poniedziałek, 19 czerwca 2017

Wizyta we Flandrii.


Lubię zespoły, które poprzez swoją twórczość chcą przekazać coś więcej niż tylko „hail satan” i „fuck god”. Zespoły, które w swoich tekstach poruszają tematy historii, swego regionu czy generalnie Europy. Kiedy myślę o takich zespołach od razu w głowie pojawia się nazwa belgijskiego Ancient Rites. Belgia to jednak nie tylko oni, bo był jeszcze jeden bardzo ciekawy zespół poruszający się tekstowo w tym samym obszarze. Mowa o Taranis, który wydał dwie płyty i się niestety rozpadł.


Taranis od Ancient Rites odróżnia po pierwsze muzyka, po drugie zawężenie tekstów do historii swego regionu. Panowie są bardzo mocno związani z Flandrią, regionem historycznym leżącym w Belgii, Holandii i Francji. Można odnieść wrażenie, że dużo bardziej czują się Flamandami niż Belgami. A ponieważ region to ciekawy i ze skomplikowaną historią, jest o czym pisać. Znajdziemy tu więc utwory o Pierwszej Wojnie Światowej, Celtach, Teutonach, Gotach, średniowiecznym rycerstwie i o dumie z bycia Flamandem. Wydźwięk tego wszystkiego jest dość oczywisty – członkowie Taranis to flamandzcy patrioci i zapewne chcieliby by ich region wybił się na niepodległość. Sprawa skomplikowana i nie będziemy się tu w tematy polityczne zagłębiali. Warto jednak pochylić się nad niektórymi tekstami i pójść ich tropem na własną rękę szukając więcej informacji. To jest właśnie ogromna wartość takich zespołów. Prowokują do poczytania, zachęcają tych z co bardziej ciekawską naturą do poszerzenia wiedzy. Ja taką naturę posiadam i gdy widzę same tytuły utworów, zaczynam grzebać w internecie w poszukiwaniu informacji. Tym sposobem mocno poszerzyłem swoją wiedzę o Flandrii.






Kiedy zespół pisze o historii, średniowieczu, starożytności, spodziewamy się, że będzie wykonywał coś w rodzaju podniosłego metalu ze wszystkimi atrybutami typu masa klawiszy czy chórów. Taranis jednak gra prosty i zwykły black/thrash. Dla mnie osobiście to zaskakujący wybór i nie do końca byłem pewny, czy to wypali. Jednak wypaliło jak najbardziej. Muzycznie twórczość Taranis broni się bez żadnych problemów, bo to po prostu fajny, czysty metal z kopem i mocą. Wydali dwie płyty, debiut zatytułowany po prostu „Taranis” (2007) i rok później „Flandriae”. Osobiście wolę jedynkę, bo jest prostsza i sprawia wrażenie bardziej szczerej. Dwójka też jest dobra, jednak już bardziej zaawansowana co w przypadku black/thrash nie zawsze się sprawdza. Generalnie jednak obie płyty prezentują solidny, wysoki poziom i ich słuchanie dostarcza wiele przyjemności. 






Całości konceptu lirycznego dopełnia na obu płytach świetna oprawa graficzna utrzymująca nas w klimacie historycznym. Zdjęcia historycznych budowli, ryciny przedstawiające czasy dawno minione i wszechobecny herb Flandrii. Nic tu nie pozostawia złudzeń co do poglądów i zainteresowań członków Taranis. No a sam Taranis to celtycki bóg piorunów. 

Taranis - „Taranis”. Iron Pegasus Records, 2007 rok, numer katalogowy I.P. 051.

Taranis - „Flandriae”. Iron Pegasus Records, 2008 rok, numer katalogowy I.P. 056.








Taranis na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz