środa, 18 października 2017

Australijski cios.

Australia jest daleko, to prawda. Ale tylko na mapie bo przecież to nie dziewiętnasty wiek i wielotygodniowa podróż żaglowcem. Mamy erę internetu i samolotów odrzutowych, więc teoretycznie blisko nam do Sydney czy Perth. Teoretycznie. Biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, że świat muzyczny jest jeszcze bardziej zbliżony i skomasowany od tego rzeczywistego, australijska muzyka powinna być prawie na wyciągnięcie ręki. Prawie. Bo weźmy na przykład taki Denouncement Pyre i ich ostatni, wydany w 2016 roku, album. Dotarł do mnie stanowczo za późno, bo jakieś dwa miesiące temu. Gdyby pojawił się w roku swego wydania, bez wątpienia byłby na podium zeszłorocznego podsumowania. 







Ten gorący i niebezpieczny (masę jadowitych paskudztw) kontynent nie przestaje mnie zaskakiwać w kwestii muzyki ekstremalnej. Kiedyś, dawno temu, było to dla mnie tylko AC/DC. Wiele jednak wody upłynęło od tamtego czasu we wszystkich rzekach Świata i w tej chwili nazwa „Australia” działa na mnie jak szynka na Reksia. Kiedy tylko wynajdę jakiś zespół i widzę, że jest z Australii obowiązkowo sprawdzam co grają i najczęściej zaraz potem gorączkowo szukam ich krążków w necie. Tak było z Denouncement Pyre, którego wcześniej nie znałem. Greg wrzucił ich do swego distro, sprawdziłem i już po dwudziestu sekundach wiedziałem, że muszę ten album mieć. No i mam. Tylko, cholerka, czemu tak późno? Swoją drogą teraz poluję na poprzednie wydawnictwa, więc jak ktoś ma i chce sprzedać, to proszę o info. „Black Sun Unbound” to album wybitny. W zasadzie mógłbym tu skończyć o nim pisać, bo to słowo najlepiej oddaje jego zawartość. Dziesięć utworów, czterdzieści dziewięć minut muzycznej uczty. Nie podejmuję się jasnego określenia stylu w jakim ten album jest utrzymany, bo mamy tu masę gatunków zmieszanych z sobą. Jest i black i death i heavy i thrash, jak w wielkim kotle z najwspanialszą wieloskładnikową zupą jaką jedliście. Bardzo gorącą zupą, jak na Australię przystało. Perfekcyjnie wymieszane składniki, doprawione perfekcyjnym brzmieniem i świetną produkcją – idealną wręcz dla tego typu muzyki. Denouncement Pyre porusza się w tej mieszance bardzo swobodnie, słychać, że ci panowie inspiracje mają bardzo szerokie a i warsztat bogaty. Na tej płycie dzieje się więcej niż w czterdziestu odcinkach „Gry o Tron” czy jakiegokolwiek serialu, który lubicie. Riffy, melodie, agresja, ogień, chwila spokoju, melodie, riffy, genialny wokal, który wyśmienicie współgra z muzyką (co nie zawsze jest takie oczywiste), no i emocje, emocje i jeszcze raz emocje! Prawda jest taka, że ja tu sobie mogę pisać, wymyślać najpiękniejsze słowa i epitety, mogę nawet napisać poemat na cześć tego albumu, tylko to wszystko i tak nie odda klimatu i bogactwa tego krążka. Tego po prostu trzeba posłuchać. Absolutny cios. Zniszczenie i podniosłość. Melodia i agresja. Piękno i emocje. Denouncement Pyre. 

Denouncement Pyre - „Black Sun Unbound”. Hells Headbangers Records, 2016 rok, numer katalogowy HELLS170.






"Black Sun Unbound" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz