poniedziałek, 23 października 2017

Kult wiecznie żywy, czyli Heaven and Hell.

Dayal Patterson zrobił w ostatnich latach sporą karierę pisarską za sprawą swoich książek o black metalu. Urodził się już z tego swego rodzaju biznes, no ale taki przywilej autora, że może spijać śmietankę. I nawet pomimo tego, że jego pozycje wybitne nie są, to fakt osamotnienia w poruszanej materii, gwarantuje mu spore grono czytelników. Jednym z nich jestem ja, choć podchodzę bardzo ostrożnie, szczególnie po lekturze pierwszej wydanej w naszym kraju książki Pattersona - „Black Metal Ewolucja Kultu” (o niej tutaj). Niedawno jednak pojawiła się kolejna a ponieważ lubię czytać i lubię też trochę black metal, to postanowiłem się zaopatrzyć.


„Black Metal – Kult wiecznie żywy. Tom 1.” to pozycja znacząco odbiegająca objętością od poprzedniczki, co możecie zaobserwować na zdjęciu poniżej. Według samego autora ma być ona uzupełnieniem Ewolucji Kultu i w pewnym sensie tak jest (wreszcie jest Satyricon). Trochę myląca jest informacja na okładce, mówiąca o ekskluzywnych wywiadach, przez co niektórzy mogą myśleć, że książka ma właśnie formę wywiadu. Na szczęście nie ma. Są tu wypowiedzi muzyków wtrącone w tekst Pattersona. Mnie to cieszy, bo wolę taką formę, jednak sam autor nie zawsze płynnie potrafi połączyć ze sobą wszystkie wątki i sensownie wypełnić papier pomiędzy kolejnymi wypowiedziami muzyków. Szczególnie zabawnie to wygląda po przeczytaniu informacji z pierwszej strony, gdzie autor dziękuje sam sobie za „hipnotyzującą sztukę pisania”. Pomijam już absolutną megalomanię bo żal się nad tym pochylać, chodzi o to, że hipnotyzmu w tej książce tyle, co w ostatnim numerze Gościa Niedzielnego. Dwieście sześćdziesiąt dwie strony czytałem naprawdę długo i wierzcie mi – nie z powodu braku czasu. Po prostu nie bardzo chciało mi się wracać do tego dzieła, szczególnie jego ostatnich rozdziałów.


Różnica w objętości obu pozycji


Właśnie, tematyka. Jest trochę ciekawych tematów bo dostajemy wreszcie wspomniany już Satyricon, Manes czy Kampfar. Bardzo przyjemnie zaskoczył mnie rozdział o Theodorze Kittelsenie, choć tu zbyt mało uzasadnień samych muzyków, dlaczego właśnie ten a nie inny artysta. Na plus należy także zaliczyć rozdział traktujący o Wardrunie. Druga część książki to Polska. Tu Patterson startuje od ogromnego byka, pisząc o pierwszej płycie Kat - „Heaven and Hell” (widać to na zdjęciu poniżej). To tak zwany błąd rzeczowy, panie Dayal, jeden stopień w dół. Sam dobór zespołów do „części polskiej” też może wzbudzić kilka pytań, aczkolwiek pozwala bliżej zapoznać się z enigmatycznym Evilfeast, co uważam za plus. Xantotol i Arkona oczywiście nie powodują podniesionych brwi w książce takiej jak ta, jednak już sam Mastiphal został tu chyba trochę przeceniony. Kończymy „nasz rozdział” na Mgle i Kriegsmaschine, czyli całkiem dobrze. Potem niestety następuje część trzecia, czyli tak zwany depresyjny black metal (DSBM), gdzie poza Bethlehem nie znalazłem nic ciekawego i doczytałem do końca tylko i wyłącznie z przyzwoitości. 

Przekładu podjął się ten sam człowiek co w przypadku poprzedniej pozycji. No i tam poszło mu trochę lepiej, choć sama robota edytorska zła nie jest. 

Podsumowując – można mieć ale na pewno nie trzeba. Cena nie jest wysoka, jednak można zamiast tej książki kupić jakąś ciekawą płytę a książkę pożyczyć. Podobno ma być w diecezjalnych bibliotekach. 


Dayal Patterson - „Black Metal – Kult wiecznie żywy. Tom 1”. Wydawnictwo Kagra, 2017 rok.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz