sobota, 1 lipca 2017

Trzydziestopięcioletni kufel.

Piwko i metal. Metal i piwko. Połączenie perfekcyjne. Czy to na koncercie, czy w gronie znajomych, czy po prostu w domu. Są oczywiście gatunki metalu pasujące do piwa bardziej i te, które pasują zdecydowanie mniej. O ile słuchanie takiej dajmy na to Anathemy i spożywanie alkoholu może doprowadzić do samookaleczenia lub skoku z okna, o tyle wesoły thrash w wykonaniu na przykład Niemców z Tankard spowodować może jedynie świetną zabawę. Ci ostatni zresztą nigdy tego nie ukrywali, bo z dobrej zabawy i piwa stworzyli swój wizerunek i temat przewodni twórczości. W końcu Tankard to po prostu „kufel”. Trzydziestopięcioletni kufel, który niejeden gatunek złocistego trunku miał już w sobie. Niemcy mieli w swej długiej karierze momenty lepsze i gorsze, jednak z przewagą tych pierwszych. To tak jakby w sklepie z piwem, przez trzydzieści pięć lat, kupować tylko te ze średniej i wyższej półki.


Ważne by...

Ja poznałem ich w latach dziewięćdziesiątych za sprawą nieocenionego Dominika i kasety „Two-Faced”. Bardzo dobra płyta z niezapomnianym, poruszającym istotne kwestie numerem „Days of the gun”. To też w pewnym stopniu wyznacznik twórczości Tankard – utwory stricte imprezowe przeplatają się z numerami poruszającymi ważne kwestie społeczne bądź religijne. Nie inaczej jest na najnowszym, siedemnastym albumie zatytułowanym „One foot in the grave”. Pomimo niezbyt optymistycznego tytułu, Tankard funduje nam ogromną dawkę pozytywnej energii i zaprasza do zabawy. Muzycznie, bo tekstowo przeważnie jest bardzo poważnie. Znajdziemy tu i teksty traktujące o kościele, wierze, historii ale także całkiem dzisiejsze problemy społeczne Świata, jak choćby sytuacja w Syrii (doskonały „Syrian Nightmare”). Zabawy w tym wszystkim jakby mniej, choć oczywiście sama muzyka posępna nie jest. Tankard wciąż gra ten swój prosty, luźny i nie zważający na nic thrash metal, bez wielkiego zacięcia do zmian. W żadnym wypadku nie jest to nudne, bo doświadczenie muzyków pozwala na swobodne operowanie schematami i aranżacjami w zakresie gatunku. Niemcy nie szukają niczego na siłę, odpalają po prostu „Tankard mode” i dają się ponieść. I bardzo dobrze, bo słucha się tego z wielką przyjemnością. W tym co robią są całkowicie autentyczni.


...starzeć się z klasą!

A robią to już od trzydziestu pięciu lat. Czego nie omieszkali zauważyć, zamieszczając dość humorystyczną sesję zdjęciową we wkładce (polecam też tekst tytułowego utworu). Czas leci, człowiek się starzeje więc i poręczny wózeczek na piwo może się przydać. Grunt to umieć się śmiać z siebie i mieć dystans. Niemcom z Tankard chyba nigdy tego nie brakowało. Ale z drugiej strony – przecież od trzydziestu pięciu lat żyją piwkiem i metalem, a to przecież perfekcyjne połączenie. 

Ocena: 8/10

Byłbym zapomniał, po ostatnim numerze nie wyłączajcie od razu sprzętu ;)

Tankard - "One foot in the grave". Nuclear Blast, 2017 rok, numer katalogowy 27361 39482.





"One foot in the grave" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz