poniedziałek, 18 września 2017

Cytadela Poenari.

Kiedy słyszę nazwę „Słowacja”, pierwsze co przychodzi mi na myśl to Złoty Bażant, ichniejsze chyba najbardziej znane piwo. Po chwili mam jeszcze w myślach obraz Słowackich Tatr i Martina Skrtela (co fajne nie jest, bo straszny z niego brzydal), byłego już obrońcę Liverpoolu. Mogą się jeszcze pojawić jakieś obrazy Bratysławy, widziane gdzieś w sieci, bo osobiście nie byłem. Ostatnią rzeczą, która przyszłaby mi do głowy, byłby black metal. Od pewnego, niedługiego czasu, wiem, że powinno być zupełnie inaczej. Pierwszym zespołem, który odkryłem był Krolok i to właśnie o jego najnowszym albumie jest ten tekst.


Pewnie zapytacie – a gdzie Malokarpatan, spałeś chłopie przez ostatnie lata? Nie, nie spałem, ale fakt – Malokarpatan powinien się był pojawić w moim odtwarzaczu dużo wcześniej, biorąc pod uwagę jaki szum zrobił ich debiutancki album. To jednak Krolok był na scenie wcześniej i cieszę się, że odkrywanie sceny naszych południowych sąsiadów zacząłem poniekąd chronologicznie. Poniekąd, bo choć sam zespół jest starszy i ma bogatszy dorobek, to Malokarpatan swój debiutancki album wydał wcześniej. Personalnie Krolok to w zasadzie Malokarpatan, albo może na odwrót, ze względu na chronologię zdarzeń. Twórcą całej płyty (poza jednym tekstem) jest jednak jeden człowiek, ukrywający się pod inicjałami HV. Dwóch pozostałych panów, grających również w Malokarpatan, tylko go wspomaga. Strasznie to wszystko skomplikowane, albo inaczej – ja strasznie zawile to wszystko opisuję, bo po prostu Krolok to dziecko HV „z niewielką pomocą przyjaciół” a wszyscy oni grają także w Malokarpatan.






„Flying Above Ancient Ruins” to pięć utworów dających równe trzydzieści pięć minut muzyki. Ta ostatnia to krótko mówiąc klasyczny black metal z lekkimi naleciałościami tak zwanego „black metalu symfonicznego”. Nie jest to jednak nic wygładzonego ani plastikowego. Czuć tu ducha starego dobrego muzycznego podziemia. Na największą uwagę zasługuje klimat samego wydawnictwa, ponieważ kompozytorsko czy aranżacyjnie nie jest to żadna nowość. Klawisze nadają wspaniałej głębi a wokal (kojarzący się trochę z Attilą z czasów De Mysteriis...) sporej dawki grozy i mroku. Świetnie koresponduje to z tekstami i okładką. Tytułowy utwór opowiada o ruinach Cytadeli Poenari, które znajdują się niedaleko Gór Fogarskich w Rumunii. Przez jakiś czas właścicielem tej twierdzy był Wład Palownik, czyli popularny Dracula. Mam wrażenie, że właśnie te ruiny są na okładce albumu. Kolejne utwory nie odbiegają daleko od tematyki przeszłości, wampirów i nieśmiertelności. Wszystko to razem tworzy ciekawą całość, do posłuchania i poczytania a także pogrzebania w internecie. Ja właśnie tak uczyniłem co i Wam polecam. 

Niech nikt jednak nie sugeruje się personalnymi powiązaniami Krolok z Malokarpatan. Muzycznie to dwa różne Światy. Ja osobiście bardziej skłaniam się ku temu z „Flying Above Ancient Ruins”, choć oczywiście Malokarpatan i ich „Stridzie Dni” to także świetny album. Niedługo premiera drugiego długograja i jestem pewien, że warto czekać. 

Ocena: 8/10


Krolok - „Flying Above Ancient Ruins”. Hexencave Productions, 2017 rok, numer katalogowy hex012.







"Flying Above Ancient Ruins" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz