poniedziałek, 16 października 2017

Historia Samona.

Po raz drugi w tym roku jest mi dane pisać o nowym materiale Saltus. Pierwszy raz miał miejsce w maju, gdy Bithorn podesłał mi EPkę „Opowieści z przeszłości” (o niej tutaj). Teraz jest październik a ja mam w rękach pełnowymiarowe wydawnictwo zatytułowane „Jam jest Samon!”. Co się zmieniło? Szczerze mówiąc niewiele i prawda jest taka, że w trzech czwartych mógłbym tu wkleić to samo, co pisałem w maju. Oba te materiały traktuję jako jeden rozdział w historii zespołu i to nie tylko dlatego, że dzieli je kilka miesięcy.





Saltus po raz kolejny zabiera nas w przeszłość. Tym razem całą płytę poświęcił Samonowi, założycielowi pierwszego państwa Słowian. Historia to ciekawa i warto ją poznać, z tego względu wyrazy uznania dla chłopaków, że podchwycili taki temat. Niestety, po raz kolejny cała warstwa tekstowa jest autorstwa Wojnara, a to oznacza iż lyriki są proste i dosłowne, momentami zbyt podniosłe, momentami infantylne, generalnie średnie. Naprawdę, można to wszystko opisać w ciekawszy i bardziej kunsztowny sposób. Ja rozumiem, że tak Wojnar jak i członkowie Saltus są pełni zapału i idei, ale nie można tym tylko tłumaczyć pójścia na łatwiznę. Z tekstami nierozerwalnie wiąże się wokal i tu znowu mam pewne zastrzeżenia. Choć przyzwyczaiłem się do barwy głosu wokalisty i jego maniery, choć wreszcie pojąłem jaki cel przyświecał zespołowi, to nadal nie mogę pogodzić się z tym, że zbyt często muzyka sobie a wokal sobie. Ja rozumiem, że chodzi o osiągnięcie efektu bojowości, zagrzania do walki itd., ale czy to musi oznaczać krzyczenie wtedy kiedy się ma na to ochotę? Nie. Dobrze byłoby zgrać linie wokalne z pozostałymi instrumentami a niestety czasami tego brak. Choć, co muszę podkreślić, w tej kwestii i tak jest lepiej niż na materiale z maja. Dość narzekania – teraz o tym co naprawdę dobre. Czyli o muzyce. Saltus pokazał to już na „Opowieściach z przeszłości” i na szczęście pod tym kątem nic się nie zmieniło, a nawet jest lepiej. Nadal uderza w nas wściekły black/death metal, na naprawdę bardzo przyzwoitym poziomie. Kurde, gdyby panowie serio pomyśleli o modyfikacji linii wokalnych, to byłby naprawdę świetny album. Nie znam zbyt wielu kapel poruszających się w takiej tematyce i stosujących taką a nie inną stylistykę muzyczną. To po prostu jest mocne metalowe uderzenie a nie jakieś pitolenie na gałązkach i flecikach. Za ten element duże brawa. 

„Jam jest Samon!” to album, który będzie wzbudzał tylko skrajne emocje – albo go polubicie, albo wyłączycie po pierwszym numerze. Trzeba się oswoić z tekstami i liniami wokalnymi a to, co rozumiem, może się niektórym nie udać. Ja cieszę się, że Saltus jest aktywny i robi swoje, nie zwracając uwagi na to co się mówi. Taką postawę szanuję.

Ocena: 7/10

Saltus - „Jam jest Samon!”. Battle Hymn Production, 2017 rok, numer katalogowy Hymn 003.








"Jam jest Samon!" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz