czwartek, 10 sierpnia 2017

Piwniczny death metal.

Ofensywa amerykańskiego death metalu trwa w najlepsze (oczywiście wszyscy wiemy, że oni zawsze byli w tym temacie dobrzy). I nawet nie mam tu na myśli klasycznych wymiataczy typu Immolation, którzy oczywiście wydali wspaniały album w tym roku, a bardziej ten brudny, zatęchły, gęsty atmosferą i mrokiem death metal spod znaku Funebrarum czy Blood Incantation. Właśnie zachwycam się kolejnym takim albumem, który jednak nie pochodzi od nowicjuszy, co oznacza, że coś w przeszłości przegapiłem. Panowie swój zespół nazwali Triumvir Foul i fundują nam jeden z lepszych albumów tego roku. 


To ich drugi pełny album w dorobku. Istnieją co prawda tylko trzy lata, ale wydanie w tym okresie dwóch długogrających krążków świadczy o podejściu pełnym zaangażowania. Od razu wspomnę, że pierwszego nie słyszałem, a ten zakupiłem po odsłuchaniu w necie kilkudziesięciu sekund jednego z utworów. Po pierwsze, tak już mam, że tyle mi w zasadzie wystarcza, po drugie w zalewie nowości na więcej nie mam czasu no i po trzecie – to były bardzo dobre sekundy. Gdy już krążek wylądował w moich rękach i nacieszyłem oko kompletnie nieczytelnym logo i bardzo ciekawą okładką, przyszedł czas na premierowy odsłuch. Szybko znalazłem się w czarnej, dusznej, oblepionej pajęczynami piwnicy, w towarzystwie czystego zła i fizycznej obecności ciemnej siły. Ta płyta wręcz tchnie grozą i prymitywnym, nieokiełznanym złem. To jest death metal z rejonów podziemnego black metalu, nasączony smolistą substancją o ciężarze kilku ton. I ten ciężar w zasadzie decyduje o różnicach pomiędzy „Spiritual Bloodshed” a pierwszymi, totalnie garażowymi black metalowymi nagraniami. Tu nie ma żadnych kalkulacji, wszystko nastawione jest na spontaniczne wytworzenie grozy i przytłaczającej duszności, śmierdzącej wilgocią lochów. I to jak najbardziej się udało. To jedna z najbardziej black metalowych pozycji w death metalu jakie słyszałem. To płyta, która w bardzo dużym stopniu zaciera granice pomiędzy gatunkami, jednocześnie będąc pod względem muzycznym albumem zdecydowanie death metalowym. Jest to jednak death metal przedefiniowany, zrzucony do kompletnie ciemnej otchłani i nawet jeśli wcześniej ktoś kiedyś twierdził, że gra mroczny death metal, to słuchając „Spiritual Bloodshed” należy przyjąć, że tylko tak twierdził. Zrobił to w pełni Triumvir Foul w tym roku. Właściwie to może zrobił to już wcześniej, ale jak już pisałem to pierwszy materiał Amerykanów który słyszę. Zdecydowanie muszę nadrobić braki i poznać ich wcześniejszą twórczość. 

Death metal. Black metal. Czy to ważne? Klimat i atmosfera. To najważniejsze. 


Ocena: 9/10


Triumvir Foul - „Spiritual Bloodshed”. Invictus Productions, 2017 rok. Numer katalogowy IP111.







"Spiritual Bloodshed" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz