poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Zderzenie gatunków pośród fiordów.

Słuchając tego albumu, mam wrażenie, że czerpanie z przeszłości muzycznej swego kraju i regionu jest dla Norwegów tak naturalne, jak oddychanie. Słuchając tego albumu, po raz kolejny uświadamiam sobie jak wielkie tradycje drzemią pośród fiordów a co ważniejsze – przetrwały i są w sposób wspaniały używane jako budulec dla całkiem przecież nowoczesnych albumów. Bo Skuggsja, to obok twórczości Wardruny (pisałem o niej tu), Enslaved, Isengard, Storm czy kilku innych, album nowoczesny. Jego korzenie są jednak głęboko zakopane pod wzgórzami północy, pod morskimi falami i wśród krętych fiordów. 


Einar i Ivar


Skuggsja to inicjatywa dwóch znamienitości norweskiej muzyki – Ivara Bjornsona z Enslaved i Einara Selvika z Wardruny. I szczerze mówiąc, gdybym miał sobie wyobrazić miks tych dwóch zespołów, brzmiałby właśnie tak (jasne, teraz po odsłuchu to jestem mądry :)). To połączenie idzie głębiej, gdyż w rolach drugoplanowych wystąpił tu Grutle Kjellson (zdziera gardło) z Enslaved. Pojawiła się też Linda Fey-Hella z Wardruny (wokale) oraz jeden z muzyków koncertowych tej formacji. Nie pozostaje to wszystko bez wpływu na muzykę, co jest jak najbardziej naturalne. Wardrunę słychać tu od pierwszych minut bardzo wyraźnie, ale już trzeci utwór (dzieło wspaniałe!) to przejęcie pałeczki przez Enslaved. I tak jest na całym, godzinnym albumie. Raz Wardruna, raz Enslaved, raz obie formacje wspólnie. Znajdziemy tu także masę innych smaczków, nie można tego albumu sprowadzać tylko i wyłącznie do: wrzućmy do wirówki Enslaved (ten nowszy) i Wardrunę a dostaniemy Skuggsję. Byłoby to niesprawiedliwe uproszczenie, bo ta płyta, powstała ze zderzenia dwóch gatunków i stworzona przez wyśmienitych muzyków, oferuje nam całą paletę doznań, tak fizycznych jak i duchowych. Generalnie te drugie są tutaj z mojego punktu widzenia dużo ważniejsze, bo muzyka sama w sobie broni się doskonale. Ale grając tak a nie inaczej, by kogoś porwać, trzeba tej muzyce nadać duchowość i przesłanie. I to udało się wspaniale. Wciąga, porywa i pozostawia bardzo często w zadumie. Lubię po prostu usiąść i słuchać, zadumać się, zastanowić, dać się ponieść. To kolejny album, który powoduje we mnie wzmożoną chęć nauki norweskiego, na razie pozostaje mi mozolne tłumaczenie tekstów.






Jak zapewniają sami twórcy, Skuggsja to pomost pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Skuggsja to historia Norwegii, napisana na jednorazowy występ z okazji dwusetlecia norweskiej konstytucji. Jeśli dwóch facetów komponuje coś takiego na jedną okazję, to ja nie mam pytań. Czapki z głów. Oczywiście sam materiał spotkał się z tak entuzjastycznym przyjęciem, że został nagrany i wydany. I bardzo dobrze, więcej panowie, więcej. Tego można słuchać ciągle. I nie obraźcie się, ale wolę Skuggsję od Wardruny (choć bardzo lubię) i Enslaved (mam na myśli kilka ostatnich albumów). 

Perfekcja. Norwegio, graj mi tak dalej a któregoś dnia pójdę się nauczyć Twego pięknego języka. 








Skuggsja na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz