poniedziałek, 2 października 2017

Skumring.

I


Lato chyliło się ku końcowi. Chłodne wiatry od północy coraz częściej wdzierały się do niewielkiej chaty, zagubionej pośród lasów i wzgórz. Słońce, które jeszcze niedawno tak cieszyło Kjetila, już tylko z rzadka dawało poczucie prawdziwego ciepła. Z jednej strony cieszył się na nadchodzącą jesień, bo wreszcie wróci ojciec, z drugiej strony żal mu było letnich eskapad, trwających nie raz i cały dzień. Właśnie, ojciec. Nie było go już od pierwszych wiosennych roztopów, gdy to wraz z towarzyszami wyruszyli na jedną z wielu swoich wypraw. Kjetil bardzo chciał płynąć z ojcem, wszak liczył sobie już czternaście wiosen i był młodzieńcem jak na swój wiek postawnym i wyrośniętym, jednak doświadczony Kjell odmówił. To miała być wyprawa inna niż wszystkie, gdzieś bardzo daleko i ojciec bał się o syna. Obiecał jednak, że na następną na pewno popłyną razem. I to Kjetila niesamowicie podniecało. Może więc dobrze, że idzie jesień, bo po niej zima i już zaraz będzie można wypływać. 


II

Na razie jednak pomagał matce w gospodarstwie i polował. Uwielbiał to robić. Traktował to jako swoistą grę ze zwierzyną. Kto okaże się sprytniejszy? Kto kogo ubiegnie? Dobrze radził sobie z łukiem i najczęściej to on wychodził z tych pojedynków zwycięsko. Ojciec dobrze go do tej roli przygotował. Dawało mu to też pretekst by wyrwać się z domu, uciec od szarej i nudnej codzienności w dzicz, którą tak bardzo lubił. Tego dnia wyruszył jak zwykle o świcie, uzbrojony w łuk i długi nóż, z zamiarem upolowania co najmniej jednego dzika a kto wie, może trafi się coś więcej? Wiatr smagał siarczyście, otulił się więc mocno szalem, który zrobiła matka i dziarsko maszerował na wschód. Wiedział, że tam lubią ryć dziki. Las zaczynał już mienić się rdzawymi i złotymi kolorami, zalegające na ziemi liście nie sprzyjały cichemu marszowi. Kjetil nie martwił się tym jednak, gdyż wiedział, że prędzej czy później natknie się na jakiegoś dzika bądź jelenia. Tak było zawsze, czemu tym razem miało być inaczej? Szedł i szedł jednak w lesie było cicho i jakby pusto. Coś, lub ktoś, spłoszył zwierzęta? Dziwne, bo wiedział, że jest już w ulubionym miejscu okolicznych dzików. Nic to, poczekam, pomyślał. Przysiadł pod drzewem, posilił się kawałkiem suszonego mięsa i zaczął rozmyślać o przyszłorocznej wyprawie. Jakie kraje zobaczy? Ile zdobędą bogactw? Czy wróci cały i zdrowy? Gdy tak podróżował w myślach przywołując opowieści ojca, jego wzrok padł na niedaleki głaz. Coś dziwnego na nim leżało. I krwawiło. Poszedł ostrożnie i dostrzegł, że to duży czarny kruk. Obejrzał go dokładnie i stwierdził, że nie żyje. Najdziwniejsze było to, że nie zauważył żadnej rany a mimo to ptak krwawił. Nieprzerwanie i obficie. Krew spływała po gładkim głazie i wsiąkała w ziemię. Kjetil nie miał pojęcia jak to możliwe. Był zaintrygowany ale postanowił nic matce nie mówić, bo jeszcze zakaże mu chodzić na polowania. Opowie ojcu, kiedy ten wreszcie wróci. Zapamiętał dobrze każdy szczegół tego miejsca i samego ptaka i ruszył jeszcze głębiej w las. 

Tego dnia wrócił do domu gdy słońce już chyliło się ku ziemi i cienie stawały się długie. Udało mu się upolować dzika, którego po oprawieniu dociągnął do domu na prowizorycznych saniach. Mieli co jeść na dłuższy czas.


III


Kolejny dzień przywitał Kjetila delikatnym ciepłem nieśmiałego słońca. Ostatnie letnie promienie. Nadchodziła zima i trzeba się było do niej przygotować, zrobić zapasy. Po śniadaniu ruszył więc znowu w las, tym razem jednak na północ. Lubił tam wędrować, bo idąc wystarczająco długo można się było natknąć na stare kurhany. Nikt nie wiedział jak długo tam są, zawsze jednak były zadbane i nienaruszone. Jakby jakaś moc nad nimi czuwała. Kjetil chciał właśnie do nich dotrzeć, bo to miejsce go w jakiś dziwny sposób przyciągało. Polowaniem zajmie się w drodze powrotnej. Matka nie musi wiedzieć. Wciąż miał w głowie widok tego dziwnego martwego kruka, krwawiącego choć nie posiadającego ran. Kjetil, syn Kjella miał swój rozum i powszechnie uważano go za bystrego chłopaka, ale tej zagadki nie potrafił rozwiązać. Ojciec pomoże. On przecież wie dużo więcej. Gdy słońce stało już wysoko, dotarł wreszcie do niewielkiej doliny, która była jego celem. Tam, pośród drzew i głazów stały kurhany. Dokładnie sześć, wysokich jak on, pagórków, nie będących dziełem natury. Wokół panowała cisza i spokój i Kjetil znowu poczuł lekki dreszczyk emocji. Jak za każdym razem, gdy tu docierał. Wszedł jednak odważnie pomiędzy prastare groby i przystanął. Miał wrażenie, że ktoś go obserwuje, ale tak było za każdym razem. Na wszelki wypadek więc, pokłonił się oddając cześć zmarłym, kimkolwiek byli. I tak jak zawsze, ruszył na obchód. Wszystko było tak jak ostatnio, żaden kurhan nie był naruszony, na żadnym nic nie wyrosło, były doskonale zachowane. Pomiędzy trzecim a czwartym stanął jak wryty. Tuż przed nim, na ziemi, leżał martwy wilk. Duży, szary, miejscami wręcz czarny. Wyglądał na martwego ale Kjetil nie był pewien. Wilk krwawił obficie. Jego krew wsiąkała w ziemię. Miał otwarte, niewidzące oczy, nie wydawał żadnego dźwięku. Serce zabiło młodzieńcowi szybciej ale odważył się dotknąć wilka kijem. Nic, zero reakcji. Uspokoił emocje i obejrzał go dokładnie. Wilk nie miał w ciele żadnej rany, pomimo to krwawił. Nieprzerwanie. Zdumiony Kjetil pomyślał od razu o wczorajszym kruku i zrozumiał, że to nie był przypadek. Zadumał się na chwilę próbując połączyć ze sobą te dwa zdarzenia w jakiś logiczny wniosek ale niczego sensownego nie wymyślił. Teraz to już na pewno opowie ojcu! Ale matce ani słowa, bo na pewno zabroni mu opuszczać dom. Postanowił, że następnego dnia, jeśli pogoda pozwoli, odwiedzi miejsce, w którym znalazł kruka i sprawdzi czy on tam jeszcze jest. To samo zrobi z wilkiem, pewnie za dwa dni. 

Do domu dotarł o zmierzchu, ciągnąc za sobą niewielkiego jelenia. Matka będzie szczęśliwa a on pewnie tak prędko nie zaśnie – ma w końcu o czym rozmyślać. 


IV


Obudziło go wołanie matki. Potrzebowała pomocy przy rąbaniu drewna. Niechętnie zwlókł się więc z posłania i wyszedł na mglisty poranek, okraszony delikatną mżawką. Gdy już robota została zrobiona, posilił się i jak co dzień wyruszył na łowy. Kierował się na wschód, by sprawdzić czy martwy kruk wciąż leży na głazie, na którym go znalazł. Pamiętał drogę i trafił bez problemu. Kruka jednak nie było a głaz nie nosił żadnych śladów krwi. Może deszcz ją zmył, pomyślał. Obszedł cały głaz ale nie został nawet ślad po dziwnym ptaku, także w ściółce i trawie. Spojrzał w niebo i postanowił, że ma jeszcze dość czasu, by ruszyć w kierunku kurhanów i sprawdzić co z wilkiem. Gdy tak wędrował i jego głowę zaprzątały myśli o ostatnich znaleziskach, rozpogodziło się i zrobiło się cieplej. Wlało to w jego serce trochę otuchy i radości. Koniecznie musi porozmawiać z ojcem! Mijając dużą polanę miał wrażenie, że w oddali widzi sylwetkę siwego starca, zmierzającego na zachód. Nie był pewien, zawołał, ale odpowiedziała mu cisza. Starzec wspierał się chyba na kiju i miał psa przy nodze. Ale niczego nie mógł być pewien, bo były to tylko sekundy. Stary szybko zniknął a na zawołanie nie odpowiedział, Kjetil więc szybko o nim zapomniał. Szedł dalej. Wreszcie, gdy słońce zaczynało już końcowy etap swej codziennej wędrówki, dotarł do kurhanów. Cisza, spokój, pustka. Nie było też martwego wilka ani żadnego śladu po nim. Tak jak w przypadku kruka. Pokręcił się jeszcze chwilę między kurhanami, oddał pokłon zmarłym i ruszył w drogę powrotną do domu. Miał o czym rozmyślać i tak go to zajęło, że nawet przez myśl mu nie przeszło by cokolwiek upolować. 

Tego wieczoru wrócił do domu z pustymi rękami. 


V


Dwa kolejne dni minęły szybko i pracowicie. Matka zarządziła prace w gospodarstwie i przy drobnych remontach domu. Kjetil miał pełne ręce roboty, na szczęście pogoda sprzyjała i nawet uszczelnianie dachu nie było niczym nieprzyjemnym. Był dumny, że może zadbać nie tylko o pożywienie ale także o schronienie dla swojej rodziny. Czuł się pełnoprawnym zastępcą ojca i wiedział, że cokolwiek by się nie stało, dadzą sobie z matką radę. Ona też z dumą patrzyła na swego syna, jednak wypatrywała już powrotu Kjella. Długo nie wracał i zaczynała się w duchu niepokoić. Odganiała te myśli codziennymi zajęciami, ale na jej serce padł cień niepokoju. 


VI


Kjetila obudziło walenie do drzwi. Nie było to pukanie, nie było to nawet uderzanie pięścią. To było walenie czymś mocnym i twardym. W pierwszej chwili poczuł strach, ale szybko się opanował. Matki nigdzie nie było, podszedł więc do drzwi i otworzył je, bo miał wrażenie, że za chwilę wylecą z zawiasów. Zdumiony stwierdził, że nikogo tam nie ma. Wyszedł przed dom i zdołał jeszcze zauważyć oddalającego się na zachód i niknącego w lesie starca, wspartego na kiju. Tym razem nie zauważył żadnego psa. Chciał za nim pobiec ale w tym momencie zauważył nadchodzącą od wschodu matkę. Była na grzybach. Nie chciał jej straszyć, zataił więc przed nią wizytę starca. Zrozumiał jednak, że starzec przyszedł jeśli nie po niego, to po to, by go zachęcić do wędrówki. Na zachód. Do położonej pomiędzy fiordami największej okolicznej osadzie. Stamtąd wypłynął jego ojciec i tam miał powrócić. Może czegoś się o nim dowie? Może w tej sprawie przybył starzec? Musi się dowiedzieć. Ruszy jutro, bladym świtem. 


VII


Jak postanowił, tak zrobił. Poprosił o zgodę matkę, która początkowo kategorycznie zabroniła mu tak dalekiej wędrówki, wreszcie jednak przekonał ją argumentem dotyczącym wieści o wyprawie ojca. Zaopatrzyła go nawet w prowiant, bo był to prawie cały dzień marszu. Kjetil był bardzo podekscytowany i wręcz rwał się do drogi. Nie pospał wiele, bo podniecenie nie pozwalało. Gdy więc świt zaczął swe panowanie, był już gotowy do wymarszu. Pogoda sprzyjała. Było chłodno, ale zapowiadał się ładny jesienny dzień. Ruszył śmiało przed siebie i szybko zniknął w lesie. Matka odprowadziła go wzrokiem a w jej sercu zrodził się jeszcze większy lęk. 

Kjetil szedł raźnie i bez najmniejszych obaw. Znał drogę, dzień budził się do życia zalewając słońcem korony drzew a jego serce przepełniając otuchą i radością. Towarzyszył mu śpiew ptaków, zaczął więc sam pogwizdywać. Piękny jesienny dzień, ekscytująca wyprawa i sporo myśli kłębiących się w głowie młodzieńca. Wielka nadzieja na jakieś wieści o ojcu. Już cieszył się na myśl powrotu do domu i pocieszenia matki, że ojcu nic się złego nie stało. Widział przecież, że się martwi, że stara się to ukryć, ale jej nie wychodzi. Znał ją za dobrze. Gdy słońce było już wysoko, zatrzymał się pod sporym dębem, posilił i odpoczął chwilę. Przed nim jeszcze kawał drogi, musiał oszczędzać siły. Zaczęła go ogarniać senność, wstał więc szybko i ruszył dalej. Las był tu gęsty, mieszany i pełen kolorów. Wiedział, że niedługo dotrze na sporą polanę, na której od zawsze stały ustawione w krąg kamienne głazy. Nawet jego ojciec nie wiedział, jak długo tam były. A przecież ojciec wiedział wszystko! Musiały być więc bardzo stare. Po chwili dostrzegł już prześwit polany i po kilku chwilach minął najbliższy głaz. Był duży, sięgał mu do klatki piersiowej, tak jak pozostałe. Gładkie i nie porośnięte mchem, jakby stały tu od wczoraj. Wszedł śmiało pomiędzy nie i ruszył w kierunku środka polany chcąc ją przeciąć. Nagle zatrzymał się i stanął jak wryty. W samym środku kręgu leżał zakrwawiony starzec, obok niego wilk i kruk. Zwierzęta też krwawiły. Cała trójka była martwa, co stwierdził bardzo szybko. Nie znalazł jednak żadnych ran, tak jak we wcześniejszych przypadkach. Choć wcześniej nie miał okazji przyjrzeć się starcowi, był pewien, że to ten sam. Czuł to. I poczuł też ogromny smutek, strach i przygnębienie. Uczucia te pojawiły się nagle i jakby poza jego wolą. Przyszły same i nie chciały odejść. Szybko ruszył dalej, bo postanowił kontynuować wyprawę. Musiał z kimś porozmawiać! I gdy tak szedł na zachód, strach kroczył z nim ramię w ramię. 


VIII


Pierwsze zabudowania portowej osady zobaczył o zmierzchu. W jednej z tych chat mieszkała siostra matki i tam miał się zatrzymać. Jej mąż popłynął razem z ojcem i Kjetil miał nadzieję, że już tu czegoś się dowie. Bez trudu odszukał znajomy dom i zapukał. Raz i drugi ale nikt nie odpowiadał. Czyżby ciotki nie było? Pchnął drzwi i wszedł do środka. Dom był pusty. Znalazł jednak pożywienie i wodę. Był zmęczony i choć miał w sobie coraz więcej lęku i pragnienia odpowiedzi na masę pytań, musiał się przespać. Usnął szybko, snem niespokojnym ale głębokim. 


IX


Obudził się późno, słońce już było nad ziemią a powietrze było chłodne i od wody niósł się lekki wiatr. Spożył naprędce śniadanie i wyszedł pomiędzy chaty. Zmierzał do głównego placu osady, gdzie znajdował się dom miejscowego Jarla, w którym to liczył na zdobycie jakichś wieści o ojcu. Mijał po drodze wielu ludzi, niektórzy byli mu znajomi, jednak wszyscy oni wydawali się być czymś przygnębieni. Nie poznawał tego miejsca. Zawsze było tu gwarno i wesoło, tętniło życie, teraz jednak cała okolica wyglądała jakby ktoś odjął jej kolorów a ludziom odebrano radość życia. Strach i niepokój w jego sercu jeszcze urósł. Wiedział, iż nie grozi mu żadne fizyczne niebezpieczeństwo, ale zarazem czuł, że nadchodzi dużo większa krzywda. Nie potrafił jej jednak nazwać, choć czaiła się wszędzie, w każdym zakamarku, w każdym mijanym człowieku. Wreszcie dotarł do głównego placu, na którym było niesłychanie pusto. Zawsze gdy tu bywał, trudno było się przecisnąć, teraz jednak był tu tylko on, jakiś dziwny obcy o jasnej cerze ubrany w długi brązowy strój i kilku mężczyzn przed domem Jarla. Ten obcy stał przed dziwną budowlą, wzniesioną najwyraźniej w pośpiechu, bo niechlujstwo budowniczych dostrzegłby nawet jednooki staruszek. Była to budowla, którą Kjetil widział pierwszy raz w życiu. Drewniana, nieduża, z niewielką wieżyczką na przedzie a na jej szczycie z dwóch desek zbity był krzyż, z jednym ramieniem dłuższym od innych. Syn Kjella nie miał pojęcia co to takiego, podszedł więc do grupki mężczyzn stojących pod domostwem Jarla i spytał pierwszego z nich:
- Cóż to takiego?
Tamten spojrzał na młodzika dziwnym, mglistym wzrokiem, zadumał się i z żalem w głosie odpowiedział:
- Zmierzch Bogów, chłopcze.


X


Kilkaset lat później, inny Kjetil, syn Kjella, urodzony w Sveio, kilkadziesiąt kilometrów od tamtej, zapomnianej już osady, wziął do ręki gitarę i postanowił, że pamięć o dawnych czasach nie zginie. W tej chwili znany jest bardziej jako Grutle Kjellson.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz