czwartek, 20 lipca 2017

Ubojnia w Milwaukee.

„Panie Mietku kochany, co pan wie o świniach? Ja to, proszę pana, byłem kiedyś u brata, wie pan, w tych stanach. On już tam dwadzieścia lat siedzi, coś tak będzie. W Milłoki czy jakoś tak. Duża mieścina, sąsiedzie, ale tam mają wie pan, ubojnię i hodowlę całą. Kolego złoty, co tam się wyprawia! Mówi mi, pojedziesz, zobaczysz, tam znajomi pracują, to nas wpuszczą. Nie to co na tej Twojej wsi, tu jest pełna mechanizacja! No i pan sobie panie Mietku wyobrazi, że faktycznie! Jak te świnie tam hodują, to na całego! Od małych tuczą systematycznie, wszystko wg planu. A potem, drogi sąsiedzie, na rzeź. Ale jaką rzeź! W pełni zautomatyzowaną i systematyczną. Aż mi się jedno porównanie na usta ciśnie, ale nie wypada. No tną je tam jak maniacy, jakby to ich wie pan, hobby było a nie robota. A jaki kwik, jaki pisk, jakie ryki i wrzaski! Nie to co u pana, że pan to siekierą świnię ubija, moment i po krzyku. U nich to wie pan, taśmowo i ten pisk jest ciągle! Mówię panu, panie Mietku, pan to o świniach nic nie wie!”


Ostatni widok biednej świnki


Mógłbym być tym biednym sąsiadem, bo o świniach nic nie wiem (z wyjątkiem spożywania ich), w Stanach nie byłem, tym bardziej w Milwaukee. Faktycznie jednak, są tam ludzie, którzy coś muszą wiedzieć o uboju świń, bo z jakiegoś powodu swój zespół nazwali Krew Świni. Przyjemnie, prawda? Oczywiście, jeśli wymyślasz sobie taką nazwę, nie nastawiasz się na granie romantycznych pierdół lub artystycznego rocka. No i Pig's Blood takich rzeczy nie gra. Panowie od uboju zajmują się ubojem. Może nie świń, ale co wrażliwszych uszu jak najbardziej. Wesoły kwartet ze stanu Wisconsin raczy nas na swoim debiutanckim albumie dziesięcioma kompozycjami utrzymanymi w stylu brutalnego, piwnicznego death metalu. Nie wiem jakie dźwięki dochodzą z rzeźni, bo nie byłem, ale mogę sobie wyobrazić, że nie odbiegają daleko od tego, co gra Pig's Blood. Nie jest to materiał dla każdego. Nie chcę też z drugiej strony popadać w przesadę, bo jak najbardziej ci, którzy pamiętają stare produkcje, będą zadowoleni. Pierwotność i brud tego materiału polegają właśnie na tym – tu największą robotę w odpychaniu słuchacza robi produkcja. Amerykanie nie silą się na popularny w tych czasach trend zagęszczenia atmosfery mrokiem. Oni klimat budują poprzez zezwierzęcenie dźwięków produkcją. Dużo dają opętańcze wokale w kilku odmianach, często występujące w tym samym momencie. Treści wykrzykiwane przez wokalistę są już jednak daleko od samych świń. Pig's Blood skupia się na sprawach poważniejszych, nie obawiajcie się więc jakiegoś grindowego cięcia, mordowania i chlapania litrów krwi. Nie jest to materiał, które chcielibyście wziąć na randkę z nowo poznaną dziewczyną, ale już na trzecią możecie – jak nie ucieknie, będzie z Wami do końca ;)

Nie wiem jak Greg wyszukuje te wszystkie chore kapele, wiem natomiast, że po raz kolejny udało mu się wydać coś ciekawego. Kto wie, może ma jakiś biznes w tym całym Milłoki i jakiś swój udział w tym uboju? Jeśli tak, to pewnie możemy liczyć na kolejny materiał wesołego kwartetu (zdjęcie udowadnia, że panowie są fachowcami od rzeźni) z Wisconsin w przyszłości. Swoją drogą, Greg – może kiedyś jakiś schabowy?

Ocena: 8/10

Pig's Blood - „Pig's Blood”. Godz Ov War Productions, 2017 rok.







"Pig's Blood" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz