czwartek, 13 lipca 2017

Utartym szlakiem.

Szwedzki Hermodr powrócił. Szybko, prawda? O ostatnim krążku autorstwa Rafna (pod szyldem Hermodr, bo w międzyczasie wydał też płytę Deadlife) pisałem w styczniu tego roku! I był to długograj, tak samo zresztą jak najnowszy, szósty album zatytułowany „Hadanfard”. Dzielny Szwed, tytan pracy i stachanowiec black metalu, zaprasza nas na kolejną wędrówkę, którą najlepiej odbyć w samotności. Tak jak wszystkie poprzednie. 


Są jednak pewne różnice. Hermodr znowu delikatnie zmienił swoje oblicze, tym razem na delikatniejsze właśnie. Poprzedni album, „Howling Mountains”, był dużo bardziej surowy w swej formie i trochę bardziej zróżnicowany. Na najnowszym krążku Rafn prowadzi nas dawno przez siebie wytyczonym szlakiem, bez nawet chwilowej nieznajomości terenu. Nie zbacza z drogi, nie kombinuje na skróty, nie przyspiesza. Nie robi w zasadzie nic, co mogłoby nas zaskoczyć czy zadziwić. Poza jednym, ale to już robił – poszerza swoje własne horyzonty aranżacyjne, co działa na plus. Nie robi tego w jakiś bardzo znaczący sposób, ale na pewno zauważalny. Mam wrażenie, że na tym albumie większą rolę odgrywają klawisze, wprowadzają też one swoimi melodiami więcej łagodności i klimatu niż dotychczas. W jednym z utworów pojawia się damski wokal, Rafn częściej używa też chórków. No i generalnie jest to album łagodniejszy od poprzedników, bardziej nastrojowy i melodyjny. Nie ma przyspieszeń (poza jednym utworem), jest za to sporo momentów „ku zadumie” i refleksji. To oczywiście żadna nowość, bo do tego już Hermodr przyzwyczaił – jednostajne tempo i niespieszne melodie – proste aczkolwiek ciekawe. Recepta od dawna jest taka sama, bo przecież się sprawdza. Każdy kolejny krążek Rafna jest ciekawy i dobrze, że potrafi różnicować na nich klimat i nastrój. Obserwuję jego twórczość od jakiegoś czasu i znam większość rzeczy, które nagrał i naprawdę, imponuje mi jego konsekwencja oraz stopniowe, niespieszne wprowadzanie nowych środków wyrazu czy form przekazu. Tym sposobem udaje mu się jak dotąd unikać zjadania własnego ogona, oczywiście taka forma rozwoju wymaga od słuchacza skupienia i uwagi, by te niuanse wyłapać. Na pierwszy rzut ucha płyty Hermodr mogłyby brzmieć tak samo a to przecież nie prawda. Zobaczymy co wykombinuje na następnej, podejrzewam, że przekonamy się jeszcze w tym roku. 

Gdzieś spotkałem się z opinią, że to jak dotąd najlepszy materiał Hermodr. Trudno mi się z tym zgodzić, bo jestem jednak zwolennikiem starszych rzeczy, ale podsumowując powiem krótko – trzyma poziom i nie zawodzi oczekiwań. Dla fanów tzw. „atmosferycznego black metalu” pozycja obowiązkowa. 

Ocena: 8/10


Hermodr - „Hadanfard”. Wolfspell Records, 2017 rok, numer katalogowy Spell 053.








"Hadanfard" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz