czwartek, 26 października 2017

Powrót emisariuszy.

Dobrze widzieć, że moje rodzinne Tychy nie śpią. Powstały co prawda jako „miasto-sypialnia”, ale termin ten już dawno nie jest aktualny, poza tym, nie odnosił się raczej do muzyki. Kto zechce, ten sprawdzi i sobie poczyta. W każdym razie w tej sypialni powstało sporo ciekawych zespołów, kilka z nich jest wciąż aktywnych, o niektórych pamiętają już tylko nieliczni. Ostatnio nowy materiał wypuścił Odour of death (o nich tutaj), mamy także przebojowy Gallower no i piekielną hordę Devil’s Emissary. Pisałem już o nich wcześniej (tutaj), w jednym tekście skupiając się na dwóch pierwszych wydawnictwach. Wspomniałem także o nadchodzącym trzecim, które dane mi było w tamtym czasie poznać w wersji surowej. Teraz mam już w rękach CD i o nim poniżej słów kilka.


Nie mam pojęcia czy ta fota jest wciąż aktualna, ale i tak
nic na niej nie widać.


„Demiurge Asceticism” to EPka, trwająca dziewiętnaście minut i zawierająca trzy nowe kompozycje. Przynosi także nowe oblicze zespołu, bo Emisariusze opuścili zaklęty krąg piekielnie piwnicznego black metalu i wskoczyli w brutalny wir ziejący death metalową zagładą. Nowy materiał, tak jak poprzednie, tchnie – wręcz zionie – bluźnierstwem, ale na tym podobieństwa się kończą. Oczywiście panowie nie porzucili całkowicie blackowych wpływów i patentów. Są tu nadal wyraźnie odczuwalne, momentami można powiedzieć, że dominują, ale tylko momentami. „Demiurge Asceticism” stawia na brutalność w swej wymowie. To potężny cios, z mulistą sekcją i gęstymi aranżacjami. To death metalowy growl wzmocniony bezlitosną perkusją, która owszem, czasami zwalnia, ale tylko po to by dodać materiałowi głębi średniowiecznej krypty. Nie ma na tym materiale już tak piwnicznego klimatu, jest raczej potężna dawka złości i gniewu. Niektóre patenty przywodzą na myśl klasyków death metalowego rzemiosła, ale nie ma w tym niczego złego. Devil’s Emissary tym materiałem zapewne nie chcieli odkrywać Ameryki, więc jej nie odkryli. Postawili na rzeczy sprawdzone, na wrzucenie słuchacza w otchłań bez dna, wypełnioną gęstym żrącym powietrzem, takim, że duchota wręcz oblepia. I to się udało. Słucham tych dziewiętnastu minut i zastanawiam się, co byłoby gdyby ten materiał był dłuższy. Bo nie jest on ani przebojowy, ani porywający, jest za to bardzo spójny. Może w formie pełniaka nie sprawdziłby się tak dobrze? Nie ma co gdybać, bo otrzymaliśmy EPkę a jej samej jako takiej słucha się naprawdę dobrze. Jest brud, cios, bluźnierstwo i ciężar. Nudy nie stwierdzono, słodkich melodyjek o miłości też nie. Nie jest to wydawnictwo do wspólnej rodzinnej kolacji, czyli zasadniczo wszystko się zgadza. 

Nie wypada nie wspomnieć o bardzo ładnym i starannym wydaniu płyty. Third Eye Temple do stachanowców wydawniczych nie należy, ale jak już coś wypuści, to na wysokim poziomie. 

Ocena: 8/10

Devil’s Emissary - „Demiurge Asceticism”. Third Eye Temple, 2017 rok, numer katalogowy TEMPLEXX. 








"Demiurge Asceticism" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz