czwartek, 23 listopada 2017

W starym stylu.

Wyciągam z szafy starą koszulkę Bathory. Mocno sprany kozioł wciąż jednak ma w sobie to złowieszcze spojrzenie. Nie wiem, czy się w nią zmieszczę, bo lata płyną nieubłaganie i brzucha przybyło. Z dna ostatniej szuflady wygrzebuję wytarte, skórzane spodnie, pamiętające lepsze czasy. Pewnie nie będę potrzebował paska (o ile cudem się w nie zmieszczę), ale i tak rozglądam się za skórzanym pasem nabijanym ćwiekami, który odziedziczyłem po starszym bracie. Jest! Jeszcze tylko ramoneska ozdobiona naszywkami legend, niezniszczalne glany i mogę zaczynać. Mam wszystko co potrzebne do spędzenia najbliższych dwudziestu pięciu minut. Podchodzę do wieży, wciskam play i odpalam najnowszą płytę Butchery.






Najnowszą i w zasadzie jedyną, bo panowie z Łodzi nie bawiąc się w żadne dema ani EPki, zadebiutowali od razu długograjem. To co prawda lekkie nadużycie, bo płyta trwa dwadzieścia pięć minut, ale zawiera aż dziewięć utworów. Jak łatwo się domyślić, nie są to długie, progresywne kompozycje, urzekające nas rozległymi krajobrazami muzycznymi. „Rites of Unholy Might” to najprościej rzecz ujmując solidny bucior w mordę. Od pierwszego do ostatniego dźwięku uczestniczymy w piekielnej jeździe pełnej rock’n’rolla i klasyki black/thrash. Zgadza się tu wszystko, od imidżu, przez teksty po muzykę. Nie ma tu kompletnie niczego odkrywczego, niczego nowatorskiego, niczego zaskakującego. Wszystko świetnie znamy i już po dziesięciu sekundach pierwszego utworu zdajemy sobie sprawę, że nic nas tu nie zaskoczy. Tylko co z tego, skoro jest to naprawdę fajnie zagrane? Butchery nie sili się na dodawanie czegokolwiek od siebie a jeśli nawet panowie mieli taki zamiar to nie wyszło. Ale powtórzę się – co z tego? Nie sądzę by mieli aspiracje zostania twórcami nowego nurtu w metalu, podejrzewam, że chcą po prostu kopać tyłki, pić piwo i opiewać piekło. I to jak najbardziej im wychodzi. Materiał jest spójny, zwarty, chwytliwy i przelatuje szybciej niż sobotni obiad po wieczornej imprezie. Jestem pewien, że na żywo sprawdza się jeszcze lepiej, nawet jeśli nie macie na sobie starej koszulki Bathory i wytartych gaci. Poszlibyście w tango nawet wpadając na koncert w garniaku, prosto z biura. Bo nie wyobrażam sobie stania pod ścianą i kulturalnej wymiany zdań typu: "- O, basista jest naprawdę dobry! - Fakt, ale zwróć uwagę na technikę gry perkusisty!" Nie, bo po prostu to zbyt energiczna muzyka, poza tym, w tego typu graniu jest wiele ważniejszych rzeczy od techniki (nie żeby chłopakom jej brakowało). I Butchery świetnie je wszystkie łączy i eksponuje. Ogień, zniszczenie, piwsko, szatan i piekło! Hails!

Ocena: 8/10


Butchery - „Rites of Unholy Might”. Under The Tyrant's Banner Productions, 2017 rok, numer katalogowy UTTB CD005.







"Rites of Unholy Might" na Discogs nie ma. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz