czwartek, 29 czerwca 2017

Bez zmian.

Black metal to fajna muzyka, o ile słowo fajna jest tu na miejscu w odniesieniu do jej klimatu. Chodzi mi o to, że możesz go grać od dwudziestu lat tak samo i tak samo jak trzydzieści lat temu a to nadal jest fajne. Bo z black metalem  już tak jest, że jak połkniesz tego bakcyla to nie puszcza, trzyma i jesteś w stanie kompletnie nie zwracać uwagi, że w latach dziewięćdziesiątych słyszałeś już takie płyty, że ten riff był już na setkach numerów, że tak krzyczy trzy czwarte wokalistów itd. Kiedy więc trafia do Ciebie kolejna płyta Clandestine Blaze, wiesz doskonale czego się spodziewać a i tak odpalasz ją z wypiekami na twarzy. Bo to najczystszy, najprawdziwszy i kompletnie nieoryginalny w swej formie black metal. I o to chodzi.

Clandestine Blaze

Mikko Aspa (człowiek odpowiedzialny za wszystko w Clandestine Blaze) to żywy przykład na to, że nowości, trendy i najnowsze mody w muzyce mogą omijać człowieka żyjącego w cywilizowanym kraju w dwudziestym pierwszym wieku. A nawet jeśli zdaje sobie sprawę z ich istnienia to kompletnie je ignoruje. I bardzo dobrze. Po co silić się na jakieś eksperymenty, udziwnienia i kompletnie nikomu niepotrzebne wirtuozerie skoro można po raz kolejny przywalić klasycznym, surowym i najprostszym w swej formie black metalem? No po co? No właśnie, mówi Mikko, nie ma takiej potrzeby. I po raz kolejny wali nas w mordę tym swoim ascetycznym graniem. I po raz kolejny pokazuje, że w tej konwencji nie trzeba zjadać swego ogona, bo znowu udało mu się nagrać album ciekawy, a jest to przecież jego dziewiąty pełnowymiarowy krążek. Napisałem ciekawy? Mikko pewnie już się wkurza i ma rację, bo to płyta bardzo dobra! Pierwszy numer niszczy kompletnie a potem poziom nie opada. Jest tak jak ma być i tak jak było trzydzieści lat temu i na poprzednich ośmiu albumach. Czarno, diabelsko, prosto i piwnicznie. I czego chcieć więcej?

Black metal to fajna muzyka, o ile słowo fajna jest tu na miejscu w odniesieniu do płyt Clandestine Blaze. Chodzi mi o to, że zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, iż nie istotne ile jeszcze płyt wyda Mikko w takim samym klimacie, wszystkie będę odpalał z wypiekami. I to jest w tej muzyce fajne. 

Ocena: 8/10

Clandestine Blaze - "City Of Slaughter". Northern Heritage Records, 2017 rok, numer katalogowy NH-100. 






"City Of Slaughter" na Discogs:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz