poniedziałek, 13 listopada 2017

O wyższości sałatki greckiej nad francuskim winem.

Daleko mi do kulinarnego smakosza czy też znawcy. Dla mnie kuchnia mogłaby się kończyć na schabowym, mielonym i roladach śląskich oraz rosole i ogórkowej. Do tego jakiś kompocik, prosta klasyczna surówka i załatwione. Jest oczywiście kilka potraw z dalekich krajów, które lubię, ale gdybym nigdy ich nie spróbował, nic wielkiego by się nie stało. Dziś będzie o takich właśnie płytach – jednej lepszej, będącej miłym zaskoczeniem, drugiej gorszej, która okazała się być rozczarowaniem. Nic wielkiego by się w każdym razie nie stało, gdybym żadnej z nich nie usłyszał.


Sałatka grecka




Nie do końca wiem jakie składniki ma w sobie sałatka grecka, bo jak już pisałem wolę klasyczną surówkę. Wiem jednak, że każda tego typu rzecz powinna być drobno posiekana, bo w przeciwnym wypadku można zapchać zlew. Grecki Necrovorous tnie równo. W tym roku wydali drugi pełny album i jest on dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Nie znałem tego zespołu wcześniej, ale dzięki byciu członkiem grupy silnie uzależnionych kolekcjonerów płyt, dane mi było zobaczyć zdjęcie ich najnowszego dzieła. Zainteresowała mnie ciekawa okładka, postanowiłem więc sprawdzić co się pod nią kryje. I był to bardzo dobry ruch. Surówka na bok, mizerii nie będzie. Jest za to konkretny, soczysty death metal, ze sporymi wpływami holenderskimi, co najbardziej daje się odczuć poprzez wokale i ciężar gitar. Można też spojrzeć w stronę szwedzkiego stołu, bo Grecy najwyraźniej lubią tamtejsze specjały, jednak nie do przesady. Wszystko to wrzucili do tej swojej wielkiej antycznej wazy i doprawili regionalnymi specjałami oraz potężną dawką gruzu. Wymieszali i o to jest – prawdziwie udany album, nie będący niczym odkrywczym ani wystrzałowym, ale potrafiącym skupić uwagę słuchacza i nie nudzącym. Polecam.

Ocena: 8/10



Francuskie wino




Podobno wino im starsze tym lepsze. Podobno Francuzi są specjalistami jeśli chodzi o ten trunek. Ja nie jestem wielkim znawcą win, stanowczo wolę piwo czy naszą krajową wodę mineralną. No ale słucham mądrzejszych a oni tak właśnie mówią – wino dojrzewa z wiekiem. W przypadku francuskiego Skelethal, coś poszło nie tak. Może to kwestia winnicy, tfu, piwnicy, może zbyt długo leżakowali panowie na riwierze, nie wiem. Fakty są takie, że kiedy pozostawali na etapie demówek, wszystko było lepsze. Ciężar, atmosfera, moc i same kompozycje. Wszystko to gdzieś przepadło z momentem wydania debiutu długogrającego - „Of The Depths...”. Płyta teoretycznie ma wszystko co trzeba, bo jest dość zróżnicowana, jest moc i energia, jednak patrząc przez pryzmat ostatniego demo, spodziewałem się dużo więcej. Krążek zwyczajnie nudzi w pewnym momencie, możliwe, że po prostu jest za długi. Sprawiedliwie muszę zaznaczyć, że to na pewno album solidny, jednak w tych czasach solidny to stanowczo za mało. Naprawdę szkoda, bo byłem wręcz pewien, że Francuzi rozwalą tym albumem system. Niestety, w moim odczuciu nie zniszczyli nawet jego fundamentów. 

Ocena: 7/10

I tak oto wyszło na to, że wolę sałatkę od alkoholu. Świat się kończy. 


Necrovorous - "Plains Of Decay". Dark Descent Records, 2017 rok, numer katalogowy DDR185CD.


Skelethal - "Of The Depths...". Hells Headbangers Records, 2017 rok, numer katalogowy HELLS207.









"Plains Of Decay" na Discogs:

"Of The Depths..." na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz