poniedziałek, 3 lipca 2017

Powrót Białego Boga.


Tak miał się nazywać ten album, jednak presja poprawności politycznej spowodowała, że Vikernes tytuł zmienił. To nic, że było to w prostej linii odniesienie do mitologii, czasy są jakie są i wyraz „biały” w połączeniu ze słowem „bóg” jest dla niektórych nie do przełknięcia. W jakimś stopniu byłby to też tytuł symboliczny, nawet jeśli trochę naciągany. Varg nigdy bogiem nie był, aczkolwiek to faktycznie jego powrót i nie da się ukryć, że był i jest jedną z najważniejszych postaci sceny metalowej. 




Kontrowersyjną dla jednych, kultową dla drugich, czyli do boskości mu blisko. Ja zaliczam się do tych drugich i dla mnie Burzum to projekt wspaniały i kultowy. Oczywiście nie do końca zgadzam się ze wszystkim co mówi Varg, bo wiele głupot padło z jego ust, ale w niektórych sprawach ma dużo racji. Oczywiście nie każda jego płyta jest dla mnie dobra, bo te klawiszowe zbywam milczeniem, ale rozumiem czemu je nagrał. Więzienie to więzienie, a tworzyć trzeba. 

Burzum, czyli Vikernes, wyszedł z tego więzienia i w 2010 roku ukazała się płyta „Belus”. To bardzo udany powrót. Od pierwszych sekund nie ma wątpliwości, że to Burzum. Szybko nasuwają się skojarzenia z „Filosofem” i „Det Som Engang Var”. Jest transowo, monotonnie ale ciekawie. I to brzmienie, coś nie do podrobienia. „Belus” jest długi, ale nie nudzi. Prowadzi nas ku rejonom spokoju i swoistej medytacji a kiedy zagłębimy się w teksty, nabiera głębszego znaczenia. Varg nigdy nie był wirtuozem i nawet nie silił się na bycie takowym i ten album tego nie zmienia. Jest to jednak jego siła. Ten facet potrafi z prostych riffów, powtarzanych w kółko, z prymitywizmu, wyciągnąć tak dużo jak nikt. W jakiś niesamowity sposób potrafi słuchacza zahipnotyzować, wprowadzić w trans, zafascynować tą prostotą. Jest w tym mistrzem, można rzec, że bogiem. Białym bogiem, bo to Norweg. Powrót Białego Boga byłby wspaniałym tytułem dla tej płyty. 

Od momentu opuszczenia więzienia, Varg nagrał kilka albumów w tempie iście stachanowskim. Nie będę oceniał czy to dobrze, czy źle, bo nie taka moja rola. Powiem tylko, że „Belus” jest najlepszy z nich wszystkich. Poza tym, lubię tego faceta. W końcu Black Metal Ist Krieg. 


Burzum - "Belus". Byelobog Productions, 2010 rok, numer katalogowy BYE001CDS.







"Belus" na Discogs:

2 komentarze:

  1. Przy czym sporo riffów z Belusa to adaptacje chociażby klawiszowych riffów z Dauði Baldrs więc można powiedzieć, że Varg ulepszył to co kilkanaście lat wcześniej lepsze być nie mogło, a wydane zostało by nie zgubić zamysłu.

    OdpowiedzUsuń