poniedziałek, 12 czerwca 2017

Kataloński chłód.


Byłem kiedyś w Barcelonie. Nawet dwa razy. Było cholernie duszno, gorąco i tłoczno. Skwar i upał dosłownie oblepiały pokrywając wszystko. Od czasu do czasu powiało świeżością od morza, ale to były tylko sekundy wytchnienia. I te tłumy. Dziesiątki języków na ulicach, gwar, tłok wręcz ścisk, który tylko potęgował to uczucie duszności. I chaos. W ruchu ulicznym, w ruchu pieszym, w życiu codziennym. Nawet w architekturze. Tak, Barcelona. Kompletnie inny świat, w którym ciężko było się odnaleźć i dostrzec coś rzeczywiście trwałego i solidnego. 


Skład z okresu nagrywania albumu


Zupełnie inaczej sprawa ma się z debiutanckim albumem barcelońskiego Atrexial. Moja trzecia wizyta w stolicy Katalonii, choć tylko duchem, dostarcza kompletnie innych wrażeń. „Souverain” to album poukładany, elegancki, czysty i przemyślany. Skomponowany w całości przez jednego człowieka (zespół to kwartet, choć w czasie nagrywania albumu było to trio) z jasną i klarowna wizją, który doskonale wiedział, co chce osiągnąć. Stąd nie ma tu miejsca na szaleństwo i spontaniczność, brud i chaos. Nie ma tu piwnicy, nie ma duszności i oblepiającego mroku. Tu klimat tworzą zupełnie inne środki wyrazu. Głównie jest to gitara, technicznie gnająca przez cały album, wspierana z lekka klawiszami tworzącymi tu posmak mroku ale nawet bardziej ukrytego ciężaru. To ważny instrument na debiucie Katalończyków, jednak użyty z pomysłem i umiarem. Atrexial kompozycyjnie jest dość płynny – gładko przechodzi z riffów stricte death metalowych w te bardziej blackowe i na odwrót. Wszystko jednak trzyma się kupy i tworzy spójną całość, co tylko pokazuje kunszt kompozytora i jego zdolności. Świadczy o tym również fakt, że album nie daje się odkryć od razu. Nie jest oczywisty a im dłużej go słucham tym bardziej mi się podoba. „Souverain” to płyta przejrzysta, lekka w odbiorze, jednak nie dajcie się zwieść tym słowom – jest tu masa agresji i konkretnych ciosów. Pomimo tej całej przemyślanej koncepcji, czystego brzmienia i technicznych zapędów otrzymujemy rasową metalową płytę, która polubią fani tak black jak i death metalu. Szczerze przyznam, że sam jestem zaskoczony tym jakie wrażenie na mnie zrobiła, bo zawsze byłem zwolennikiem brudu i piwnicy, szaleństwa i totalnego ognia w metalu a debiut Atrexial podoba mi się jak cholera. Fajnie, że takie zespoły mogą zaistnieć na scenie a jeszcze fajniej, że dzieje się tak dzięki naszym wytwórniom.

Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze postawię stopę na katalońskiej ziemi, jeśli jednak to zrobię, będę już na nią patrzył z troszkę innej perspektywy. A jeśli znowu da mi się we znaki ten ogromny skwar i duchota, powrócę dla równowagi do chłodnego Atrexial z wielką chęcią. Inna sprawa, że wtedy mogą mieć na koncie już więcej niż jedną płytę. Mam taką nadzieję. Czekam. 

Ocena: 8/10

Atrexial - "Souverain". Godz Ov War Productions, rok 2017.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz