poniedziałek, 5 czerwca 2017

Mnogość emocji.


Słuchając tej płyty mam przed oczami najróżniejsze obrazy. Widzę pobojowisko, zasłane ciałami poległych, jęki konających mieszają się z krzykami ptaków. Widzę ciemny las, pełen tajemnic, zasnuty mgłą i skrywający przerażające tajemnice. Jestem na wzgórzu z samotną szubienicą i dyndającym skazańcem, nadgryzionym już zębem czasu. Widzę nacierających do boju celtyckich wojowników, z wymalowanymi twarzami, nie lękających się śmierci. Przemierzam kosmiczne otchłanie zmierzając ku zasnutemu czernią słońcu. Siedzę w krypcie spisując tajemne zaklęcia i rytuały, które potem obserwuję. Płaczę nad grobem poległych towarzyszy broni, wciąż jeszcze widząc dym nad spalonymi osadami. Wędruję przez prastare krainy, będące kiedyś moim domem i siedzibą przodków. Ale jedna rzecz łączy te wszystkie obrazy – wszechobecny smutek i zaduma.






Ta mnogość odczuć, uczuć i emocji to ogromne bogactwo „Obsidian Arc”, debiutanckiego albumu amerykańskiego Pillorian. Niech nikogo nie zmyli słowo debiut, bowiem Pillorian to grupa doświadczonych muzyków, na czele której stoi John Haughm, znany choćby z Agalloch. Nigdy nie byłem wielkim fanem tego zespołu, ale z Pillorian sprawa ma się całkowicie inaczej. „Obsidian Arc” to teoretycznie black metal, ale wg mnie to bardzo duże uproszczenie. No w każdym razie nie jest to black metal w klasycznym ujęciu. Niesamowicie zróżnicowana płyta, tak pod względem klimatu jak i samej muzyki. Trudno o jednoznaczną definicję tego co panowie tworzą, można to zamknąć w określeniu „klimatyczny black metal”, ale ponieważ go nie lubię, nie zrobię tego. Sporo tu średnich temp, świetnych melodii (nie raz i nie dwa smutnych), elementów doomowych czy wręcz thrashowych. Do tego świetny wokal, partie akustyczne i chóry. Generalnie mamy tu wszystko, ale na szczęście bez przesady, bez nadmiaru. Wszystko ze smakiem i wyczuciem. Momentami klimat przygniata tak, że aż chce się wzlecieć ponad rzeczywistość, unieść nad Świat i się zaśmiać, bo tak to wzniosłe. Chwilę potem zostajemy sprowadzeni na ziemię i dobici włócznią smutku. Kilka sekund później Pillorian atakuje z furią rasowego black metalowego zespołu. Prawdziwy rollercoaster emocji, który sprawia iż nie jest to płyta oczywista i prosta w odbiorze. Wymaga czasu i skupienia ale warto go poświęcić bo smaczków tu co niemiara. 

W tej chwili jest to dla mnie jeden z najlepszych debiutów 2017 roku i już nie mogę się doczekać kolejnych wydawnictw. Pillorian pokazuje dobitnie, że można nagrać album black metalowy z dawką emocji i uczuć tak wielką, jak tylko wielka jest nasza wyobraźnia. I chwała im za to. 

Ocena: 8/10

Pillorian - „Obsidian Arc”. Eisenwald Tonschmiede, 2017 rok, numer katalogowy EISEN119.








"Obsidian Arc" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz