niedziela, 3 września 2017

Łyso mi.

Po pierwsze dlatego, że po raz kolejny przekonałem się, jak wiele zespołów wciąż czeka na to, bym je odkrył. Po raz kolejny przekonałem się, że moja wiedza o metalu jest mała, choć tyle już lat w nim siedzę. Po drugie dlatego, że znowu zaskoczyła mnie Szwecja, tym razem w sposób bardziej szwedzki, a ja myślałem, że już niewiele w tym kierunku można zrobić. Nie mam na myśli samego zaskoczenia, a zaskoczenie klasyczną Szwecją. Myliłem się, można. Najlepszym dowodem na to jest najnowszy album Mordbrand - „Wilt”.


Tym panom też łyso


Czasami czuję się tak, że aż ciśnie się na usta - „o metalu nie wiem nic”. Pewnie byłaby to gruba przesada, ale i ziarenko prawdy w tych słowach znajdziecie. Za każdym razem, gdy jakiś zespół, którego nie znałem zaskakuje mnie i okazuje się, że panowie nie grają od wczoraj, to czuję się głupio. Z drugiej strony – kto to wszystko ogarnie? Na szczęście na fejsbuku jest kilka pomocnych grup. I tak trafiłem na Mordbrand. Szwedów z krwi i kości, grających od 2006 roku. W tej chwili jestem na etapie tegorocznego „Wilt”, ale braki trzeba będzie uzupełnić. Szwecja, to bez dwóch zdań najbardziej kreatywna kraina na polu death metalu (obok oczywiście Stanów). W tym roku zabili mnie już Ensnared (o nich tutaj), kompletnie nie szwedzkim albumem, teraz cieszę ucho Szwecją znaną i kochaną, choć po ewolucji. Nie ma sensu zagłębiać się w historię, bo wszyscy wiemy, co znaczy pojęcie „szwedzki death metal” i jakie albumy go reprezentują będąc pomnikami gatunku. W każdym razie, bierzemy je wszystkie, wrzucamy do wirówki, dodajemy więcej mocy w brzmieniu i otrzymujemy „Wilt”. To tak w skrócie. Bo tak naprawdę Mordbrand swój tegoroczny album opiera na szwedzkiej szkole mocno, ale nie jest jej niewolnikiem. Bez dwóch zdań gra melodyjnie i chwytliwie, gitary brzmią jak w starych Unleashed, kompozycje są też charakterystyczne dla północnej krainy. Jednak mamy tu coś co wyróżnia ten album – moc i gęstość brzmienia. To ono powoduje, że nie od razu łapiemy się na tym, że to szwedzki album. To wychodzi później. I jak już wyjdzie, nie pojawia się wcale konstatacja w stylu – bleee, znowu to samo (no bo w końcu ile można tej Szwecji słuchać? Skoro już nawet nie tylko Szwecja gra po szwedzku). Nie pojawia się, bo to po prostu nie jest do końca to samo. Poza tym, słucha się tego albumu z prawdziwą przyjemnością. Jest zwarty, skondensowany, bez dłużyzn. Buja, kręci i zaprasza do zabawy. A ostatni numer to ciekawe zaskoczenie, bo jest bardziej black metalowy i to w stylu norweskiego black metalu z najlepszych lat, choć jest tam też element typowy dla Unleashed. Bardzo dobry kawałek, ciekawa mieszanka i wyśmienite zakończenie bardzo solidnego albumu. 

Ocena: 8/10


Mordbrand - „Wilt”. Carnal Records, 2017 rok, numer katalogowy CR029.








"Wilt" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz