poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Muzyka lepsza od kebaba.

Sporo ludzi jeździ na wakacje do Turcji. Ja nie byłem i się nie wybieram, bo po prostu nie odczuwam takiej potrzeby. Jeszcze więcej ludzi zajada się kebabem, od którego stronię z przyczyn kilku. Wkurza mnie uczestnictwo tureckich klubów w europejskich pucharach, bo powiedzmy sobie szczerze – z Europą ten kraj wiele wspólnego nie ma, poza tym, że maleńki jego kawałek jest w jej granicach. Tym bardziej irytuję się, gdy słyszę, że oni chcą do Unii Europejskiej a przecież wszyscy wiemy, że to w dużej mierze naród o dzikich dla nas obyczajach, nie przestrzegający europejskich norm w wielu aspektach. I gdy tak sobie siedzę i słucham nowego krążka Persecutory, mam wrażenie, że wszystko tureckie, co mi potrzebne jest właśnie na nim. Włączając w to zdziczenie i brak jakichkolwiek norm.


  


Na szczęście metal nie zna granic i pisząc o „Towards The Ultimate Extinction” mogę sobie wszystkie moje uprzedzenia wsadzić do kieszeni. Głęboko. Bo przecież patrząc na tę płytę, zgadza się wszystko – i okładka, i teksty i pseudonimy muzyków. Informacja, że są z Turcji jest tu całkowicie drugoplanowa. A co najważniejsze – zgadza się sama muzyka. To pierwszy album Turków, wcześniej wydali EP, której nie znam. „Towards The Ultimate Extinction” to wściekła mieszanka black i death metalu, przygotowana na tyle dobrze, że trudno powiedzieć, co jest głównym składnikiem. Podstawowym wyznacznikiem tego albumu jest właśnie słowo „wściekłość”. Ona aż wylewa się z głośników i atakuje z namacalną siłą. Pomaga w tym bardzo dynamiczna produkcja uwydatniająca każdą sekundę złości. Nieco ponad czterdzieści minut muzyki zaczyna się bez pardonu – żadnych dupereli w stylu intro, od razu następuje szaleńczy dźwiękowy atak i tak już jest do końca. Wariacka gonitwa riffów i perkusji wzbogacona dzikimi wokalami w kilku tonacjach. Pomimo tego, iż Persecutory wali prosto w mordę, potrafi wytworzyć specyficzną aurę mroku i klimatu ciemności. Czasami wręcz słyszymy tu jakby desperackie wołania i krzyki pełne bólu. Nie ma to jednak nic wspólnego ze smutnymi melodiami czy nostalgicznym plumkaniem w struny. Nie, wściekłość i agresja dominuje i nadaje ton temu wydawnictwu ale to właśnie z niej rodzi się ten mroczny klimat czasami zahaczający o rozpacz i desperację. Nie jest to żaden wielki, odkrywczy materiał, nie wnosi on wiele nowego do gatunku, ale jeśli ktoś chce dostać mocny cios w brzuch i twarz, powinien po „Towards The Ultimate Extinction” sięgnąć. 

Ten album nie sprawi, że zacznę jeździć na wakacje do Turcji czy całkowicie zmienię menu i schabowego zastąpi kebab. Nadal będzie wkurzała mnie obecność tureckich klubów w europejskich pucharach i nie zmienię zdania odnośnie członkostwa tego państwa w Unii Europejskiej. Ale przecież nie o to chodzi i nie takie jego zadanie. Cieszę się, że powstał, że został wydany i że mogę go sobie od czasu do czasu posłuchać. Bo to po prostu kawał solidnej, metalowej roboty. 

Ocena: 7/10


Persecutory - „Towards The Ultimate Extinction”. Godz Ov War Productions, 2017 rok, numer katalogowy GOWP MCMXCIX.








"Towards The Ultimate Extinction" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz