czwartek, 24 sierpnia 2017

Przez księżycowe wrota.

„Prowadź mnie, mroczna matko. Prowadź i bądź mi towarzyszem podróży. Poprzez otchłanie kosmosu, poprzez księżycowe wrota i gwiezdne szlaki. Prowadź mnie matko, cierpliwie, a do końca tej podróży będę posłuszny. Idźmy razem, zjednoczeni w ciemności, dumni jej majestatem. Naszym światłem będzie twa mądrość, naszym pokarmem twe słowa. Prowadź mnie, ku nieskończoności myśli i czeluściom rozumu, spowitym ciemnością. Idźmy razem, zjednoczeni. Bez strachu, z pewnością, kroczmy dumnie lecz z pokorą. Bo Ona nas obserwuje i to Ona pozwala nam iść. Ona jest naszym domem i ostatecznym schronieniem. Ona – Jej Wysokość Ciemność.”


Nie jest to co prawda najdłuższa muzyczna podróż, bo trwa niecałe dwadzieścia trzy minuty, jest jednak bardzo intensywna. To bardziej forsowny marsz niż spacerek w niedzielne popołudnie po wizycie w kościele. „Through Lunar Gateways” to przykład płyty pokazującej jak ważna bywa całość, nie tylko sama muzyka. Tu wszystko składa się na jeden ogromny hołd ciemności – teksty, oprawa graficzna, muzyka – czyli ogólny klimat wydawnictwa, jak to sobie na własne potrzeby określam. I dopiero tak właśnie odbierana, odczytywana jako całość, uderza z całą swoja mocą. Dociera w pełni i nie chce odejść. Warto poświęcić chwilę podczas odsłuchu i poczytać teksty, zapatrzeć się na chwilę w okładkę... Debiut Ars Magna Umbrae (jednoosobowy projekt z Polski) to, pomimo krótkiego czasu trwania, aż siedem utworów. Tylko pierwszy wzbudza we mnie mieszane uczucia, bo formę ma ni to pełnoprawnego kawałka, ni to intro. Pieron go wie, w każdym razie jest średnio udany. Potem jest już tylko dobrze lub bardzo dobrze. Wkraczamy na ścieżkę podróży w ciemność, ze wszystkimi jej namacalnymi aspektami. Jest zło, jest mrok, jest mistyczność i czerń. Jest klimat mrocznego obrzędu i wołanie o pomoc. Jest rozmowa z ciemnością i taniec wśród gwiazd. W tych dwudziestu trzech minutach udało się zawrzeć więcej skondensowanego mroku i mistyczności niż na niejednym długogrającym krążku. Sam black metal prezentowany przez Ars Magna Umbrae jest raczej prosty, zachrypnięty i podany w lekko surowy sposób, nie ma to jednak wiele wspólnego z klasyczną piwnicą. Tu jesteśmy raczej wysoko nad ziemią, tchnie to wszystko kosmiczną otchłanią i kompletnie odrealnionymi zaświatami. Dobrze, że nikt nie próbował tego na siłę wygładzać, bo pewnie otrzymalibyśmy jakiś żart typu Limbonic Art. A dostajemy rasowy black metal w nie do końca rasowej dla tego gatunku oprawie. Ale efekt jest świetny! No i te żeńskie wokale, wykonane przez niejaką Hekte Zaren. Wspaniale podkreślają mistycyzm tego krążka, dodają jeszcze większej aury tajemniczości i momentami są największym budowniczym klimatu. „Through Lunar Gateways” to bardzo udany debiut, niecierpliwie czekam na kolejny materiał, podejrzewam jednak, że prędko to nie nastąpi. Teraz w końcu czas na odbieranie pochwał, roczną trasę koncertową i pięć tysięcy koszulek w merchu. A, no i może jakiś wooden limited extra tape picture vinyl box? No dobra, zagalopowałem się, to przecież nie Batiuszka. I dobrze, szkoda tylko, że choć muzycznie Ars Magna Umbrae jest pierdyliard razy lepsza, usłyszy o niej 1/10 słuchaczy Batiuszki. Choć może to i dobrze. 

Ocena: 8/10


Ars Magna Umbrae - „Through Lunar Gateways”. Hellthrasher Productions, 2017 rok, numer katalogowy LVIII.








"Through Lunar Gateways" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz