czwartek, 8 czerwca 2017

Klasycznie, choć bez ognia.


To jest dla mnie rok death metalu. O ile poprzedni zdominował w odtwarzaczu black metal, tak ten w siedemdziesięciu procentach (przeliczyłem!) to death. Słucham starych rzeczy, nowych, względnie nowych które mnie ominęły. No generalnie słucham :) Dużo tego jest i trzeba sobie szczerze powiedzieć, że poziom jest wysoki. Nie ważne czy to polski zespół czy zza granicy. Wśród nowości pojawił się kolejny album Masachist, polskiej „supergrupy” wykonującej death metal. Słowo wykonującej jest jak najbardziej na miejscu, ale o tym później. Czasy mamy takie, że death metal poszedł mocno do przodu, zapędził się w rejony dla niego wcześniej nie znane ale odnajduje się w nich świetnie. Z całą pewnością można to nazwać ewolucją gatunku. Są jednak zespoły które hołdują starej szkole i raz wychodzi im to lepiej, raz gorzej. Ja generalnie uwielbiam starą szkołę, dopóki jest stara. Niestety większość nowych zespołów jeśli chce tak grać, to po prostu nie za bardzo potrafi to robić. Kończy się to albo kopią Morbid Angel albo nieudolnym naśladownictwem połamańców Imperator. 

Są jednak wyjątki.





Jednym z nich jest Masachist. Masachist, jak już wspomniałem, wykonuje death metal. Wykonuje, bo szczerze mówiąc gra muzykę bardzo wykalkulowaną i przemyślaną, bez tej niesamowitej diabelskiej ikry i polotu. Jest tu wszystko co powinno być na death metalowym albumie w stylu starej szkoły. Stwierdzono i Morbid Angel i połamańce Imperator. Technicznie, aranżacyjnie i warsztatowo niczego tej płycie zarzucić nie można. Można wręcz powiedzieć, że jest tu trochę więcej – zespół daje od siebie elementy wręcz „taneczne”, momentami zapraszające do zabawy, które pod sceną muszą sprawdzać się bardzo dobrze. Dodaje ciekawe aranżacje, mocno niebanalne jak na death metal i środki wyrazu, których próżno szukać w przeszłości. I to na pewno działa na plus. Masachist to nie amatorzy, wiedzą jak zagrać by z jednej strony uderzyć w nostalgiczne struny, z drugiej choć trochę przywalić czymś nowym. Nie zmienia to faktu, że jest to nadal w swym kręgosłupie klasyczny death metal. Niestety by w tej stylistyce naprawdę zachwycić, trzeba jednak czegoś więcej. Masachist nagrał bardzo solidny album, ale nie porywający. Jasne, nikt nie oczekuje odkrywania Ameryki, ale od muzyków tej klasy oczekiwałbym trochę więcej. To wszystko jednak nie znaczy, że mi się nie podoba. Owszem, podoba i generalnie wynoszę ten album ponad dziesiątki kopii przeszłości. Bo po prostu lubię solidne death metalowe albumy osadzone w kanonach przeszłości.

Ocena: 7/10

Masachist - „The Sect (death REALigion)”. Witching Hour Productions, 2017 rok, numer katalogowy EVIL094CD.







"The Sect (death REALigion)" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz