa spotka. W poprzednich latach były to ciosy piękne i sprawiły mi masę radości, wypełniły muzycznie wiele godzin ale ich największym smakiem było to kompletnie nieoczekiwane pojawienie się. Bałem się, że w 2018 roku już tego uczucia nie doświadczę a jednak. I jest ono tym większe, że tegoroczne objawienie wydaje mi się być mocniejszym od tych z lat poprzednich, bo jego sprawcy dosłownie wyskoczyli znikąd. Kiedy pojawił się ich materiał, samego zespołu nie było nawet na Metal Archives. Teraz już są a ich płyta to dla mnie debiut roku i zarazem jeden z najlepszych tegorocznych materiałów.

środa, 31 października 2018

"Śniadanie jest najważniejsze!" - rozmowa z Krzysztofem Słyżem.


Krzysztof Słyż. Wydawca, fan, księgowy, mąż i ojciec. Człowiek, który w metalowym światku rozsławił Klepacze oraz wypromował kilka bardzo ciekawych zespołów. Przeciętnemu Kowalskiemu znany jako właściciel Arachnophobia Records. Nie bojący się polemiki, podstarzałych fanów Sodom i sprowadzenia do domu kotów, gdy ma się już psy. Krzysiek odpowiedział na kilka tendencyjnych i nudnych pytań, czego zapis możecie przeczytać poniżej. Zapraszam.

poniedziałek, 29 października 2018

Daeva niszczy świat.

Szwajcarzy skupieni w Helvetic Underground Committee rozkręcili się na dobre i tworzą w tej chwili jeden z ciekawszych kolektywów muzycznych na europejskiej scenie. Na pewno jeden z oryginalniejszych, czego dowodem są choćby dwa niesamowicie enigmatyczne i ekstremalne twory: Dakhma i Lykhaeon. O tym drugim miałem okazję pisać w sierpniu, przy okazji premiery materiału „Ominous Eradication of Anguished Souls”. Dakhma też gościła już na łamach bloga, wtedy jednak nie przyjąłem jej ze zrozumieniem (dlaczego – wyjaśniam tu). Od tamtej pory sporo się zmieniło, sama Dakhma także. Właśnie wypuścili nowy krążek i pomimo mojej wcześniejszej niechęci, postanowiłem poświęcić mu trochę czasu. 

niedziela, 28 października 2018

Na nieludzkim odludziu.


Ludzie dzielą się na tych, co wierzą w przypadki i zbiegi okoliczności oraz na tych co nie wierzą. Ja nie mam jakiegoś wyrobionego zdania, powiedzmy, że jestem gdzieś w połowie. Bo niby na wiele rzeczy mamy wpływ ale nie na wszystkie przecież. Nie mam zamiaru filozofować, bo byście zasnęli, po prostu ostatnio trafiło mi się coś, co mogę uznać za szczęśliwy zbieg okoliczności. Skończyłem właśnie oglądać dwa sezony australijskiego serialu „Wolf Creek” i zaraz potem, w ramach nadrabiania zaległości, poznałem się bliżej z albumem pochodzącym z tego samego kraju. Teoretycznie nic wielkiego, bo cóż to niby miałoby mieć wspólnego? Może i nic, ale ta muzyka w niejednej scenie „Wolf Creek” sprawdziłaby się wyśmienicie.

piątek, 26 października 2018

Rozwijając skrzydła.


Szwedzki black metal ma się dobrze o ile nie lepiej. Ten rok przyniósł już nowe albumy takich potęg jak Marduk (Victoria), Funeral Mist (Hekatomb) czy Craft (White Noise and Black Metal). Zaplecze ekstraklasy (choć to oczywiście subiektywne) też nie śpi, czego najlepszym dowodem jest nowy album zespołu Gra. Pewnie bym go przegapił, ale kolega raczył przypomnieć, za co jestem wdzięczny, bo „Vasen”, który ukazał się pod koniec kwietnia, to kawał solidnej roboty. Ten album to jak promocja do najwyższej ligi, na którą Gra zasłużyła, pracując ciężko nie od wczoraj. 

środa, 24 października 2018

Słoweńskie sentymenty.


Muzyka zdążyła mnie już zagonić do wielu ciekawych miejsc. Jednym z nich była Słowenia, którą odwiedziłem prawie dziewięć lat temu. Wybraliśmy się z kolegami na koncert Dream Theater, który odbywał się w stolicy tego niewielkiego kraju, Lublanie. Zakochałem się w tym mieście natychmiastowo, oczarowało mnie, momentami czułem się jak w bajce. Bardzo, ale to bardzo chciałbym tam jeszcze kiedyś pojechać, zobaczyć stare miasto, zielone smoki i zamek na wzgórzu. Dziś wracam do Słowenii za sprawą zespołu, który co prawda pochodzi z północnej części kraju, ale dla mnie jest jak zapalnik, który przywołuje wspomnienia. 

poniedziałek, 22 października 2018

Księżyc znowu w pełni.


Nie wiem jak dobrze pamiętacie lata dziewięćdziesiąte w polskim black metalu. Ja kojarzę je całkiem nieźle, z kilku powodów. To wtedy zaczynałem przygodę z tą muzyką, to wtedy działo się najwięcej i ukazywały się ikoniczne dla sceny wydawnictwa. To w latach dziewięćdziesiątych doszło do głośnego konfliktu południa z północą, gdzie po jednej stronie barykady stał Nergal, po drugiej Darken. A za nimi wielu innych. Na południu scena była bardzo aktywna, szczególnie ta skupiona na Śląsku, od Opola przez Świdnicę po Wrocław. Veles, Fullmoon, Infernum, Graveland, wcześniej niezapomniany Xantotol (choć to oczywiście nie Śląsk), czyli w skrócie rzecz ujmując The Temple of Fullmoon. Dziś, za sprawą enigmatycznego projektu Najwyższy, tamte czasy powróciły.

niedziela, 21 października 2018

Wykopki w Belgii.

Jesienne wieczory sprzyjają black metalowi, spacerom oraz odkrywaniu. Jesienią zawsze mam do tego ostatniego więcej energii. Aż się prosi by usiąść wygodnie, najlepiej z jakimś dobrym trunkiem, co w moim przypadku oznacza herbatę i przeczesywać internetowe katakumby w poszukiwaniu muzyki nieznanej, czekającej na odkrycie. A jest jej cała masa, nie zawsze jednak wysokiej jakości. To jednak nie powstrzyma człowieka, który to po prostu uwielbia i kiedy znajdzie coś wartościowego, cieszy się jak dziecko. Ostatnio znalazłem, przez zupełny przypadek, EP belgijskiego Cultor Noctis. Jak się chwilę później okazało, wsiąkłem na resztę wieczoru.