piątek, 7 lipca 2017

Ekstrema ekstremy.

Dawno czegoś takiego nie słyszałem. Przepraszam, nigdy czegoś takiego nie słyszałem. A słucham metalu już od ponad dwudziestu pięciu lat. Kiedy pierwszy raz odpaliłem ten materiał, nie wiedziałem z czym mam do czynienia. Doznałem szoku i odłożyłem go na półkę z myślą – jeszcze dam ci szansę. Bo co z tego, że tak długo słucham metalu skoro trudno to nazwać metalem. Jasne, to generalnie jest coś, co zostało stworzone jako metal, ale podczas tego procesu przetransformowane w najohydniejsze możliwe dźwięki. 



Dużo w życiu słyszałem podziemnych czy garażowych produkcji, które brzmiały kiepsko lub wręcz źle. Wynikało to jednak z warunków nagrania. Tu jest inaczej. W chorym umyśle twórcy powstała jedna myśl – celowo stworzyć materiał tak odrażający, tak odrzucający i powodujący wymioty, by nikt nie miał wątpliwości kto jest mistrzem ekstremy. To co słyszymy jest całkowicie zamierzone i zrealizowane z zimną krwią. I oczywiście nie tylko o brzmienie tu chodzi bo to też kwestia aranżacji oraz samej budowy utworów. To jak wyrok wykonany bez mrugnięcia okiem na tych, którzy odważą się tej płyty posłuchać. A wierzcie mi, trzeba mieć jaja by dobrnąć do końca, by przesłuchać całość. Ten album to ponad godzina gwałtu na uszach i masakra psychiki, która bardziej przypomina dywanowe bombardowanie połączone z torturami niż metalową płytę. Ciężko to określić słowami, tego trzeba posłuchać, choć to nie łatwe. To co robi ze słuchaczem szwajcarska Dakhma jest jedyne w swoim rodzaju. Pytanie tylko, czy to wszystko ma sens? Nie mnie to oceniać, bo ja często po ten materiał sięgał nie będę. Po prostu mnie przerósł swoją ekstremalnością. Nie odnajduję w nim tego, czego szukam w metalu, nawet tym najbardziej obskurnym i podziemnym. Czy ma sens przesuwanie ekstremy do takich granic, że zatraca się już jakikolwiek walor muzyczny? Tu także nie do mnie należy odpowiedź, bo ja po prostu tych granic nie chcę przekraczać.





Ale zapewne znajdą się tacy, którym ten materiał podejdzie. Bawcie się dobrze :)

Pewnie znajdą się też tacy, którzy pomyślą, że jestem leszczem. Niech myślą :)

P.S. Co ciekawe, dla Grega z Godz Ov War, ten materiał jest dużo łagodniejszy od Inexorable (o nim tutaj). Dla mnie jest wręcz odwrotnie. W końcu ekstrema to też bardzo subiektywna sprawa ;)


Dakhma - „Passageways to Daena”. Godz Ov War Production, 2016 rok.







"Passageways to Daena" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz