czwartek, 15 czerwca 2017

Marsz ku Północy.


Wszystko zaczęło się w Tychach. Starych, dobrych, poczciwych Tychach, leżących na Śląsku ale otoczonych pięknymi lasami. To tam były pierwsze papierosy, pierwsze miłostki, pierwsze metalowe dźwięki i tysiące pierwszych rzeczy i doświadczeń. To tam byli pierwsi kumple, przyjaciele, pierwsze bójki, pierwsze koncerty i pierwsze mecze. Pierwsza praca, pierwszy alkohol i pierwszy rosół. Tam było wszystko co znałem i lubiłem, co kochałem i co sprawiało mi radość. Tam było moje życie przez wiele, wiele lat. Aż pewnego dnia, stojąc ze łzami w oczach, wynosiłem wszystkie swoje rzeczy do samochodu kumpla, by pierwszy raz w życiu na dobre opuścić moje Tychy. Kierunek – Północ. 





Do Warszawy przygnała mnie sytuacja życiowa i praca. Przybyłem tu jako dojrzały facet z bagażem doświadczeń i nagle przyszło mi zaczynać wszystko od początku. Nowe mieszkanie, nowa okolica, nowe miasto. Nowa praca, nowi znajomi, kumple, koleżanki. Nowe realia, choć oczywiście w Warszawie wcześniej bywałem. Jak jednak porównać sporadyczne wizyty do codzienności? Nic to, zadomowiłem się. Praca okazała się być interesująca, realia ciekawe a samo mieszkanie i codzienność z każdym dniem były bardziej znajome. W pewnym momencie złapałem się na tym, że kiedy mówię dom, myślę o mieszkaniu na Wierzbnie, części Mokotowa. Te dwa lata dały mi bardzo dużo, tak zawodowo jak i prywatnie. To tu, za namową przyjaciela, zacząłem pisać o muzyce. Przybyło mi kilkaset płyt w kolekcji, sporo ciekawych znajomości i ta jedna, szczególna, najważniejsza. Ta, dzięki której niedługo znowu ruszę na Północ.






Olsztyn chyba po prostu był mi pisany. Gdzieś podskórnie czułem to od dawna. Gdy pierwszy raz odwiedzałem to miasto pod koniec lat dziewięćdziesiątych, zauroczyło mnie. Teraz jadę tam dla kobiety mego życia, miłości mego życia, którą poznałem wirtualnie jeszcze podczas pobytu w Tychach. Pierwszy raz jednak spotkaliśmy się już w stolicy. I w pewnym momencie zrozumiałem, że czas podjąć ważną decyzję – albo Warmia na stałe, albo nici z tego związku, na odległość się nie da. Zdecydowałem, zaręczyłem się z Martą, wyjeżdżam. Na Północ. Oczywiście, bo przecież ten kierunek jest i najwyraźniej był mi pisany. Ale musiał nadejść czas i Ona. Teraz w Olsztynie jest Wszystko Co Kocham. Blog oczywiście także pisany będzie, tu nic się nie zmieni. Tylko już z innego miejsca i przez innego, świadomego swej decyzji faceta. 

A najlepsze w tym wszystkim jest to, iż wiem, że Olsztyn to ostatni etap mojej życiowej wędrówki na Północ. Nawet jeśli wybiorę się jeszcze „wyżej”, to tylko turystycznie. W końcu Skandynawia jest piękna. I bardzo muzyczna. 

A Perfect Vision of the Rising Northland, jeśli wiecie, co mam na myśli ;)

p.s. drugi raz tak osobistego tekstu możecie tu nie przeczytać. 

p.s.2. choć może i przeczytacie, bo marzę o ojcostwie.


5 komentarzy:

  1. Bartosz blog zapowiada się na interesujący jak wszystkie wpisy i komentarze które wyszły z pod twoje ręki. Życzę powodzenia w Olsztynie no i tego Ojcostwa przez duże O życzę w dniu ojca.

    OdpowiedzUsuń
  2. W takich sytuacjach okazuje sie kogo cieszy Twoje szczescie... :) kto przyjaciel, kto egoista. wiedz Kochany, ze mnie Twoje szczescie interesuje najbardziej. ale innych zyczliwych Tobie ludziom tez cieszy :). Rzekomi "przyjaciele" moze dojrzeją. Moze nie... nie kazdy umie wyjsc z piaskownicy... to moment kiedy trzeba dorosnac. Ty umiales. Sam z siebie. I chwala Ci za to! Tym co dalej w niej siedzą i mają Ci za zle ze jestes szczesliwy kij w oko! :*

    OdpowiedzUsuń